Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Piłkarska III liga

• Siarka Tarnobrzeg - LKP Motor Lublin 1:3 (Ćwik 90 - Zajączkowski 4, Chmura 55, Nowak 64). • Wisła II Kraków - Tomasovia 1:2 (Szałęga 51 - Magiera 7 samob., Iwanicki 17). • Pogoń Staszów - Hetman Zamość 1:2 (Mężyk 2 - Vukadinović 17, Pliżga 34). • Kolporter Korona Kielce - Górnik Wieliczka 0:0. • Stal Stalowa Wola - Resovia Rzeszów 1:0 (Radawiec 54 z karnego). • Heko Czermno - Proszowianka Proszowice 2:0 (Piechna 9 z karnego i 43). • Sandecja Nowy Sącz - Polonia Przemyśl 1:1 (Damasiewicz 57 - Quaye 23). • Stal Rzeszów - Hutnik Kraków 1:0 (Rzucidło 74 z karnego). Aktualna sytuacja: 1. Kolporter Korona 23 50 47-17 2. Stal Rzeszów 25 49 38-18 3. Heko Czermno 25 46 43-24 4. Górnik Wieliczka 25 43 39-41 5. Hutnik Kraków 24 41 40-33 6. Wisła II Kraków 25 38 37-31 7. Hetman Zamość 25 36 29-28 8. Stal S.W. 24 34 26-24 9. Motor Lublin 24 32 31-30 10. Sandecja N.S. 24 30 26-28 11. Pogoń Staszów 24 27 32-34 12. Polonia Przemyśl 24 26 30-37 13. Tomasovia 25 26 23-40 14. Siarka Tarnobrzeg 24 25 18-35 15. Resovia Rzeszów 24 23 22-36 16. Proszowianka 25 15 17-42 11 maja: zaległy mecz Polonii ze Stalą Stalowa Wola. 12 maja: zaległy mecz Siarki z Kolporterem Koroną. W następnej kolejce (15 i 16 maja): Motor - Kolporter Korona • Hetman - Stal Rz. • Tomasovia - Sandecja • Hutnik - Siarka • Polonia - Pogoń • Proszowianka - Wisła II • Resovia - Heko • Górnik - Stal S. W. BRAMKI 0:1 – Magiera (gol samobójczy) w 7 min, 0:2 – Iwanicki w 17 min, 1:2 – Szałęga w 51 min. SKŁADY Wisła II: Wróbel – Hajduk, Fechner, Mysiak, Magiera, Husejko, Strąk (77 Zawadzki), Łach, Borowczyk (68 Wojcieszyński), Kmiecik (32 Witkowski), Szałęga. Tomasovia: Krawczyk – Bilewicz, Pieniążek, Anioł, Korzeń, Droździel (57 Żurawski), Rochecki (74 Paszkiewicz), Głuszko (88 Dunin), Cisek, Iwanicki, Tyrkało (90 Gęśla). Żółte kartki: Fechner (W) – Żurawski, Droździel, Paszkiewicz. Sędziował: Sebastian Jarzębak z Katowic. <25A0> Miniony weekend był niezwykle udany dla piłkarzy Tomasovii. W sobotę ich rywale z Tarnobrzega przegrali z Motorem, a dzień później tomaszowianie już sami postarali się o dużą niespodziankę, pokonując w Krakowie rezerwy Wisły 2:1. Dzięki temu drużyna prowadzona przez trenera Tomasza Orłowskiego zachowała szansę na historyczne utrzymanie się w III lidze. Krakowscy dziennikarze przecierali oczy ze zdumienia, oglądając wczorajszy mecz rezerw mistrza Polski z beniaminkiem III ligi. Być może goście ustępowali piłkarskimi umiejętnościami, ale grali z niezwykłą determinacją, a że początek meczu ułożył się bardzo szczęśliwie, to i motywacja była zdecydowanie większa. „Przegrali mecz, którego nie powinni, bowiem Tomasovia to zespół naprawdę co najwyżej średniej trzecioligowej klasy. Dobrego dnia nie mieli wczoraj skrajni kryjący obrońcy Wisły, przez co szybko krakowianie stracili dwa gole. Winowajcą pierwszego był Magiera, który próbował podać piłkę głową do Wróbla, przy drugim ten sam piłkarz nie upilnował Iwanickiego” – napisał krakowski korespondent. Jego gorycz jest zrozumiała, jednak kibiców Tomasovii na pewno nie martwi słabsza postawa Magiery i rozsądna gra tomaszowian, którzy potrafili utrzymać prowadzenie. Niefortunna interwencja obrońcy Wisły wydarzyła się w 7 min, kiedy Magiera przelobował swojego bramkarza. Dziesięć minut później goście cieszyli się z drugiego trafienia. Tym razem Bartłomiej Cisek dokładnie dośrodkował z lewej strony boiska, Magiera nie upilnował Jacka Iwanickiego, który ładnym strzałem głową pokonał Michała Wróbla (Adam Piekutowski był z pierwszym zespołem na meczu w Katowicach). Tomaszowianie przeprowadzili jeszcze kilka groźnych akcji, ale z czasem zaczęli pilnować korzystnego rezultatu, przywiązując większą uwagę do defensywy. Po zmianie stron dominacja Wisły II była już przygniatająca. W 