Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Strych Mazurka

Wielkie kłamstwo czy spotkanie z kosmitami. Prawda o UFO w Emilcinie | Strych Mazurka

Czy Jan Wolski naprawdę spotkał kosmitów na polanie pod Emilcinem? A może jedna z największych zagadek polskiej ufologii była tylko perfekcyjnie rozegraną mistyfikacją? O historii „polskiego Roswell”, hipnozie, wojnie ufologów i ludziach, którzy do dziś próbują oddzielić prawdę od mitu, opowiadamy w czwartym odcinku „Strychu Mazurka”. To historia o UFO, którego być może nigdy nie było.
Kliknij aby odtworzyć

W Emilcinie UFO wylądowało albo ktoś bardzo chciał, żeby wszyscy w to uwierzyli. Jan Wolski do końca życia powtarzał historię o „potworakach”, zielonych twarzach i dziwnej „windeczce” unoszącej go do pojazdu. Dla jednych był świadkiem bliskiego spotkania trzeciego stopnia. Dla innych idealną ofiarą sugestii, hipnozy albo zwykłego snu.

Na Pikniku Ufologicznym w Emilcinie kosmici są wszędzie. Z tektury, plastiku i lateksu. Ale między stoiskami krążą też ludzie, którzy od dekad próbują odpowiedzieć na jedno pytanie: co naprawdę wydarzyło się 10 maja 1978 roku na polanie pod Opolem Lubelskim? I dlaczego ta historia wciąż żyje mocniej niż większość polskich legend.

Krzysztof Drozd, autor książki „Emilcin 1978. W poszukiwaniu prawdy”, przez lata wierzył Wolskiemu niemal bezgranicznie. Potem zaczął rozkładać Emilcin na części pierwsze. Dokumenty, nagrania, zeznania, ślady. Im głębiej wchodził w tę historię, tym bardziej wszystko się rozmywało. Zostawały pytania. Coraz więcej pytań. Spotkaliśmy go, opowiadana nam o swoich wątpliwościach.

Najmocniejszą kontrę dla mitu Emilcina '78 rzucił jednak Bartosz Rdułtowski. Według jego hipotezy za całym zamieszaniem spotkania Wolskiego z kosmitami mógł stać Witold Wawrzonek, obsesyjny pasjonat UFO, który chciał ograć środowisko ufologów i skompromitować swojego rywala Zbigniewa Blanię-Bolnara, znanego ufologa. To nie kosmici mieli stworzyć historię Emilcina. Tylko ludzie. Ambicje, urażona duma i bardzo ludzka potrzeba uwierzenia w coś większego.

Problem polega na tym, że Jan Wolski naprawdę wierzył w to, co opowiadał. Nigdy się nie wycofał. Nigdy nie pękł. Do końca wspominał „potworaki” jak coś całkowicie realnego. I właśnie dlatego Emilcin jest tak niewygodny. Bo nawet jeśli to była mistyfikacja, to dla głównego bohatera mogła być najprawdziwszą rzeczą na świecie.

Może więc największą zagadką Emilcina nie jest UFO. Tylko ludzki umysł. To, jak łatwo tworzymy własne prawdy. Jak bardzo chcemy wierzyć. I jak cienka bywa granica między wspomnieniem, snem, sugestią a czymś, co po prawie pięćdziesięciu latach nadal potrafi zatrzymać ludzi przy pomniku z napisem: „Prawda nas jeszcze zadziwi”.

O tej przedziwnej historii opowiadam w czwartym odcinku Strychu Mazurka.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama