Kazimierz bez malarzy?
Specjalna komisja zdecyduje, którzy artyści będą mogli sprzedawać swoje obrazy na Dużym Rynku. W nadwiślańskim miasteczku zawrzało.
- 23.02.2004 21:11
Magdalena Żuk, szefująca Stowarzyszeniu Kupców i Przedsiębiorców, nie kryje niechęci wobec handlujących na Dużym Rynku malarzy. Sama jest właścicielką kazimierskiej galerii, dla której uliczni malarze są konkurencją. Upust żółci dała podczas poświęconego tej sprawie spotkania w Kazimierskim Ośrodku Kultury, kiedy to nie darowała szczególnie \"Ruskim”.
- Owszem, handlują tu swoimi obrazami także malarze z Ukrainy, Białorusi, Rosji. Ale czy można im mieć to za złe! Niedawno, podobnie jak oni, tułaliśmy się po Europie - przypomina ceniony kazimierski pejzażysta Jerzy Gnatowski, który w ciągu półwiecza odwiedził ze sztalugami wiele krajów.
- W czasie sezonu - mówi Agnieszka Mitura ze Stowarzyszenia Artystów \"Duży Rynek” - wystawia tu swoje obrazy kilkunastu artystów. Płacimy nie symboliczną złotówkę, lecz ustalone przez miasto \"placowe” w wysokości 24 zł. Mimo to jesteśmy solą w oku osób, które same handlując sztuką, widzą w nas konkurencję.
Szefowa Stowarzyszenia Kupców w rozmowie z Dziennikiem zgadza się, że Kazimierz zdobył sławę nie tylko dzięki swoim walorom turystycznym i historycznym, ale przede wszystkim dzięki malarzom. I to nie tylko tym uznanym, wystawiającym swoje prace w galeriach, ale też młodym, których dzieła można obejrzeć i kupić na rynku.
- Z całą pewnością - stwierdza - ich obecność dodaje miastu uroku i jest magnesem przyciągającym turystów. Niemniej uważamy, że miasto powinno uregulować kwestie związane z ich obecnością, chociażby przez wydzierżawienie im części rynku za symboliczną złotówkę. Stelaże z pracami powinny być opatrzone wizytówką ich autora. Należałoby również zadbać o przestrzeganie wyznaczonego miejsca. Chodzi tu przede wszystkim o nieutrudnianie ruchu pieszym.
- Ostatnio Rada Miejska powołała komisję, która ma wskazać, gdzie i kto może handlować malarstwem. Mimo, że w jej skład weszło aż 10 osób, dla nas zabrakło miejsca - mówi Agnieszka Mitura.
- w składzie komisji są przedstawiciele Stowarzyszenia Kupców - przyznaje burmistrz Andrzej Szczypa. - Zaręczam, że nikt nie chce wypędzić malarzy z rynku. Należy jednak zrobić tu porządek, także ograniczając - być może do pięciorga - liczbę artystów.
Zdaniem burmistrza, pozostali będą mogli wystawić swoje prace na przykład wzdłuż ulicy Senatorskiej, która staje się deptakiem. - Kryteria, kto będzie mógł pozostać na rynku, przedstawi za tydzień wspomniana komisja - tłumaczy Szczypa.
To bardzo zabawny pomysł. Ciekaw jestem, kto tak błysnął inteligencją? Ja bym poszedł dalej. Zakazał wstępu artystom na teren rynku. Ciekawi mnie, co na to wyborcy, przedsiębiorcy i ci wszyscy, którzy płacą podatki pośrednio i bezpośrednio. O zdanie turystów nie pytam, bo to przecież hołota, która najeżdża Kazimierz i zostawia tutaj swoje śmierdzące i wstrętne pieniądze. •
Słyszałem propozycję, że powinno się sprawdzać dyplomy czy legitymacje tych sprzedających i wtedy \"prawdziwi” artyści i studenci mogliby, a inni nie. Rozwiązanie jak za komuny! Może jeszcze Stowarzyszenie powoła speckomisję wydającą pozwolenia dla uznanych za \"prawdziwych”
artystów. •
Kartka z pamiętnika: Kazimierz, lato 1982, stan wojenny. Na rynku dwa sklepy spożywcze z octem, kilka straganów z owocami i oczywiście obrazy kilkudziesięciu malarzy. Alkohol, niestety, tylko na melinach. Kazimierz, lato 2004, Unia Europejska. Alkohol w każdym sklepie i o każdej porze. Obrazy tylko na melinach. Kazimierz, lato 2010. Ostatni zabłąkani turyści przenieśli się do Janowca. Na rynku odsłonięto pomnik \"Pionierom walki z malarzami”. Jak tu cicho o zmierzchu... •
Źródło forum dyskusyjne na
www.kazimierzdolny.pl
Reklama













Komentarze