Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Wspomnienia z Majdanu: "W pamięci mam świst kul, krzyki i dym"

Władysław Lewjecki, milicjant z Kijowa w trakcie walk na placu Niepodległości znalazł się w centrum wydarzeń. - Ludzie krzyczeli z bólu i błagali o śmierć. Gdy słyszysz takie słowa, znika strach i pojawia się nienawiść
Wspomnienia z Majdanu: "W pamięci mam świst kul, krzyki i dym"
Wydarzenia z serca Kijowa relacjonowały niemal wszystkie zagraniczne media. W lutym na placu Niepodległości zebrało się nawet 800 tysięcy osób. Doszło do starć z Berkutem - jednostką specjalną sił porządkowych. Protestujący blokowali budynki rządowe, na ulicach rozpętała się regularna walka. Do protestujących strzelali snajperzy. Według oficjalnych danych, życie straciło blisko sto osób. - Już na zawsze w pamięci będę miał świst kul, ludzki krzyk i dym, który był wszędzie. Było to przerażające, ale wtedy nie było czasu na strach, bo ludzie potrzebowali pomocy. Od kul snajperów zginęło wiele osób, a mnóstwo zostało rannych. W cerkwi pod wezwaniem św. Michała w Kijowie urządziliśmy punkt medyczny. Przyjmowaliśmy wszystkich. Było ich tak wielu, że ciągle brakowało miejsca. Było naprawdę ciężko. Ludzie nie mogli wytrzymać z bólu i prosili nas o śmierć. Ciężko o tym mówić. Kiedy słyszysz coś takiego, miejsce po strachu wypełnia nienawiść. Wszyscy modliliśmy się i płakaliśmy - wspomina Władysław Lewjecki, milicjant z Kijowa. Godzina zero Jak tłumaczy pan Władysław, tamte wydarzenia mają wielu bohaterów. Wspomina kobiety, które razem z mężczyznami szły walczyć w pierwszych szeregach. - W pobliże Euromajdanu przyjechał mężczyzna w średnim wieku. Był ubrany w drogi płaszcz, garnitur i eleganckie buty. Cały czas rozmawiał przez telefon. Po kilku minutach podjechał do niego luksusowy SUV. Mężczyzna wszedł do środka i po kilku chwilach wyszedł w dziurawej, znoszonej kurtce, w hełmie i z kijem w ręku. Zdeterminowany krzyknął "Dał zaś Bóg idiotę za prezydenta. Żeby on powiesił się z tymi swoimi pieniędzmi”. Był gotowy do walki za swój kraj - opowiada Władysław Lewjecki. Innym razem 24-letni Iwan Sydr, doktorant z kijowskiej Akademii Teologicznej, także zajmujący stanowisko sekretarza kijowskiego urzędu duchowego, obudził się w nocy od nawału telefonów i SMS-ów. Wszystko to były prośby o pomoc i reakcję.Zadzwonił od razu do namiestnika Monastyru Michaiła Agapyty. Za jego zgodą od samego rana razem z kolegami bił w dzwony. - Było to wezwanie mieszkańców Kijowa do przebudzenia i przeciwstawienia się przemocy. Ostatni raz te same dzwony biły blisko 800 lat temu, gdy Kijów (ówczesna stolicę Rusi Kijowskiej - przyp. red.) zaatakował Chan Batyj, przywódca koczowniczych plemion mongolskich. Dzień na Majdanie 18 lutego doszło do kolejnych starć przeciwników władz z milicją. Według ministerstwa zdrowia ginie w nich 26 osób, a kilkaset odnosi obrażenia. Siły MSW wypierają demonstrantów z dzielnicy rządowej i kilkakrotnie atakują demonstrantów na Majdanie. Najbardziej krwawe wydarzenia mają miejsce dwa dni później; nad ranem. Ginie co najmniej 70 osób, ponad 500 jest rannych. Berkut twierdzi, że demonstranci mają broń i ostrą amunicję. Opozycja zarzuca, że rozejm naruszyły władze, a snajperzy strzelają do wszystkich. Po tych wydarzeniach parlament na nadzwyczajnej sesji przyjmuje uchwałę zakazującą prowadzenia na terytorium państwa operacji antyterrorystycznych. Nakazuje wstrzymanie ognia i powrót sił MSW do koszar.- Nie można o tych wydarzeniach mówić, jak o wojnie domowej. To walka ukraińskich władz przeciwko własnemu narodowi. W całym mieście zbierało się wiele osób w młodym wieku. Punkty medyczne wypełnione były bandażami, różnymi lekami - to wszystko przynosili ludzie. Naszym głównym zadaniem, jako milicjantów, było zabranie dzieci i kobiet z Majdanu. Zwykli ludzie nie mieli prawa ucierpieć. Każdy, kto na swojej drodze spotkał berkuta, także my, był brutalnie bity - mówi Władysław Lewjecki. Euromajdan dziś - Ukraina dostała nowych bohaterów, zarówno żywych i tych, których ochrzczono mianem Niebiańskiej Sotni (armia zasłużonych, ale poległych żołnierzy - przyp. red.) Do tej pory wszyscy Ukraińcy przychodzą na plac ze świecami i kwiatami i modlą się za ludzi, którzy walczyli za naszą lepszą przyszłość i naszego kraju. Przez tych kilka dni, tysiące zwykłych ludzi stali się bohaterami, którzy gotowi byli oddać życie za drugiego człowieka i za swoje PaństwoTeraz Ukraińcy przestali być obojętni i sami zaczęli tworzyć swoją przyszłość. Mnie w dzieciństwie powtarzano, że najstraszniejsze przestępstwa dzieją się nie tam, gdzie ludzie są "za” lub "przeciw”, a tam gdzie są obojętni - przyznaje Władysław Lewjeckij. (jotem)

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama