Jest pani przedsiębiorczynią, trenerką Access Bars, animatorką, szkoleniowcem, autorką warsztatów PatiArt, a do tego mamą i żoną. Która z tych ról najbardziej zmieniła Patrycję Waszak jako człowieka i dlaczego?
– Myślę, że wszystkie te role wzajemnie się uzupełniają, ale jeśli miałabym wskazać jedną, byłoby to macierzyństwo. Moi synowie są moimi największymi nauczycielami. Dzięki nim nauczyłam się cierpliwości, pokory i bezwarunkowej miłości. To oni pokazali mi, że nie muszę być idealna. Wystarczy być obecną i autentyczną. Paradoksalnie właśnie jako mama odnalazłam w sobie odwagę, by rozwijać kolejne pasje i realizować marzenia. Chciałam pokazać swoim dzieciom, że warto żyć w zgodzie ze sobą i nie bać się zmian.\
Przez ponad dziesięć lat prowadziła pani studio odnowy biologicznej. W pewnym momencie postawiła jednak na rozwój osobisty i pracę z emocjami. Co wydarzyło się w pani życiu, że zdecydowała się pani obrać właśnie tę drogę?
– Przez wiele lat pomagałam kobietom zadbać o ich wygląd. Zauważyłam jednak, że nawet najpiękniejszy makijaż czy najlepszy zabieg nie zmieniają tego, co dzieje się w ich głowach i organizmie. Widziałam piękne kobiety, które nie wierzyły w siebie i ciągle czuły, że są niewystarczające. Zrozumiałam wtedy, że prawdziwe piękno zaczyna się od środka.
Jestem kosmetyczką, a obecnie kształcę się również w kierunku terapii. Coraz mocniej przekonuję się, że uroda zaczyna się od wnętrza organizmu. Nie bez powodu mówi się, że jelita są naszym drugim mózgiem. To, jak się odżywiamy, jak śpimy, ile mamy stresu i czy znajdujemy czas na regenerację, bardzo często widać na naszej skórze i w naszym samopoczuciu.
Dlatego dziś patrzę na człowieka holistycznie. Pielęgnacja jest ważna, ale równie ważne są emocje, zdrowe nawyki, odpoczynek i równowaga. Właśnie dlatego moja droga zawodowa naturalnie zaprowadziła mnie do rozwoju osobistego i pracy z drugim człowiekiem.
Jest pani jedną ze współautorek książki „Mentalność Sukcesu”. Jak dziś definiuje Pani sukces? Czy to bardziej stan konta, liczba projektów, czy może wewnętrzny spokój i życie w zgodzie ze sobą?
– Jeszcze kilka lat temu pewnie odpowiedziałabym inaczej. Dzisiaj sukces to dla mnie możliwość budzenia się rano z radością i świadomością, że robię coś, co ma sens. To czas dla rodziny, zdrowie, rozwój i ludzie, którym mogę pomóc. Oczywiście pieniądze są ważne, bo dają bezpieczeństwo i pozwalają realizować marzenia, ale same w sobie nie są celem. Sukces to wolność wyboru i odwaga, by żyć według własnych wartości, a nie oczekiwań innych.
Na prowadzonych przez panią warsztatach często pojawiają się kobiety, które chcą odzyskać pewność siebie lub odważyć się na zmianę. Co najczęściej je blokuje i jaka jest pierwsza rzecz, którą mówi im pani na początku wspólnej drogi?
– Największym przeciwnikiem większości kobiet nie jest świat, ale ich własny wewnętrzny krytyk. Bardzo często słyszę: „nie dam rady", „jestem za stara", „nie jestem wystarczająco dobra". A przecież to tylko przekonania, które nosimy od lat. Zawsze mówię kobietom, żeby przestały porównywać się z innymi. Każda z nas ma własne tempo, własną historię i własny potencjał. Nie musisz być lepsza od kogokolwiek. Wystarczy, że każdego dnia będziesz trochę bliżej tej kobiety, którą naprawdę chcesz się stać.
Access Bars wciąż budzi wiele ciekawości i pytań. Z jakimi historiami uczestników swoich sesji spotkała się pani najczęściej? Czy pamięta pani moment, który szczególnie utwierdził panią w przekonaniu, że warto pomagać właśnie w ten sposób?
– Każdy człowiek przychodzi z inną historią. Jedni zmagają się ze stresem, inni z bezsennością, jeszcze inni czują się zagubieni i zmęczeni życiem. Najpiękniejsze są dla mnie chwile, kiedy po sesji ktoś mówi: „Pierwszy raz od wielu miesięcy naprawdę odpocząłem" albo „W końcu poczułam spokój". Nie twierdzę, że istnieje jedna metoda rozwiązująca wszystkie problemy. Ale wiem, że kiedy człowiek zatrzyma się na chwilę, pozwoli sobie odetchnąć i spojrzeć na siebie z większą łagodnością, zaczynają dziać się dobre rzeczy. To właśnie obserwuję u wielu osób.
Patrząc na pani działalność, można odnieść wrażenie, że motywem przewodnim jest wydobywanie potencjału z ludzi – niezależnie od ich wieku. Jakie marzenie zawodowe chciałaby pani zrealizować w ciągu najbliższych pięciu lat i co chciałaby pani, aby ludzie mówili o PatiArt?
– Marzy mi się stworzenie miejsca, do którego ludzie będą przyjeżdżać nie tylko po wiedzę, ale przede wszystkim po dobrą energię. Chciałabym rozwijać warsztaty, organizować wydarzenia dla kobiet, rodzin i dzieci oraz współpracować z jeszcze większą liczbą samorządów i organizacji. Wierzę, że rozwój może być prosty, radosny i dostępny dla każdego. A jeśli ktoś po spotkaniu ze mną powie: „Dzięki Patrycji uwierzyłam w siebie i odważyłam się zrobić pierwszy krok", to będzie dla mnie największy sukces. Bo właśnie po to robię to, co robię.


Komentarze