Konferencja prasowa prezesa Jarosława Kaczyńskiego odbyła się 24 lipca w samo południe.
- Około trzydziestu kilku posłów naszej formacji zrezygnowało z członkostwa w partii. Wszyscy wiedzieli, co mają podpisać. I jakie są skutki niepodpisania deklaracji. Podjęli taką decyzję, jaką podjęli. Nie chcemy rozstawać się w niechęci. Ale tak się po prostu ułożyło. Sprawa jest związana ze stowarzyszeniem Rozwój Plus. Przede wszystkim jednak z propozycją, żeby podzielić naszą partię. Nie mogliśmy patrzeć na to stowarzyszenie inaczej niż jako plan podzielenia naszej partii. Propozycja ta padła bowiem ze strony osoby wiarygodnej i była powtarzana w przynajmniej trzech długich rozmowach. W tym dwóch z nich w cztery oczy. Na to zgody w żadnym wypadku być nie mogło. Podpisanie prostej deklaracji miało być niczym innym, jak zdeklarowaniem, że nie będzie się w tym planie politycznego rozłamu uczestniczyło. Pewna część naszych kolegów i koleżanek nie chciała tego zrobić, więc konsekwencje musiały być wyciągnięte - przekazał Kaczyński.
Prezes PiS miał zaproponować członkom stowarzyszenia Rozwój Plus działanie w ramach Prawa i Sprawiedliwości.
- Moja propozycja nie została przyjęta. Poszliśmy też na daleko idące ustępstwa. Zrezygnowaliśmy z pomysłu rozwiązania tego stowarzyszenia. Chcieliśmy tylko, żeby do wyborów jego działalność została zamrożona. Ta oferta również została odrzucona. Ale każdy wiedział, czym jest podpisanie deklaracji, a czym jej niepodpisanie. Dziwne czy zabawne wytłumaczenia nic tu nie zmieniają - zakończył 77-letni polityk.
Koniec bratobójczej wojny w PiS
To koniec krwawej, bratobójczej wojenki w szeregach Prawa i Sprawiedliwości. Ta zaczęła się, gdy w kwietniu czterdziestu pięciu parlamentarzystów skupionych wokół byłego premiera Mateusza Morawieckiego powołało stowarzyszenie Rozwój Plus.
Kierownictwo PiS na czele z prezesem Jarosławem Kaczyńskim uznało grupę tę za akt politycznej rewolty, rozbijanie partyjnej jedności, tworzenie struktur pod odrębne ugrupowanie. 15 lipca władze PiS przyjęły uchwałę nakazującą wszystkim podległym sobie politykom wycofanie się ze stowarzyszeń prowadzących działalność polityczną do 23 lipca pod rygorem wyrzucenia ze struktur.
Morawiecki ze swojego stowarzyszenia Rozwój Plus, które od momentu powstania budzi wielkie kontrowersje, zrezygnować jednak nie zamierzał. Były premier Polski, a także jego najbliżsi wspólnicy, czyli Marcin Horała, Szymon Szynkowski vel Sęk, Daniel Obajtek, Janusz Cieszyński, Michał Dworczyk i Piotr Müller, przekonywali, że ruch przyczyni się do poszerzenia elektoratu, również wśród najmłodszych wyborców. Prezes Kaczyński wydawał się nie podzielać ich wrażenia.
Przez ostatni tydzień publicznych złośliwości nie szczędzili sobie więc Kacper Płażyński, Patryk Jaki, Tobiasz Bocheński i Michał Wójcik po jednej stronie barykady oraz Piotr Müller, Marcin Horała czy Szymon Szynkowski vel Sęk po stronie drugiej. - Apeluję do moich koleżanek i kolegów o chwilę oddechu i łyk zimnej wody. Wróg jest w innym miejscu - uspokajał ich jeszcze niedawno Jarosław Kaczyński.
Ale zarówno ogólnopolski, jak i lubelski PiS podzielił się na dwie frakcje. W naszym województwie pod listem przedstawicieli stowarzyszenia Rozwój Plus do prezesa PiS podpisało się czworo parlamentarzystów z Lubelszczyzny: Anna Baluch, Sławomir Skwarek, Sylwester Tułajew i Monika Pawłowska. W opozycji do nich ustawili się zaś chociażby Jan Kanthak, Dariusz Stefaniuk i Michał Moskal, którzy - wraz z innymi działaczami „lojalnymi PiS” - namawiali kolegów i koleżanki do podpisania deklaracji przynależności do partii, która była równoznaczna z odstąpieniem od stowarzyszenia Rozwój Plus.
Nie zasłużyłem na to
Im bliżej było do końca 23 lipca, tym atmosfera się zagęszczała.
- Do wszystkich prawych wyborców Białej Podlaskiej, Chełma i Zamościa oraz powiatów bialskiego, biłgorajskiego, chełmskiego, hrubieszowskiego, krasnostawskiego, parczewskiego, radzyńskiego, tomaszowskiego, włodawskiego i zamojskiego: nie dopuśćcie tego więcej do Sejmu! Chociażby wywiesiła tysiąc bilbordów. Szanujmy prawicę - napisał w pewnym momencie Dariusz Matecki, kontrowersyjny poseł PiS, pod jednym z wpisów w mediach społecznościowych.
- Urządził na mnie nagonkę. Jest zwykłym mizoginem. Współczuję jego żonie. Reprezentuje sobą wszystko, czym brzydzi się każda kobieta. Żadna z niego prawica - odpowiadała mu Monika Pawłowska, posłanka PiS, która wcześniej była polityczką Lewicy.
Sywester Tułajew późno w nocy opublikował na X następujący wpis: „Lojalki nie podpisałem i nie podpiszę. W PiS jestem od ponad dwudziestu pięciu lat. Zawsze wierny, zawsze lojalny, zawsze do dyspozycji i na rozkaz. Nie wypychajcie mnie i nie wyrzucajcie mnie z mojej partii. Nie zasłużyłem na to”.
Posłanki Pawłowska i Baluch wygłaszały za to laurki dla Mateusza Morawieckiego. Ten jeszcze przed oświadczeniem prezesa Kaczyńskiego wystąpił w telewizji wPolsce24. Były premier Polski mówił, że czuje się jednym z najbardziej lojalnych członków Prawa i Sprawiedliwości. Podobno podczas spotkania z Kaczyńskim zaoferował nawet rezygnację ze stanowiska wiceprezesa PiS. Ale lojalki podpisać nie chciał.
Partia Morawieckiego?
- Cóż takiego się zmieniło, że ta garstka intrygantów, kombinatorów, zaczęła zmieniać nastawienie pana prezesa? Byłem zdziwiony, że szedłem na rozmowę z nim w cztery oczy , a zobaczyłem tam Jacka Sasina. Nie wiem, jaką rolę odgrywa, ale mam wrażenie, że są osoby, które bardzo ciężko pracują, a są takie, które zajmują się przede wszystkim intrygami, i są w tym naprawdę dobre. Nasza partia stała się taką jedną dużą Solidarną Polską Jacka Sasina. Bardzo wielu ludziom to nie odpowiada - mówił Morawiecki w wPolsce24.
Od przyszłego tygodnia ani on, ani żaden z jego stronników w stowarzyszeniu Rozwój Plus nie będzie już członkiem Prawa i Sprawiedliwości. Z sondażu pracowni Opinia24 dla Faktów TVN i TVN24 wynika, że na ugrupowanie polityczne prowadzone przez Morawieckiego zagłosowałoby sześć procent Polaków.


Komentarze