Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Nasz cykl: Dziewczyny z Kaliny, chłopaki z Krochmalnej

Ksiądz Wełna kropidła nie żałował

Na początku lat 90. ubiegłego wieku zamieszkałem z rodziną w nowym bloku na ulicy Nowowiejskiego. Na terenie, który wcześniej całkowicie porośnięty był dziką roślinnością, powstało niewielkie osiedle w dzielnicy Czechów. Bardzo blisko centrum miasta, a jednocześnie w zacisznej dolinie – wspomina pan Jacek.
Ksiądz Wełna kropidła nie żałował

Autor: FOT. FACEBOOK DAWNY LUBLIN, AUTOR ZB. KAROL LYJAK

Był to obszar pomiędzy Al. Kompozytorów Polskich, ulicą Szeligowskiego, Smorawińskiego, a Północną. Aż do końca lat 80. XX wieku był to teren zarośnięty samosiejkami, z pozostałościami dawnych pól i sadów. Prawdopodobnie własność tych działek przez lata była rozproszona albo nieuregulowana i dopiero z czasem zaczęto to porządkować. Początkowo przy ulicy Feliksa Nowowiejskiego wybudowano trzy bloki należące do Nauczycielskiej Spółdzielni Mieszkaniowej i Spółdzielni Rudnik. Część z nich była jeszcze z wielkiej płyty, a część oblicowana białą cegłą. To już było w miarę nowoczesne budownictwo z rozkładowymi mieszkaniami i większymi balkonami. Zamieszkaliśmy w jednym z tych bloków.

Na zakupy do Feliksa i Orfeusza

Osiedle było zaciszne i kameralne, mimo że usytuowane pomiędzy ruchliwymi arteriami. Obok bloków powstały garaże, wygospodarowano tez miejsce na parkingi i place zabaw. Zakupy spożywcze robiliśmy w sklepiku „U Feliksa” (od imiennika ulicy Feliksa Nowowiejskiego), na dole w blokach był też szewc, fryzjer i sklep komputerowy. Nieopodal swoje lata świetności przeżywał dom towarowy Orfeusz – otwarty z wielkim rozmachem w 1988 roku. Można tu było kupić firmowe ubrania, kosmetyki, meble, telewizory, magnetowidy. Sporo towarów sprowadzano z zagranicy. Potem w Orfeuszu swoją siedzibę miała m.in. wielka, sieciowa wypożyczalnia kaset video. 

Wielką atrakcją osiedla był wąwóz pomiędzy ulicą Nowowiejskiego, a ulicą Oratoryjną i Milenijną. Początkowo był to teren dziki, porośnięty samosiejkami, ale z biegiem lat został uporządkowany i zagospodarowany. Powstały alejki spacerowe, a z budżetu obywatelskiego zakupiono ławki, siłownię plenerową, powstało też trawiaste boisko. Dziś to bardzo atrakcyjny, malowniczy teren, który przyciąga spacerowiczów i służy dzieciom, zarówno latem jak i zimą. 

Założyli siatkę, zdjęli siatkę

Przy ulicy Nowowiejskiego, nad wąwozem, mieliśmy od początku nieduże, asfaltowe boisko, na którym dzieci grały w piłkę. Problem z tym, że ta piłka ciągle spadały do wąwozu i trzeba było po nią biegać. Spółdzielnia założyła więc siatkę – najpierw niższą, potem wyższą, żeby było bardziej wygodnie. I owszem – było, ale na boisko zaczęła się schodzić łobuzerka z Oratoryjnej i tak walili piłką, że siatka nie pomagała i ciągle jakiś samochód był uszkodzony. Więc zdecydowano o zdjęciu siatki i piłki z powrotem lądowały w wąwozie. Nikomu nie chciało się po nie biegać, więc na boisku zrobiło się z powrotem spokojnie, teraz bawią się na nim młodsze dzieci. 

Wspomniałem o łobuzerce. Jednym z pierwszych na osiedlu był blok socjalny przy ulicy Oratoryjnej. Zamieszkało tu sporo osób z przesiedleń ze Starego Miasta i z ulicy Lubartowskiej. Przy tym bloku często dochodziło do napadów i kradzieży. W biały dzień wyrywano kobietom torebki, zrywano biżuterię. To wszystko działo się na oczach mieszkańców, a policja była bezradna. Trzeba było omijać to miejsce szerokim łukiem. 

Lała się woda w kościele

Na niedzielne msze chodziliśmy początkowo do kościoła pw. Dobrego Pasterza przy ulicy Radzyńskiej. Był najbliżej naszego bloku. Dopiero podczas wizyty duszpasterskiej dowiedzieliśmy, że nasza parafia była na Czwartku.

W 1995 roku przy ulicy Milenijnej powstała parafia pw. NMP Nieustającej Pomocy. Proboszczem został ksiądz Adam Wełna, który wybudował kościół i do dzisiaj kieruje parafią. Niektórzy parafianie bali się go i unikali, bo słynął (i słynie nadal!) z dość bezpośredniego, a nawet obcesowego języka.

Ksiądz Wełna znany był jeszcze z jednego – z ciężkiej ręki przy kropidle. Nigdy nie żałował święconej wody. Podczas wielkanocnego święcenia pokarmów tak obficie moczył kropidło, że nie tylko koszyczki, ale i parafianie mogli się kąpać w deszczu święconej wody. Gdyby nie sutanna, w wielkanocny poniedziałek pewnie biegałby po osiedlu z wiadrem wody i polewał panny. 

Helikoptery i karetki

Od strony Al. Kompozytorów Polskich, po drugiej stronie ulicy znajduje się stacja pogotowia ratunkowego. Na szczęście wysokie budynki skutecznie izolują od dźwięku karetek. Natomiast po przeciwnej stronie, od ulicy Szeligowskiego, jest Dziecięcy Szpital Kliniczny przy ulicy Chodźki. Tam powstało lądowisko dla helikopterów ratowniczych. Można obserwować, jak podchodzą do lądowania, to robi wrażenie, choć oczywiście zawsze stoi za tym jakieś dramatyczne zdarzenie.

Jeszcze jedna ciekawostka. Gdy się sprowadziliśmy do naszego bloku nie było w nim telefonów – choć w sąsiednim budynku już były. Żeby zadzwonić trzeba było chodzić do pobliskiego automatu telefonicznego. Kiedyś spotkałem tam sąsiada z sąsiedniego bloku. Zaprosił mnie do siebie, żebym skorzystał z jego domowego telefonu. Choć sam czekał w kolejce do automatu. Najwyraźniej potrzebował rozmowy na osobności. 

Wysłuchała Magdalena Bożko-Miedzwiecka

Czekam na Wasze opowieści: magdabozko@poczta.onet.pl

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama