Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Plan z poprawką od wojewody. Chełm musiał wrócić do uchwały o przyszłości miasta

Plan ogólny miasta Chełm miał być dokumentem porządkującym przyszły rozwój miasta. Zamiast spokojnej procedury była jednak nadzwyczajna sesja, powrót uchwały po rozstrzygnięciu wojewody i pytania radnych o pośpiech. Urzędnicy przekonują, że chodziło o techniczne uchybienia, które zostały poprawione. Opozycja pyta jednak, czy przy tak ważnym dokumencie miasto nie powinno działać ostrożniej.
Chełm bazylika
Ostatecznie plan ogólny został przyjęty a uchwała podjęta

Źródło: Sanktuarium Matki Bożej Chełmskiej Parafia Narodzenia NMP w Chełmie

Dokument, który ustawia miasto na lata

Nie jest efektowny jak nowy stadion, nie przecina się przy nim wstęg, nie robi pamiątkowych zdjęć z łopatą w ręku. A jednak to właśnie on może zdecydować o tym, gdzie w Chełmie będą powstawały nowe osiedla, gdzie rozwinie się przemysł, ile zieleni pozostanie między budynkami i w którą stronę miasto będzie się rozrastać w kolejnych latach.

Plan ogólny brzmi jak urzędnicza formuła z dokumentu, który interesuje wyłącznie architektów, geodetów i prawników. W rzeczywistości to jeden z najważniejszych aktów planistycznych, jakie może przyjąć samorząd. Podczas posiedzenia komisji przypomniano, że plan ogólny zastępuje dotychczasowe studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego oraz będzie podstawą do sporządzania miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego.

Krótko mówiąc: to nie jest papier dla papieru. To mapa przyszłych decyzji.

Plan wrócił, bo „nie wyłapano” wskaźników

Właśnie dlatego powrót tej uchwały na obrady wywołał wiele pytań. Dokument był już wcześniej procedowany, ale po rozstrzygnięciu nadzorczym wojewody lubelskiego trzeba było go poprawić. Podczas komisji radni chcieli wiedzieć przede wszystkim jedno: co się stało, że plan ogólny wraca ponownie?

Odpowiedź urzędników była dość konkretna. Chodziło o wskaźniki powierzchni biologicznie czynnej.

„Tak naprawdę w dwóch miejscach [...] zaszedł taki błąd techniczny. Nie wyłapaliśmy dwóch mniejszych wskaźników powierzchni biologicznie czynnej” – wyjaśniała podczas posiedzenia komisji Aneta Kędziora z Departamentu Architektury, Inwestycji i Funduszy Europejskich.

W jednym z miejsc – jak wskazano – do całej strefy przyjęto wskaźnik dziesięcioprocentowy, choć powinien on wynosić 30 procent. W drugim przypadku, przy osiedlu Słonecznym, wskaźnik powierzchni biologicznie czynnej również został zwiększony zgodnie z obowiązującymi planami. Dodatkowo dwie działki miały zostać wyłączone. Łącznie, jak podkreślono, do projektu wprowadzono cztery zmiany zgodne z rozstrzygnięciem wojewody lubelskiego.

Techniczna korekta czy sygnał ostrzegawczy?

Przedstawiciele miasta uspokajali, że nie ma potrzeby powtarzania całej procedury planistycznej. To dla ratusza kluczowa informacja, bo w przeciwnym razie dokument mógłby ugrzęznąć na znacznie dłużej.

„Wskazane w rozstrzygnięciu nadzorczym wojewody uchybienia nie wymagają żadnego powtarzania całej procedury planistycznej, co jest bardzo istotne” – podkreślano podczas komisji.

Jak dodano, poprawki pozwalają dalej procedować prace związane z uchwalaniem planów miejscowych.

Tyle wersja urzędowa. Radni zwracali jednak uwagę na coś innego: skoro dokument ma tak duże znaczenie, każdy powrót po interwencji nadzoru budzi pytanie o jakość procedowania. Zwłaszcza że temat planu ogólnego już wcześniej wzbudzał emocje.

Radny Łukasz Krzywicki przypomniał, że podczas wcześniejszej dyskusji jedna z mieszkanek Chełma, podnosiła kwestie środowiskowego zabezpieczenia terenów przemysłowych. „Jak się okazuje, po części miała jednak rację” – stwierdził radny.

Na sali padło wtedy zdanie, które dobrze oddaje atmosferę tej dyskusji: „Ten się nie myli, kto nic nie robi”. To próba obrony urzędników przed zbyt łatwą krytyką, ale też mimowolne przyznanie, że pomyłka faktycznie się wydarzyła.

Pośpiech wrócił jak bumerang

Najmocniej wybrzmiał jednak wątek tempa prac. Radny Marek Sikora dopytywał o termin graniczny dla dokumentu i ostrzegał przed ponownym działaniem pod presją.

„Chodzi o to, żebyśmy czegoś znowu w pośpiechu nie zrobili” – mówił radny.

To zdanie mogłoby być mottem całej sprawy. Bo plan ogólny nie jest uchwałą, którą można traktować jak drobną korektę w miejskim grafiku. Jego skutki mogą odczuwać właściciele działek, inwestorzy, mieszkańcy osiedli, przedsiębiorcy i ci, którzy dopiero będą chcieli budować swoją przyszłość w Chełmie.

Podczas sesji nadzwyczajnej podobne wątpliwości podnosił radny Marcin Lipczuk. Zwracał uwagę, że pośpiech przy zatwierdzaniu uchwały z 29 kwietnia „budzi wątpliwości”, czy akty prawne głosowane przez radę są rzeczywiście wystarczająco przemyślane. Pytał także, czy błędy wskazane przez wojewodę mogły sugerować, że problem dotyczył nie tylko pojedynczych elementów, ale potencjalnie także szerszej konstrukcji uchwały.

Miasto broni przyjętych wskaźników

W odpowiedzi urzędnicy tłumaczyli, że przyjmując wskaźniki dla planu ogólnego, miasto opierało się na obowiązujących miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego. Nie był to więc – jak przekonywano – przypadkowy wybór, lecz kontynuacja dotychczasowej polityki przestrzennej.

„Uznaliśmy, że skoro mamy już przyjętą jakąś politykę przestrzenną miasta i wyznaczyliśmy te wskaźniki już wcześniej, to nie będziemy brać wskaźników z rozporządzenia” – wyjaśniano podczas sesji.

To ważna deklaracja. Pokazuje, że spór nie dotyczy wyłącznie dwóch działek czy kilku procent powierzchni biologicznie czynnej. W tle jest pytanie znacznie szersze: jak bardzo Chełm chce utrzymać dotychczasowy kierunek rozwoju, a jak bardzo powinien go skorygować w obliczu nowych wyzwań – środowiskowych, inwestycyjnych i demograficznych.

Uchwała przyjęta, ale pytania zostały

Ostatecznie plan ogólny został przyjęty. Podczas sesji zagłosowało 19 radnych, jeden wstrzymał się od głosu, a trzech było nieobecnych. Uchwała została podjęta.

Formalnie sprawa jest więc zamknięta. Politycznie i społecznie – niekoniecznie.

Bo choć ratusz przekonuje, że poprawki wynikają wprost z rozstrzygnięcia wojewody i „nie ma już miejsca na pomyłkę”, to cała historia pokazuje coś więcej niż tylko techniczne potknięcie. Pokazuje napięcie między potrzebą szybkiego działania a koniecznością wyjątkowej precyzji. Między urzędniczą procedurą a realnym wpływem na życie mieszkańców. Między planem jako dokumentem a planem jako obietnicą, że miasto wie, dokąd zmierza.

Chełm przyjął więc plan, który ma porządkować jego przyszłość. Ale zanim to zrobił, musiał poprawić własne deyzje sprzed kilku tygodni.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama