Pies konał w rowie 10 godzin. Gmina: "Wyszło, jak wyszło"
Pies cały dzień umierał na poboczu drogi w Niedrzwicy Dużej, bo nikt nie udzielił mu właściwej pomocy. W końcu zwierzę zawieźli do lubelskiej kliniki wolontariusze, ale było już za późno. Sprawę bada policja i prokuratura
- 14.03.2014 09:30

O rannym psie leżącym na poboczu drogi Urząd Gminy powiadomiła mieszkanka Niedrzwicy Dużej. - To było obok mojego domu. Zobaczyłam, że ma ranę na głowie. Od razu, ok. godz. 8.30, zawiadomiłam urząd. Gmina wysłała na miejsce pracownika. Kiedy zobaczył, że pies ma na szyi obrożę, zamiast zorganizować pomoc zaczął ustalać w pobliskich domach, kto jest jego właścicielem - relacjonuje kobieta. - W końcu pojawił się weterynarz wysłany przez gminę, Ale nic się nie zmieniło. Zwierzę dalej leżało w rowie i cierpiało.
Dlaczego? - Psa nie dało się uratować, więc dostał zastrzyk ze środkami usypiającymi. Czasem zdarza się jednak, że się nie wchłaniają i być może z tego powodu pies przeżył - mówi weterynarz z przychodni weterynaryjnej przy ul. Kraśnickiej w Niedrzwicy Dużej. Nie chce się przedstawić.
- Ok. 13 zadzwoniłam do niego - kontynuuje mieszkanka Niedrzwicy. - Obiecał, że się tym zajmie. Ale do godziny 18 nic się nie wydarzyło.
Wtedy kobieta zaalarmowała Lubelską Straż Ochrony Zwierząt. - Dyżurujący wolontariusz natychmiast skontaktował się z policją. W gminie powiedzieli policjantowi, że w rowie leżą już zwłoki psa, a nie żywe stworzenie - mówi Marta Włosek z LSOZ. - Ale to była nieprawda. Na miejscu cały czas była kobieta, która nas zawiadomiła i widziała, że pies żyje.
- Policjanci, którzy byli na miejscu potwierdzają, że pies żył - mówi asp. Andrzej Fijołek z Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie.
Pracownicy LSOZ sami przetransportowali psa do kliniki UP w Lublinie. Niestety, pomimo intensywnych zabiegów nie udało się go uratować.
Co na to gmina? - Weterynarz rzeczywiście zachował się nieprofesjonalnie. Skoro twierdzi, że zdarzają się przypadki, gdy środek się nie wchłania, powinien sprawdzić, czy pies rzeczywiście został uśpiony. Przyznaję jednak, że to też było niedopatrzenie z naszej strony - mówi Adam Kuna, wójt gminy Niedrzwica Duża. - Chcieliśmy skrócić psu cierpienia i dlatego wezwaliśmy miejscowego weterynarza. Ale niestety wyszło, jak wyszło.
Sprawę bada policja w Bełżycach pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Lublinie. - 10 marca LSOZ złożyła do komisariatu w Bełżycach zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, w związku z nieudzielaniem pomocy przez weterynarza i pracowników gminy. Znalazł się tam również wniosek o przeprowadzenie sekcji zwłok. Tak też się stanie - mówi Andrzej Fijołek.
Reklama












Komentarze