Trzy śmierci i trzy lata więzienia. Rodziny ofiar nie kryją oburzenia wyrokiem. Twierdzą, że jeden z oskarżonych nie wyciągnął z tragedii żadnych wniosków, a dowodem mają być publikowane przez niego w Internecie kontrowersyjne nagrania.
Sąd Rejonowy w Opolu Lubelskim skazał Adama W. na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata. Damian S. otrzymał karę trzech lat bezwzględnego pozbawienia wolności oraz trzyletni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Zakaz ten zacznie obowiązywać po odbyciu przez niego kary.
Obaj mężczyźni zostali również zobowiązani do zapłaty po 20 tys. zł nawiązki na rzecz kobiety, która przeżyła wypadek. W ocenie sądu, opartej na opinii biegłych, odpowiedzialność za doprowadzenie do tragedii ponoszą obaj oskarżeni. Podczas ogłoszenia wyroku Damian S. nie stawił się w sądzie.
Chodzi o wypadek, który niemal trzy lata temu wstrząsnął mieszkańcami regionu.
Tragedia rozegrała się w sierpniu 2023 roku w Chodlu. 77-letni Adam W., kierujący Oplem, wyjechał z drogi podporządkowanej i wymusił pierwszeństwo na nadjeżdżającym BMW. W wyniku zderzenia trzy pasażerki opla zginęły na miejscu. Przeżyła jedynie kobieta podróżująca na przednim fotelu oraz kierowca, który trafił do szpitala.
Za kierownicą BMW siedział 23-letni Damian S. Był trzeźwy. Według ustaleń śledczych poruszał się z prędkością około 140 km/h, mimo że na tym odcinku obowiązywało ograniczenie do 70 km/h.
Ofiarami były trzy seniorki – Wanda, Janina i Teresa – przyjaciółki oraz aktorki amatorskiego teatru „Fajna Ferajna”.
Rok po wypadku do Sądu Rejonowego w Opolu Lubelskim trafił akt oskarżenia przeciwko obu kierowcom. Usłyszeli oni zarzuty z art. 177 § 2 Kodeksu karnego, dotyczącego spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym.
Sąd: odpowiedzialność ponoszą obaj kierowcy
Jak argumentowała podczas czwartkowego (11.06) ogłoszenia wyroku sędzia Anna Jaguś z Sądu Rejonowego w Opolu Lubelskim, kluczowa odpowiedzialność za uniknięcie wypadku spoczywała na kierowcy Opla.
– Po zatrzymaniu się przed skrzyżowaniem powinien on w sposób skuteczny dokonać oceny sytuacji drogowej, dostrzegając nadjeżdżający z lewej strony samochód marki BMW i powstrzymać się od wjazdu na skrzyżowanie, czym uniknąłby wypadku – wskazywała sędzia.
80-letni dzisiaj mężczyzna przyczynił się jednak do wypadku w sposób nieumyślny. Inaczej było w przypadku Damiana S., który świadomie naruszył zasady bezpieczeństwa, przekraczając dwukrotnie dozwoloną prędkość. Według śledczych uniemożliwiło mu to skuteczne podjęcie manewrów obronnych, w wyniku czego doszło do zderzenia.
– Przed wypadkiem samochód marki BMW poruszał się z prędkością 140 km/h, tj. istotnie wyższą niż prędkość administracyjnie dopuszczalna, która wynosiła 70 km/h. Tak znacznie nadmierna prędkość miała niewątpliwy wpływ na zaistnienie wypadku – mówiła sędzia.
Driftowaniem chwali się w sieci
Początkowo obu kierowcom groziła kara do ośmiu lat pozbawienia wolności. Ostatnia rozprawa odbyła się 28 maja. Wówczas rodziny ofiar ostro skrytykowały wniosek prokuratury o złagodzenie kary do jednego roku więzienia dla obu oskarżonych.
– Wobec Damiana S. nie zostały zastosowane żadne środki. Nadal jest na wolności, a co więcej, jest aktywny na TikToku, gdzie nagrywa i umieszcza obrzydliwe filmiki z brawurowej jazdy i driftowania, ubliżające policji – pisała w mailu do naszej redakcji krewna jednej z ofiar, podkreślając, że oskarżony nadal lubi szybką jazdę i nie widać po nim skruchy.
Pełnomocnik poszkodowanych, adwokat Grzegorz Gozdór, wniósł o 8 lat pozbawienia wolności dla Damiana S., wskazując na decydującą rolę jego zachowania.
– Sprawcą śmierci trzech osób jest Damian S. To on urządził sobie na drodze wyścig. Zeznawali o tym świadkowie. Jeden z nich mówił, że próbował zadzwonić na numer alarmowy, ale nie miał zasięgu. Tu mówi się o naruszeniu zasad bezpieczeństwa przez dwóch oskarżonych. Tak, ale tylko Damian S. naruszył te zasady umyślnie – podkreślał Gozdór podczas mowy końcowej. – Gdyby Damian S. nie jechał z prędkością co najmniej 140 km/h w miejscu, gdzie obowiązywało ograniczenie do 70 km/h, do śmierci trzech osób by nie doszło. Po hamowaniu jego samochód wciąż poruszał się z prędkością około 90 km/h. To właśnie ogromna energia uderzenia doprowadziła do tragicznych skutków. Masa pojazdu i prędkość to prawa fizyki, których nie da się podważyć – wskazywał adwokat.
Sędzia Anna Jaguś przyznała, że wymierzając karę Damianowi S., sąd uwzględnił jego wcześniejsze problemy z prawem oraz zachowanie po wypadku.
– Przedstawione przez oskarżyciela posiłkowego w toku rozprawy dowody w postaci nagrań z mediów społecznościowych dowodzą, że oskarżony w dalszym ciągu porusza się po drogach publicznych, nie zachowując należytej ostrożności – mówiła.
Jednocześnie podkreśliła, że do tragedii przyczynili się obaj kierowcy.
– To jest zdecydowanie za nisko. Ten wyrok nie oddaje rozmiaru tej tragedii. To młody człowiek, który ma za nic prawo i jakiekolwiek zasady moralne – mówi Beata Stawiarska, córka Wandy. – To psychopata, który nie robi sobie nic z tej sprawy. Zjawił się tylko na pierwszej rozprawie. Cały czas zamieszcza na TikToku filmiki z brawurową jazdą, z alkoholem. Tak było nawet wczoraj w nocy – mówi.
Beata Stawiarska na ogłoszenie wyroku przyszła ze zdjęciami swojej tragicznie zmarłej mamy
Znane i lubiane
Wanda, Janina i Teresa były dobrze znane mieszkańcom Poniatowej. Występowały w amatorskim teatrze „Fajna Ferajna”, działały w klubie seniora, śpiewały w zespołach i uczestniczyły w zajęciach Uniwersytetu Trzeciego Wieku.
Feralnego dnia jechały wraz z Adamem W. na pogrzeb.
– Rozmawiam z ludźmi i mojej mamy po prostu brakuje. Jest w nich pustka. Była bardzo aktywna w lokalnej społeczności, działała w teatrze i klubie seniora. W małej miejscowości jak Poniatowa była osobą bardzo znaną – mówi Beata. – Moja mama była siłaczką. Miała ciężkie życie, ale ostatnie lata były jej drugą młodością. Była osobą aktywną, oddaną rodzinie i ludziom – dodaje i wspomina, że potrafiła dogadać się z każdym.
Tragedia wywołała duże poruszenie w środowisku.
„Nie ma słów, by opisać żal i współczucie. Straciliśmy osoby ciepłe, życzliwe i pomocne” –pisali po wypadku członkowie teatru. – „Osoby szlachetne, obdarzone wielkim sercem i poczuciem humoru” – wspominano.
Jesienią 2023 roku ujawniono dodatkową tragedię – doszło do zamiany ciał seniorek. Jeden z uczestników pogrzebu zauważył, że w trumnie znajduje się ciało innej osoby. W październiku potwierdzono oficjalnie pomyłkę. Nikomu nie postawiono zarzutów. Rodziny ofiar podkreślają, że trauma trwa do dziś.
Ogłoszony wyrok nie jest prawomocny. Stronom przysługuje prawo do apelacji.
Komentarze