Abrams to dla polskich pancerniaków zupełnie inna generacja sprzętu niż dobrze znane T-72 czy PT-91. Jak podkreśla oficer 19. LBZ, różnicę czuć od pierwszych chwil. Nie ma już problemów znanych z postsowieckich konstrukcji, m.in. słabej jazdy na wstecznym czy przegrzewających się silników. Czołg, mimo ogromnej masy, jest dynamiczny, a 1500-konny silnik zapewnia mu imponującą moc. Może pracować na różnych rodzajach paliwa, choć podstawowym i rekomendowanym pozostaje paliwo lotnicze. Zbiorniki mieszczą 1909 litrów.
Największe wrażenie robi jednak siła ognia. Abrams jest wyposażony w gładkolufową armatę kalibru 120 mm, z której można strzelać m.in. pociskami podkalibrowymi i wielozadaniowymi. Skuteczny zasięg sięga około 4 kilometrów. Do tego dochodzą trzy karabiny maszynowe: wielkokalibrowy 12,7 mm oraz dwa M240.
Nowa konstrukcja oznacza również wyższy poziom bezpieczeństwa załogi i większy komfort pracy. Szczegóły opancerzenia pozostają tajemnicą, ale żołnierze nie kryją, że pod tym względem Abrams zdecydowanie przewyższa starsze wozy.
A jak się nim jeździ? – Czuć tę moc 1500 koni. Kiedy turbina wstanie, czołg naprawdę idzie – mówi kapitan.
W Święto Wojska Polskiego zobaczcie czym dziś dysponują lubelscy pancerniacy.

Komentarze