Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Detektywi, donosy i paragrafy. Kto po zmierzchu gasi światło na zamojskiej Starówce?

Zamość, perła renesansu wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO, staje się areną bezwzględnej wojny podjazdowej. Po jednej stronie barykady stanęli restauratorzy walczący o ekonomiczne przetrwanie i turystyczne ożywienie miasta. Po drugiej – nowi lokatorzy i najemcy zabytkowych kamienic, którzy po godzinie 22:00 domagają się absolutnej ciszy. W ruch poszły anonimy, lawiny policyjnych kontroli, a nawet... prywatni detektywi wynajmowani do zbierania haków na lokalny biznes. Czy Rynek Wielki obroni swój wielkomiejski charakter, czy też skapituluje pod naciskiem zdeterminowanych lokatorów?
Zamość Rynek Wielki
Jeśli urzędnicy i radni szybko nie wypracują kompromisu, zamojską Starówkę czeka nie tylko nocna cisza, ale i ekonomiczny zmierzch

Źródło: Zamość/fb

Wieczorny spacer po zamojskiej Starówce potrafi zachwycić każdego konesera architektury. Iluminacje podświetlające renesansowe attyki, ciepłe światło kawiarnianych ogródków i szum rozmów tworzą atmosferę, dla której przyjeżdżają tu tysiące turystów z całego świata. Jednak gdy zegar na wieży ratuszowej wybija godzinę dziesiątą wieczorem, ten sielankowy obrazek gwałtownie pęka. Podcienia zamojskich kamienic zamieniają się wówczas w strefę konfliktu, w której argumentami są decybele, paragrafy i policyjne mandaty.

Głos rozpaczy przedsiębiorców

Podczas ostatniej sesji Rady Miasta na mównicy stanęli przedstawiciele zamojskich restauratorów, w tym właściciele popularnej piwiarni Warka oraz pizzerii Ontario. Ich obecność nie była przypadkowa – to krzyk rozpaczy biznesu, który od miesięcy zmaga się z lawiną skarg i kontroli inicjowanych przez wąską grupę nowych lokatorów i najemców staromiejskich kamienic.

Inwigilacja i prywatny detektyw pod podcieniami

Największe poruszenie na sali wywołała relacja o metodach, jakimi posługują się przeciwnicy nocnego życia na Rynku Wielkim. Z ust przedsiębiorców padły oskarżenia o wynajęcie prywatnego detektywa, który miał zbierać „haki” na restauratorów, fotografować gości i drobiazgowo mierzyć poziom hałasu.

„Zorientowaliśmy się, że jesteśmy profesjonalnie inwigilowani. Wynajęto człowieka, którego jedynym zadaniem było polowanie na nasze najmniejsze potknięcie, byle tylko doprowadzić do odebrania nam koncesji i zamknięcia biznesu” – relacjonował zbulwersowany przedstawiciel restauratorów.

Widmo „efektu domina” i głos poparcia

Przedsiębiorcy podkreślali, że nie działają w próżni, a ich głos jest głosem większości zamościan. Dowodem na to było oficjalne przekazanie radnym petycji, pod którą podpisało się ponad 900 osób. W ich opinii, w obronie tętniącej życiem Starówki stają bowiem ludzie, którzy rozumieją, że Zamość bez turystów stanie się jedynie pięknym, ale martwym skansenem.

„Jeśli poddamy się tej presji, czeka nas katastrofalny efekt domina. Zamknięcie jednego lokalu pociągnie za sobą kolejne, a Starówka zamieni się w luksusową, sterylną sypialnię” – ostrzegali przedsiębiorcy na sesji.

Skargi zalewają całe miasto

Z problemem skarg na hałas zmaga się zresztą coraz więcej punktów w mieście. Przewodniczący Rady Miasta potwierdził podczas debaty, że podobne protesty i pisma spływają regularnie w sprawie kultowego klubu „Wspomnienie PRL” oraz lokali działających w rejonie zamojskiego Zalewu.

Problem jest palący, ponieważ gra toczy się bowiem o miliony złotych z turystyki, które co roku zasilają budżet Zamościa. Miasto promuje się jako otwarte, gościnne i dynamiczne. Narzucenie drastycznego rygoru i uciszenie Rynku Wielkiego natychmiast po godzinie 22:00 uderzy wizerunkowo i finansowo w cały region. Samorządowcy stają przed karkołomnym dylematem: jak pogodzić święte prawo do wypoczynku z brutalnymi prawami wolnego rynku? Jedno jest pewne – jeśli urzędnicy i radni szybko nie wypracują kompromisu, zamojską Starówkę czeka nie tylko nocna cisza, ale i ekonomiczny zmierzch.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama