Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Jacek Bąk: W moim Motorze coraz trudniej znaleźć kogoś z Lublina

Rozmowa z Jackiem Bąkiem, wychowankiem lubelskiego Motoru, blisko 100-krotnym reprezentantem Polski; facetem pozostającym normalnym, mimo długiej listy futbolowym osiągnięć, który nigdy nie zapomniał że wyruszył w świat z Lublina. I który do Lublina wrócił
Jacek Bąk: W moim Motorze coraz trudniej znaleźć kogoś z Lublina

Autor: Jacek Bąk/archiwum prywatne

• Zacznijmy od tego co w futbolowym świecie za nami. 

- Mistrzostwa świata? Kibicowałem Francji. Niestety zagrała dwa tragiczne mecze. Nie mam pojęcia z jakich powodów. Chyba jedyne wytłumaczenie półfinałowej przegranej z Hiszpanami, to ich klasa. Grali rewelacyjnie. Ale i tak liczyłem, że Francuzi z kosmiczną ofensywną siłą, wypadną lepiej. Ale jak już przegrali z Hiszpanami, to w finale byłem właśnie za Hiszpanią. Gol Ferrana Torresa uratował futbol. Fakt, Argentyna pokazała klasę, zwłaszcza w tych kilku końcówkach, ale wydaje mi się, że była trochę “ciągnięta”.

• Przez sędziów…

- Niestety, ale sędziowanie to moim zdaniem jeden z najsłabszych punktów mundialu. Jak nie najsłabszy. Technika, VAR, sztaby ludzi dookoła, a i tak kontrowersji nie brakowało. Interpretacja takich samych zdarzeń często była różna. Za często gwizdali jakieś aptekarskie faule, a piłka to nie szachy.

• Skoro sędziowanie to jeden z najsłabszych punktów mundialu, to jakie jeszcze słabości wymienisz? 

- Druga, to… konsekwencja sędziowania. Za dużo przerw, przez te wszystkie analizy. Jak czujesz grę, to i w telewizji widzisz często czy trzeba gwizdnąć czy nie. A sędziowie powinni grę czuć. Często nie czuli, a czasem i VAR im nie pomógł.

• FIFA zafundowała jeszcze dwie dodatkowe przerwy. Potrzebne było to nawadnianie? 

- Do tej pory grało się i w 40-topniowym upale. I jakoś wychodziło… Wszystko się zmienia, raczej wiadomo, że to były przerwy komercyjne. Zyskiwali trochę trenerzy, coś tam podpowiadali, kilka chwil na poprawę taktyki. Piłkarze, fizycznie, daliby radę i bez tych przerw. Ja wszystkiego nie krytykuję, świat – piłkarski też - idzie w swoim kierunku, I akurat te przerwy na picie to nie największy kłopot.

• Ale blisko pół godziny przerwy w finale, między połowami? 

- Przesada. Ale znowu można skomentować te występy ze zrozumieniem. Amerykanie zorganizowali turniej raczej perfekcyjnie, chcieli w finale dołożyć coś więcej niż pokazywano wcześniej. I dołożyli. Szkoda, że wcześniej dołożyli jeszcze coś, co jest moim zdanie kompromitacją.

• Strzelam: aktywność prezydenta Donalda Trumpa? 

- No oczywiście! Anulowanie czerwonej kartki po jego interwencji to skandal. Kilka innych prezydenckich “akcentów” przemilczmy. Nie to było najważniejsze w turnieju. Ale akcja z kartką nie powinna się zdarzyć. W życiu różne historie się zdarzają. Jak grałem w Katarze, to kiedyś wylosowali mnie do kontroli dopingowej. A ja za 4 godziny miałem samolot, bo leciałem na zgrupowanie kadry. Po dwóch godzinach grania w takim upale nie było szans, nawet jakbym wypił z pięć piw, żeby zrobić to co trzeba. No to „nasz szejk” opieprzył wszystkich, kazał na kontrolę iść bramkarzowi, a ja – na lotnisko. Tyle że to był Katar, kraj o innych zwyczajach, a nie największa impreza piłkarska w świecie.

• W zespole mistrzów świata na środku obrony grał 19 latek, Pau Cubarsi. To twoja boiskowa pozycja. Skomentuj występ nastolatka. 

- Jak grasz jako pewniak w takim zespole, to znaczy że jesteś bardzo dobry To podstawowa ocena. Piłka to jednak bardzo skomplikowana sprawa, chociaż sama gra to już nie tak bardzo. Ciekawe jak grałby w słabszym zespole. Jak masz koło siebie 10 piłkarzy najwyższej klasy, a sam coś potrafisz, to efekt powinien cieszyć. I w tym przypadku cieszy. Ale jak jesteś dobry, a grasz w słabszym towarzystwie, to możesz lecieć w dół. W tym przypadku wszystko zagrało, zwłaszcza że w klubie też ma towarzystwo całkiem-całkiem. Na pewno chłopak imponuje spokojem. Absolutnie słusznie uznali go za najmłodszego młodzieżowca turnieju.

• Sygnalizujesz boiskowe towarzystwo – chyba nic dodać, nic ująć. Ty z Motoru pewnie nie trafiłbyś na francuskie boiska, a z Lecha już tak… 

- Ten mechanizm obowiązuje na każdym piłkarskim poziomie. Tylko twoja rola, żeby wskoczyć na odpowiedni poziom.

• Weterani na mistrzostwach.

- Czas robi swoje… No ale trudno się dziwić, że trenerzy wystawiali ich do gry. Weź choćby Messiego. W finale już rękawami oddychał, prawie go nie było, ale mimo to w końcówce dogrywki trochę narozrabiał, był bliski asysty, byłyby karne. Dobrze że ich ostatecznie nie było, bo wiadomo, że wtedy różnie się dzieje, a gdyby po takim meczu Argentyńczycy zostali mistrzami świata, to niesprawiedliwość odniosłaby sukces.

• Coś jeszcze zwróciło twoja uwagę? 

- Nie tylko moją. Niestety – ceny biletów. To katastrofa. Kręciłem sie trochę wokół tej piłki na reprezentacyjnym poziomie. Zdaję sobie sprawę, że taki futbol to ogromny biznes, zwłaszcza na najwyższych szczeblach. Wiem, że kasa robi dużo, często decyduje. Ale w tym przypadku, to już przegięcie. Przynajmniej połowa biletów powinna być dostępna dla przeciętnych kibiców. A nie było chyba ani jednego.

• Zbliżmy się powoli do polskich stadionów. A;ale jeszcze zapytam o Francuzów – “przeciąłeś się” z kimś z reprezentacji Francji? Myślę przede wszystkim o szkoleniowcach, bo piłkarze to już jednak nie twoje pokolenie – czas zasuwa… 

- Z Deschampsem nie miałem kontaktu. Może gdzieś kiedyś przy okazji jakichś meczów reprezentacyjnych, ale raczej nie rozmawialiśmy. Za to dobrze znam jego asystenta. Moim pierwszym trenerem we Francji, w Lyonie, był Guy Stephan. Same dobre wspomnienia.

• Deschamp ma już następcę – co ty na to? 

- Czas pokażę… A tak poważnie: co ja ci mam powiedzieć, jak na miejsce jednego geniusza, wchodzi drugi, może jeszcze większy. Jedno co pewne – o autorytet Zidane nie musi walczyć, raczej o to, żeby autorytetem nie przytłoczyć swoich kadrowiczów. Francja z tym potencjałem w każdym meczu stoi w roli faworyta – raz wyjdzie, raz nie, tak jak ostatnio. Miejsce w czwórce 90 procent świata wzięłoby z otwartymi rękami. Francuzi – nie.

• Lądujemy w Polsce. Co czeka w najbliższym czasie reprezentację? 

- Liga Narodów…

• Humor to ważna rzecz, ale… 

- A skąd ja ma wiedzieć? Tu i wróżka by nie pomogła. Nie mam pojęcia. Za trenera Michała Probierza zaczynało się fajnie, a kończyło – nie wiadomo dlaczego – fatalnie. Przyszedł Jan Urban – jeszcze lepsza atmosfera. I zaraz rozczarowanie, bo na mundialu zagrali Szwedzi, nie my. Niestety, ale chyba gramy futbol za bardzo… wyperfumowany.

• Rozszerz to super-określenie? 

- Tendencja postępuje od lat. Jakiś taki brak zawziętości. Jak bym przegrał mecz w reprezentacji 1:4, to spieprzałbym kanałami do domu, a nie robił sobie zdjęcie z gościem, który mnie zrobił w… Wiesz w co. I to zmienia mojej opinii o piłkarskich umiejętnościach Piotrka Zielińskiego, bo o nim oczywiście mówię, jak się „pstrykał” z Ronaldo. Ale czasem taka sytuacja obrazuje wiele rzeczy. I żeby było jasne – nie mam zamiaru mówić, jak to było za moich czasów idealnie, bo nasze też odbiegały od ideału. Tyle że teraz podobnych sytuacji jest dużo więcej. Czasem mam wrażenie, że mecz reprezentacji waży dużo mniej niż kiedyś. A tak nie powinno się dziać. Jak grają hymn narodowy, to coś znaczy. Ja w takich chwilach zawsze miałem dreszczyk, „ciarki na plerach”…

• A czy to gadanie o hymnie to nie jest tylko takie gadanie dla gadania, dla opinii publicznej? 

- Mogę ci przysiąc: może był jakiś mecz “wakacyjny”, łagodniej traktowany. Ale 95 procent meczów, w których grałem, to było wielkie przeżycie. Z tymi ciarkami przy hymnie. Taki już jestem.

• Wspomnieliśmy o weteranach na mundialu; Polska tez ma swojego weterana. Ma grać, czy ma nie grać nadal w reprezentacji? 

- Jak się czuje na siłach, to ma grać. I tu trzeba rozwinąć myśl.

• Rozwijaj. 

- Rola Roberta Lewandowskiego w reprezentacji. Oczekiwania. Być może więcej korzyści dla obu stron dałby jakiś kompromis. Czasem znakomity kwadrans na koniec meczu może dać wszystkim więcej, niż 90 minut szwędania się po boisku. Albo nawet prawdziwej walki. Ze sceny można schodzić raz, a dobrze. Można schodzić łagodnie. A można na niej być o godzinę za długo. W przypadku Roberta wariant pośredni to wariant optymalny. Tyle że - wiem dobrze - że… ławka rezerwowych kłuje. I czy Robert na takie ukłucie jest gotowy mentalnie? Tego nie wiem.

• Kończąc reprezentacyjny wątek, zapytam raz jeszcze: jaka będzie reprezentacyjna jesień?

- A ja raz jeszcze ci powiem: wróżką nie jestem. I wyprzedzę kolejne pytanie, może nie najbliższe: na temat konkretnej przyszłości Motoru też nie pytaj. Tylko wróżka…

• No więc nie odciągajmy tematyki najbardziej interesującej czytelników Dziennika Wschodniego. Czyli Motor w ekstraklasie. 

- To że Motor jest w ekstraklasie, to jest coś pięknego. Słuchaj, jak Motor awansował, jak oglądałem mecz z Arką, to po golu dającym awans wyskoczyłem przed telewizorem jak z katapulty, prawie do sufitu, a pokój mam wysoki, cztery metry z hakiem chyba. Tak się cieszyłem. To był powrót po ponad 30 latach…

• Bez złośliwości: na tamto opuszczenie ekstraklasy też miałeś wpływ… 

- Nie ja, byli lepsi. No tak, jak jest odpowiedzialność zbiorowa, to się nie wymigam. 

• W takim razie - chwileczka wspomnień; “musieliście” spadać? 

- Ja do dziś nie wiem jak to się stało. W klubie łatwo nie było. Powiedzieć, że wiązaliśmy – jako klub – koniec z końcem, to nic nie powiedzieć. Tyle że podobnie mieli i inni. Po jesieni byliśmy chyba na piątym miejscu w tabeli. Doszedł do nas w tamtym sezonie niespodziewanie Leszek Pisz, zaczęło się wszystko układać na boisku. Ale nie da sie ukryć, że czuliśmy, że perspektywy klubu są nijakie. A jak zaczynasz spadać w tabeli, to z czasem trudno się pozbierać. No i się nie pozbieraliśmy. Przypomnę tylko, tak dla równowagi, że po spadku odwdzięczyłem się Motorowi całkiem przyjemną kwotą transferową. Lech kupił mnie wtedy za niezłe pieniądze. Mówiło się o trzech miliardach tamtych złotych. W Lublinie trochę dziur załatali.

• Swoją drogą - może tak spróbowalibyśmy publicznie powspominać na łamach Dziennika tamte czasy, przy okazji komentując rzeczywistość? Tak raz na miesiąc na przykład?

- Czy ja wiem?

• Może cię jakoś zachęcę… 

- Zachęcaj…

• Sławny będziesz… 

- No ty się już chyba nie zmienisz…

• To trochę poważniej – twój kolega z kadry, “Tata” Kałużny, raz na tydzień w “Przeglądzie Sportowym” dzieli się swoimi fajnymi przemyśleniami. Ja cię raz na tydzień zmuszał nie będę, nawet z “zachętą” nic by z tego nie wyszło. Ale tak raz na miesiąc – plus-minus – to może byśmy dali radę. 

- Wstępnie: tak. A resztę… czas pokaże.

• Grałeś kiedyś w zespole, który w przerwie miedzy sezonami tak wymienił kadrę jak obecny Motor?

- Nie. Nawet w połowie. Jak już byłem w poważnej piłce, to na ogół przychodziło 4-5 zawodników, z czego 2-3 do grania, żeby wzmocnić silę, zwiększyć pole manewru. Reszta – do nauki.

• To źle wróży Motorowi? 

- Źle nie, ale dobrze też nie. Przypominam: w żadne prognozy się nie bawię. O faktach możemy gadać, o tym co z nich wyniknie – nie ma sensu. Wpadną 2-3 głupie bramki, w jedną czy drugą stronę, i takie gadanie - psu na budę.

• Bartosz Bereszyński. Dobry transfer? 

- Tak. Przewiduję, że w takim nieposkładanym jeszcze zespole solidny stoper – bo myślę że będzie grał właśnie na środku, szkoda go na bok – to jedna z podstaw.

• W reprezentacji minęliście się… 

- Ale byliśmy blisko, jak mnie PZPN oficjalnie żegnał, to Bartek wchodził do reprezentacji. Za to z jego ojcem grałem w Lechu. Mocny gość. Ale Bartek jest lepszy niż był ojciec.

• Wartość pozostałych transferów trudno oceniać, to dla większości kibiców, ale i fachowców, anonimowi zawodnicy. 

- Wszystkie liczby i cyferki możesz dziś znaleźć na fachowych portalach. To punkt wyjścia. Reszta do weryfikacji na boisku. Czekamy, popatrzymy, ocenimy.

• W Motorze jest nowy dyrektor sportowy, to on kładzie głowę pod toporek… 

- Żeby nie wyglądało, że unikam konkretnych odpowiedzi, to teraz cię chyba zaskoczę: ja bym “Vela” nie zatrudniał. Nie dlatego że go nie lubię; przeciwnie, znamy się, rozmawiamy. Może i lubimy. Mówię może, no bo za Velka nie odpowiadam. Mam na myśli ocenę faktów. Motor wymienił dyrektora sportowego, który pomógł zbudować całkiem fajny zespół (doceniany w całym kraju po awansie), na dyrektora, którego klub spadł z ekstraklasy. Smaczku dodaje fakt, że poprzedni dyrektor, Paweł Golański, juz tworzy nowa Koronę Kielce. I z dystansu wszystko wygląda obiecująco. I zaskakująco.

• I jeden z dość dziwnych transferów za czasów Golańskiego, w konsekwencji poważnie zasilił kasę Motoru. Mam na myśli Brighta Ede. 

- Kogo masz na myśli to ja wiem, ale skąd taka kwota? – nie wiem. Mam kontakt z kilkoma francuskimi menadżerami, dałem im znać o takim gościu z polskiej ligi. Pooglądali, pomonitorowali. I o takich pieniądzach nie chcieli słyszeć. A w Hiszpanii powiedzieli: bierzemy. Po takiej odpowiedzi, za takie pieniądze, osobiście zawiózłbym go rowerem. Tu znowu standardowy komentarz: czas pokaże.

• Łatwo wyciągnąć wniosek, że znalazłeś się w grupie sympatyków futbolu, przynajmniej trochę zdziwionych decyzjami zapadającymi w Motorze. 

- Tak, ale daleko mi do krytyków czy krytykantów. Wewnątrz klubu perspektywa jest często inna niż widziana z zewnątrz. Za to brak logiki przebija się. I jeszcze kilka “historii” bezpośrednio nie związanych z pierwsza drużyną. Wycofanie rezerw, ciągłe zmiany w organizacji akademii (a to w ma być podstawa w takim klubie jak Motor, patrząc w przyszłość). I takie moje spostrzeżenie: w moim klubie, w moim Motorze, coraz trudniej znaleźć kogoś z Lublina. Znowu wyjaśniam – żeby nie było niedomówień: o mnie nie chodzi. Mam swoje życie, a kibicowsko jestem z Motorem na zawsze.

• W niedzielę inauguracja z Widzewem – zasiadasz przed telewizorem, rozumiem… 

- Nie. Jadę do Łodzi. Mam kolegę, który kiedyś wspierał Widzew, teraz wykupił lożę. I mnie zaprosił. Teraz nie jest w bliskich relacjach z nowymi ludźmi Widzewa, ale mu kibicuje, wspiera w inny sposób. Buduje społeczność, jak to się chyba mówi. I podobnych relacji życzę Motorowi. A do Łodzi jadę, bo chcę ten nowy Motor zobaczyć na żywo już od pierwszego meczu.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama