Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
ZDJĘCIA

Piękna katastrofa. Motor przegrał wygrany mecz po rzutach karnych i odpadł z pucharu

Prowadzenie 1:0, a do tego kilka sytuacji, żeby zamknąć mecz. Niestety, Motor znowu znalazł sposób, żeby przegrać wygrane wydawałoby się spotkanie. Raków Częstochowa w doliczonym czasie gry wyrównał, a w rzutach karnych wyrzucił lubelski klub z STS Pucharu Polski na etapie 1/16 finału.

Nuda, nic się nie dzieje

Pierwsza połowa wtorkowego meczu była dokładnie taka, jaką zapowiadał Mariusz Misiura. Trener Motoru na konferencji prasowej przyznał, że spodziewa się bardzo zamkniętych zawodów. 

Dokładnie tak było. Nawet określenie, że emocji było tyle, co na rybach, nie oddaje w pełni sytuacji, czyli braku sytuacji. Długimi fragmentami nie działo się zupełnie nic. Dopiero w końcówce coś drgnęło. Najpierw po zgraniu głową Fabio Ronaldo uderzał Rony Lopes, a miejscowi zarobili rzut rożny. Po dośrodkowaniu spod chorągiewki było sporo przypadku, bo ze strzału Ronaldo wyszedł kiks. Szczęśliwie piłka spadła jednak tam, gdzie był Karol Czubak. Z ostrego kąta napastnik żółto-biało-niebieskich przymierzył w słupek.

Za chwilę Patryk Makuch wpakował nawet futbolówkę do siatki, ale szybko okazało się, że był spalony. W 43 minucie Czubak dostał dobre podanie w pole karne, ale fatalnie trafił w piłkę, bo skierował ją zupełnie nie w bramkę. I to by było na tyle, jeżeli chodzi o pierwszą odsłonę w Lublinie.

„Wielbłąd” bramkarza

Na szczęście w drugiej „rozkręcili się chłopcy”. Na dzień dobry odważnie zachował się Kacper Trelowski. Bramkarz Rakowa kiwnął Czubaka. Problem w tym, że kompletnie stracił z radaru napastnika. „Czubi” szybko się pozbierał z murawy i chyba pierwszy „dzióbnął” piłkę, po czym golkiper trafił go w nogę. Goście protestowali, ale arbiter wskazał na „wapno”. Jedenastkę wykorzystał Jacques Ndiaye, więc gospodarze mieli swój wynik.

W 56 minucie powinno być „pozamiatane”. Po rzucie rożnym Bartosz Bereszyński oddał strzał głową, stojąc tyłem do bramki. Zabrakło centymetrów, bo „Bereś” trafił tylko w słupek. Szansę na dobitkę miał jeszcze Tin Plavotić. Jego próbę tuż sprzed linii wybił jeden z obrońców.

Tuż po godzinie gry celnie do przodu piłkę wykopał Mihai Popa. Przejął ją Ndiaye, samym przyjęciem zgubił rywala, zabrakło jednak wykończenia. Senegalczyk uderzył fatalnie, zamiast w bramkę, to w... aut. W 71 minucie kolejny korner i kolejny słupek. Tym razem pecha miał Czubak. 

W końcówce ekipa z Częstochowy rzuciła już wszystko na jedną kartę i zepchnęła rywali do defensywy. Mnóstwo problemów miał Bereszyński. Doświadczony obrońca igrał z ogniem, bo mając już żółtą kartkę kilka razy prosił się o drugą. No i się doprosił. W 90 minucie sędzia już go nie oszczędził i Motor musiał kończyć zawody w dziesiątkę.

Wyrównanie w doliczonym czasie i dogrywka

Wszyscy mieli nadzieję, że mecz potrwa jeszcze góra parę minut, więc jakoś się wynik dowiezie. Tymczasem w czwartej dodatkowej minucie Lamine Diaby-Fadiga huknął z narożnika szesnastki, a Popa mimo że miał piłkę na rękach, to nie zdołał jej odbić. W tej sytuacji trzeba było grać dogrywkę. A że „Medaliki” miały liczebną przewagę, to ostatnie 30 minut wyglądało, jak można się było spodziewać.

Raków mocno cisnął i wypracował kilka świetnych szans. Diaby-Fadiga raz uderzył tak, że piłka spadła na górną siatkę. Później jego strzał z bliska odbił Popa. Poza tym Jakub Jendryka bardziej trafił w głowę kolegę niż ten strzelił. Gdyby Adam Basse lepiej przyłożył się do uderzenia z bliska, to byłoby 1:2.

Fatalne rzuty karne

Trzeba dodać, że na dogrywkę Motor wyszedł już bez zmęczonego Czubaka. A skoro wcześniej zeszli także: Ndiaye i Ronaldo, to można się było obawiać o konkurs jedenastek. Z kolei Dawid Szwarga wymienił... bramkarza. Okazało się, że to była planowana zmiana, tym bardziej, że Trelowski narzekał na uraz.

Jako pierwszy strzelał Diaby-Fadiga i zrobił swoje. Yacine Bourhane trafił za to w słupek. Po chwili Tomasz Pieńko również pokonał Popę. Później trafiali: Kamil Lukoszek i Vladyslav Kochergin. Przy wyniku 1:3. Tarik Karić obronił uderzenie Paskala Meyera. I chociaż meczu nie zakończył Bogdan Racovitan, to za chwilę zrobił to Makan Aiko, który również nie znalazł sposobu na Karicia.

Efekt? Ostatni zespół PKO BP Ekstraklasy znowu pokonał Motor. A Lublinianie nie dość, że odpadli z pucharowych rozgrywek, to w piątek niektórzy będą mieli w nogach dodatkowe pół godziny gry.

Motor Lublin – Raków Częstochowa 1:1 (0:0), 1:3 w rzutach karnych

Bramki: Ndiaye (51-z karnego) – Diaby-Fadiga (90+4).

Motor: Popa – Santos (78 Lukoszek), Bereszyński, Plavotić, Luberecki (85 Meyer), Bourhane, Łęgowski, Lopes (72 Simon), Ndiaye (85 Bartos), Czubak (91 Tall), Ronaldo (72 Aiko).

Raków: Trelowski (91 Karić) – Racovitan, Repka, Zatterstrom (82 Basse), Jean Carlos, Struski (61 Bulat), Kochergin, Otieno (61 Jendryka), Makuch, Emreli (82 Pieńko), Kwiatkowski (61 Diaby-Fadiga).

Żółte kartki: Bereszyński - Otieno, Zatterstrom, Repka.

Czerwona kartka: Bereszyński (90 min, Motor, za drugą żółtą).

Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).

Widzów: 7183.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama