Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Ja chcę na radnego!

Duże pieniądze biznesmena? Bagaż życiowych doświadczeń bezrobotnego? A może spojrzenie na rzeczywistość okiem dziennikarza? Nasi reporterzy usiłowali zapisać się na listy wyborcze kandydatów na radnych
Najpierw próbujemy sił jako kandydaci do Rady Miejskiej w Lubartowie. – Nie wystawiamy kandydatów w tych wyborach – ucina rozmowę Janusz Bodziacki, pełnomocnik Komitetu Wyborczego Wyborców „Rodzina i Sprawiedliwość”. Nie zrażeni niepowodzeniem postanawiamy zostać radnymi w Łukowie. Kontaktujemy się ze sztabem wyborczym PSL. Doświadczenie albo egzamin – Trzeba mieć doświadczenie w działalności samorządowej na szczeblu gminnym – informuje uprzejmie jeden z urzędników. – Jeżeli brakuje doświadczenia, trzeba przejść egzamin. – Ile trzeba zapłacić, aby zostać kandydatem? Bo ja jestem bezrobotny. – Nic. Jest składka 20 zł. Ale nieobowiązkowa. Kandydaci płacą pieniądze w zależności od zamożności. Kandydat nie może też być sponsorowany przez prywatną firmę. Bogatsi o tę wiedzę dzwonimy do Bychawy. Tomek od razu zaznacza, że jest bezrobotny i nie stać go na składkę. To nic nie kosztuje – Na razie to nic nie kosztuje – uspokaja pełnomocniczka komitetu „Porozumienie i współpraca”, Grażyna Chromczak. Po chwili milczenia dodaje: Niech pan przyjdzie na spotkanie o godz. 15, to porozmawiamy. Podszywanie się pod bezrobotnego trochę Tomka znudziło, więc postanawia tym razem podać się za przedsiębiorcę z politycznym zacięciem i dużą kasą. Wybór pada na komitet o obiecującej nazwie: „Przedsiębiorczość – Aktywność – Praca” z Poniatowej. – Już zamknęliśmy listę – informuje pełnomocnik Andrzej Kurowski. – Ale jeśli pan zadzwoni do pana (tu nazwisko i numer telefonu komórkowego) to może jeszcze coś da się zrobić. – Jakie wymagania stawiacie kandydatom? – Obywatelstwo polskie i stały adres zamieszkania w regionie. – A jakie trzeba mieć poparcie? – Wszyscy muszą mieć 200 podpisów poparcia. Ale w tej chwili może być nawet bez podpisów. Jak biznesmen to z kasą Zelektryzowany tą wiadomością Tomek pyta jeszcze o koszty. – Składka wynosi minimum 200 zł. Na koszty kampanii. Przecież nikt nie będzie tego robił za darmo. Składka może być wyższa, jeśli koszty kampanii ją przekroczą. Postanawiamy spróbować swoich sił w wyborach na radnego gminy. Tym razem podajemy się za mieszkańców Żyrzyna. Okazuje się, że mamy jeszcze szansę. – Trzeba mieć minimum 25 podpisów poparcia. Składka wynosi 50 złotych, ale pieniądze muszą być przelane z konta na konto, nie przyjmujemy gotówki – informuje Andrzej Bujek, pełnomocnik KWW Wspólnota Samorządowa „Gmina 2002”. – Dlaczego? – Były problemy w poprzednich wyborach. Na koncie komitetu pojawiały się pieniądze nie wiadomo skąd, mówiło się o tym dużo w mediach. – A to, że jesteśmy bezrobotni nie przeszkadza? – To nie jest problem. Tomek próbuje jeszcze szczęścia w Opolu Lubelskim w komitecie „Mała Ojczyzna”. Jednak po usłyszeniu jego nazwiska pełnomocnik, Stanisław Woźniak stwierdza, że lista jest już zamknięta i odkłada słuchawkę. Czyżby Tomek był aż tak znany? Postanawiamy ujawnić, że jesteśmy dziennikarzami. Wybór pada na Jeziorzany. Ale lista jest już zamknięta. – Nasz komitet jest bardzo mały – informuje Jarosław Blicharz z komitetu „Wspólna sprawa”. Dlatego połączyliśmy się z Lubartowskim Porozumieniem Samorządowym. Nie interesuje nas dorobek partyjny, stan majątkowy czy sytuacja zawodowa. Chcemy po prostu ludzi przedsiębiorczych, którzy chcą zadbać o nasz byt. – A gdybym sfinansował kampanię wyborczą w waszym regionie, czy dostałbym wyższe miejsce na liście? – kusi Tomek. – Na listę wchodzi ten, kto ma największe poparcie. Dziennikarz? Bierzemy Dzwonimy do posła Józefa Żywca, lidera wojewódzkiego Samooborony. Agnieszka przedstawia się imieniem, nazwiskiem i firmą, w której pracuję. Poseł bardzo się cieszy, że chciała kandydować z listy ich ugrupowania. – Może rada miejska? – proponuje poseł. – Nie mogę – odpowiada Agnieszka. – Nie jestem zameldowana w Lublinie. Poseł zastanawia się chwilę. Po czym, gdy dowiaduje się gdzie mieszka Agnieszka, proponuje: Radziłbym kandydowanie do sejmiku lub powiatu lubelskiego, bo na wójta gminy jest już kandydat. – A gdzie są większe szanse? – Lepiej do powiatu. Tam możemy dać pani wysoką pozycję. Do sejmiku zwiększa szanse wysoka pozycja na liście, a te są już zajęte. Proszę zadzwonić za 10 minut. to powiem, które miejsce wchodziłoby w grę. Po drugim telefonie dowiadujemy się się, że dla dziennikarza nawet do sejmiku znalazłoby się piąte miejsce na liście. Bezrobotny też na liście Teraz kolej na Tomka. Telefonicznie udaje mu się skontaktować z posłem Żywcem. Okazuje się, że jest jeszcze miejsce na liście kandydatów do Rady Miejskiej Lublina. To że jest bezrobotnym studentem wcale go nie dyskwalifikuje. – Co tak późno, gdzie pan był do tej pory? Niech pan przyjdzie, to porozmawiamy. Na miejscu okazuje się, że Tomek ma szansę znaleźć się na 8–9 miejscu listy z okręgu bronowickiego. – Proszę wypełnić deklarację o zgodzie na kandydowanie – wyjaśniają w komitecie wyborczym Samoobrony. Nie trzeba mieć żadnych pieniędzy (tylko trzy pierwsze miejsca na liście są płatne), ani żadnego poparcia. W komitecie wyborczym SLD – jako dziennikarze – też nie mielibyśmy problemów z zapisaniem się na listę. – Jeśli pani kandydatura zostałaby pozytywnie zaopiniowana przez Zarząd Wojewódzki SLD, mogłaby pani kandydować – usłyszała Agnieszka.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama