Chce pan przepłynąć wpław całość szlaku żeglugowego Wisły, czyli ponad 900 km. Skąd pomysł na taką akcję?
Daje mi to satysfakcję, jest to dla mnie poszerzanie granic własnych możliwości, zarówno fizycznych, jak i psychicznych. Wisła jest największą polską rzeką, a zarazem bardzo piękną. Przepłynąłem ją już dwukrotnie kajakiem, więc stwierdziłem, że należy zrobić krok naprzód i spróbować zrobić coś, co kiedyś wymykało się granicom mojej wyobraźni.
Jak wygląda przygotowanie do takiej wyprawy?
Ma ono wiele płaszczyzn. Często, mając na myśli przygotowania do takiego przedsięwzięcia, koncentrujemy się na ich aspekcie fizycznym, ale nie sprowadza się to tylko do tego. Oczywiście budowanie siły i wydolności, czy to przez bieganie, siłownię, pływanie na basenie i "open water" to bardzo ważny aspekt przygotowań, który jest tematem rzeką (nomen omen). Myślę zarazem, że trudno z całą stanowczością stwierdzić, że można się do takiego przedsięwzięcia przygotować w stu procentach, bo żaden trening nie odzwierciedli stanu organizmu, który właśnie płynie dziesiątą godzinę dwudziestego dnia wyzwania. Po prostu, prędzej czy później, dotrze się do momentu, w którym się jeszcze nigdy nie było, a z którym trzeba sobie poradzić. Dotrzeć do ściany i ją przesunąć, walczyć z własnymi słabościami. Uczynić poniekąd strefę komfortu z ciągłego przekraczania strefy komfortu. Niemniej, poza przygotowaniami fizyczno-mentalnymi, nie można zapomnieć o rzeczach bardziej przyziemnych, a nieodzownych z punktu widzenia końcowego sukcesu. Logistyczne przemyślenie całości przedsięwzięcia, przygotowania sprzętowe, obranie strategii medialnej. Bardzo mi zależy na tym, aby zbiórka charytatywna i kampania informacyjna, które towarzyszą akcji odniosły sukces, a to wymaga współdziałania wielu życzliwych osób, dotarcia do ludzi. Przecież mógłbym nawet opłynąć wpław świat dookoła, a nie przełożyłoby się to na żadną realną pomoc dla dzieci dotkniętych FAS i FASD, jeśli przedsięwzięcie nie byłoby relacjonowane.
To nie pierwsza taka akcja w pana wykonaniu. W 2020 roku przepłynął Pan 2000 km kajakiem, również w szczytnym celu. Czy uważa pan, że wyprawa, którą rozpoczyna pan w tym tygodniu będzie trudniejsza?
Tak, poprzeczka idzie w górę i wyzwanie, którego obecnie się podejmuję jest dla mnie najtrudniejszym ze wszystkich dotychczasowych. Wystarczy nawet spojrzeć czysto matematycznie na proporcje odległości. Jeśli w pewnym zaokrągleniu przyjąć, że w 2020 roku przepłynąłem 2000 km kajakiem, a teraz chcę przepłynąć 1000 km wpław, oznacza to, że na 2 kilometry kajakiem przypada 1 kilometr wpław. Myślę, że przeciętny człowiek nie miałby większych problemów, żeby na rekreacyjnym spływie kajakowym przepłynąć 20 kilometrów. To teraz retoryczne pytanie, czy ten sam człowiek z równą lekkością przepłynąłby wpław 10 kilometrów, czyli 400 basenów 25-metrowych? Nawet przy uwzględnieniu, że przy swojej pętli kajakowej ponad jedną trzecią odległości przepłynąłem pod prąd, tak jednak teraz będzie nieporównywalnie trudniej.
Czego pan obawia się najbardziej podczas ekspedycji?
Szczerze mówiąc nie koncentrowałem się na tworzeniu hierarchii takich rzeczy, ale kilka ich jest. Na pewno wszystko, co jest związane z barierami własnego organizmu w kontekście długotrwałego wysiłku i jego specyfiki. Nie tylko w kontekście siły i wydolności, ale choćby możliwych kontuzji oraz reagowania układu pokarmowego, który przez wiele godzin będzie znajdował się w pozycji poziomej, w środowisku wodnym, z radykalnie zwiększonym zapotrzebowaniem energetycznym. Do tego dochodzą czynniki związane z dziką przyrodą i przeszkodami wodnymi. Trzeba spodziewać się niespodziewanego, reagować na to, co nad wodą, na wodzie i pod wodą. W końcu warunki atmosferyczne, które mogą mi utrudnić lub opóźnić płynięcie. Jest to o tyle problematyczne, że jako aplikant prokuratorski muszę zmieścić się w okresie odgórnie wyznaczanego urlopu letniego, nie mogę sobie wybrać innego czasu płynięcia. Mam więc bardzo napięty terminarz, któremu muszę sprostać niezależnie od tego, czy będzie uśmiechać się do mnie słońce, czy płakać nade mną niebo.
Gdzie i kiedy rozpoczyna pan podróż? Kiedy jest planowany koniec?
Zaczynam w sobotę 18 lipca o godzinie 06:00 na tzw. "kilometrze zero" Wisły, którym jest ujście Przemszy w okolicach Oświęcimia. Od tego miejsca rzeka jest uznawana za żeglowną. Koniec planuję nie później niż 9 sierpnia u ujścia Wisły do Morza Bałtyckiego.
Czy podczas wyprawy będzie można pana spotkać na trasie, zamienić kilka słów, przybić "piątkę"?
Tak, jak najbardziej, bardzo serdecznie zapraszam wszystkich zainteresowanych. Każde wyrażenie wsparcia, dodanie słów otuchy, wyciągnięcie życzliwej dłoni będzie krzepił serce i dodawał sił. Trudno jest mi określić dostatecznie precyzyjnie, którego dnia i o której godzinie gdzieś będę, natomiast będę płynął z nadajnikiem GPS, do którego link będzie ogólnie dostępny. Będzie można zatem na bieżąco śledzić moją lokalizację i się do tego dopasowywać wychodząc na brzegi Wisły w okolicach swojego miejsca zamieszkania. Moją podróż będę relacjonował na swoim profilu na facebooku "Na Otwartym Nurcie" - tam też przy każdym poście będzie dołączany link do wspomnianej wyżej lokalizacji.
Jak można wesprzeć pana podczas wyprawy? Czy można przepłynąć z panem jakiś odcinek?
Jak najbardziej, jeśli ktoś chce się zaangażować, to zachęcam do wzięcia udziału w towarzyszącej mi sztafecie kajakowej. Ma ona charakter otwarty, jeśli tylko ktoś ma ochotę popłynąć ze mną na jakimś odcinku i ma możliwość zorganizowania sobie kajaka, rowerka wodnego, czy łódki - czekam z otwartymi ramionami, a przygoda na pewno będzie niezapomniana. Jest też jeszcze inna forma pomocy - nie w każdy rodzaj żywności będę mógł się zaopatrzyć, ponieważ mógłby się zniszczyć w warunkach płynięcia. Przyniesienie więc ciepłego, pożywnego posiłku, świeżych owoców, co pomoże urozmaicić moją dietę, uzupełnić makro i mikroelementy spotka się na pewno z moją dużą wdzięcznością.
Akcja ma na celu nagłośnienie zbiórki dla dzieci z FAS i FASD. Czy mógłby pan opowiedzieć o tej zbiórce? Zachęcić do wsparcia.
Tak, swoim płynięciem chcę nagłośnić zbiórkę charytatywną organizowaną przez Fundację Mały Książę, która otacza opieką rodziny zastępcze i adopcyjne, które wychowują dzieci dotknięte spektrum alkoholowych zaburzeń płodowych (FASD) oraz ich najcięższą odmianą - alkoholowym zespołem płodowym (FAS). Są to nieuleczalne zaburzenia neurorozwojowe wynikające ze spożywania alkoholu w trakcie ciąży przez matkę lub przez ojca w okresie przed zapłodnieniem. Niemniej można poprawiać jakość życia takich dzieci poprzez zapewnienie im opieki psychologicznej, psychiatrycznej oraz organizację szkoleń dla ich rodzin, aby wychowujące je osoby mogły lepiej te dzieci zrozumieć i odpowiedzieć na ich potrzeby.
Taka pomoc jednak kosztuje, a rodzin jej wymagających jest bardzo wiele. Włączyć się we wsparcie można przez wpłaty na zbiórkę https://www.siepomaga.pl/nie-pij-za-mnie o co z całego serca proszę. Nawet symboliczne wpłaty budują realne wsparcie. Ponadto, zbiórka połączona jest z kampanią informacyjną pod hasłem #NiePijZaMnie. Chcemy pomóc nie tylko dzieciom, które już muszą mierzyć się z istniejącymi zaburzeniami, ale też tym, które dopiero mają się urodzić, aby uniknęły FAS i FASD. Pozytywna informacja jest bowiem taka, że to jedyna niepełnosprawność, której w pełni można uniknąć. Trzeba sobie - tylko i aż - uświadomić, że nie ma bezpiecznej ilości alkoholu w ciąży. Nawet symboliczny kieliszek może doprowadzić do nieodwracalnych konsekwencji. Dlatego chcemy wraz z Fundacją Mały Książę dotrzeć z tą informacją do jak największej ilości przyszłych rodziców, aby zyskując tą świadomość, zadbali o przyszłe zdrowie swoich dzieci.


Komentarze