51 min Szałęga uzyskał kontaktową bramkę, wykorzystując podanie od Kamila Witkowskiego, występującego jesienią w lubelskim Motorze. Grupce miejscowych kibiców wydawało się, że gospodarze zdołają odwrócić losy spotkania. Nie stało się tak, ponieważ krakowianie grali nerwowo i nieporadnie, a rywal stojący przed szansą zdobycia trzech punktów bronił zaciekle i co trzeba oddać bardzo skutecznie. Krakowianie atakowali, ale klarownych sytuacji nie stwarzali wiele. W 79 min po dośrodkowaniu z rzutu rożnego bliski pogrążenia gospodarzy był Iwanicki, ale piłka po jego strzale przeszła tuż obok bramki. Goście i tak wywalczyli trzy punkty, które mogą być niezwykle cenne w perspektywie dalszej walki o ligowy byt. Dodajmy, że w 32 min gospodarze stracili napastnika. Boisko opuścił Grzegorz Kmiecik, który z powodu kontuzji dysku nie mógł kontynuować gry. Artur Toruń BRAMKI 0:1 - Zajączkowski w 4 min, 0:2 - Chmura w 55 min, 0:3 Nowak w 64 min, 1:3 - Ćwik w 90 min. SKŁADY Siarka: Tomczyk - M. Stępień, Morawski, Stochla, Kaznecki (75 Ćwik), Piątkowski, Barycza, Pszeniczny, Antkiewicz, K. Stępień (46 Pietrucha), Gielarek. Motor: Rachowski - Chmura, Maciejewski, Kucharski, Różański, Maziarz (88 Ukalski), Syroka, Zajączkowski (80 Szynkaruk), Popławski 5, Nowak 6 (67 Golisz), Prędota (82 Malesa). Żółte kartki: M. Stępień (S) - Nowak (M). Sędziował: Michał Zwierz (Warszawa). Siarka jest jedną ze słabszych ekip w III lidze, ale stać ją na duże niespodzianki. Do takich możemy zaliczyć jednobramkowe wygrane z czołowymi drużynami - Stalą Rzeszów (wiceliderem) oraz z Heko Czermno i to na boiskach przeciwników. Lublinianie nie przejęli się tymi rezultatami, rozegrali dobry mecz i zasłużenie zainkasowali punkty. W zespole gospodarzy zabrakło Wilczoka, Paulewicza i Gromali (pauzowali za kartki). Dodatkowo miejscowi obserwatorzy zarzucili Siarce brak waleczności, naliczyli także dużo strat i niecelnych zagrań. Goście skrzętnie wykorzystali wszystkie mankamenty w grze rywali i już na początku spotkania objęli prowadzenie. Okazało się, że środek tarnobrzeskiej obrony w duecie Morawski - Stocha to niewypał. Piłka minęła obydwu defensorów i Paweł Zajączkowski nie miał kłopotów z pokonaniem Tomczyka. W drugiej połowie miejscowych skarcił były piłkarz Siarki, a wychowanek Lublinianki - Robert Chmura, który umieścił piłkę w siatce, poprawiając wcześniejszy strzał Marcina Popławskiego. Chmura dobił z 4 metrów. W 64 min Konrad Nowak, najskuteczniejszy wiosną gracz Motoru, ośmieszył Morawskiego i znalazł się sam na sam z Tomczykiem. Goście pewni zwycięstwa mogli strzelić kolejne gole, jednak zdekoncentrowani nie wykorzystywali dogodnych sytuacji. Z kolei gospodarzom na osłodę pozostała bramka zdobyta w 90 min przez Ćwika.(tor) BRAMKI 1:0 - Mężyk w 2 min, 1:1 - Vukadinović w 17 min, 1:2 - Pliżga w 34 min. SKŁADY Pogoń: Florys - Maciorowski, Matyja, Dudajek, Kot, Kaczówka, Ożóg, Szarowski, Rzepa (59 Szmańkowski), Mężyk, Grad. Hetman: Mańka - Karpowicz, Sawic, Waga, Kocis, Pliżga, Walewski, Vukadinović (80 M. Lipiec), Kapłon, Albingier (89 Kwit), Szepeta (70 P. Lipiec). Sędziował: Karpeta (Radom). Piłkarze zamojskiego Hetmana nie chcieli być gorsi od Tomasovii oraz Motoru i także wygrali wyjazdowy mecz, pokonując w Staszowie Pogoń 2:1. Nasi trzecioligowcy nie mogli wymarzyć sobie lepszego scenariusza, zwłaszcza tomaszowianie, ponieważ ich kolejny rywal w walce o ligowy byt stracił punkty. Spotkanie w Staszowie lepiej rozpoczęli gospodarze, wykorzystując dekoncentrację zamościan. Już w 2 min Mariusz Mężyk otrzymał idealne podanie z głębi pola od Mieczysława Ożoga. Napastnik Pogoni znalazł się w sytuacji sam na sam z Marcinem Mańką, minął go i kopnął piłkę do pustej bramki. Chwilę później Mańka znowu był w opałach, ponieważ ponownie zaspali defensorzy Hetmana. Tym razem zamojski bramkarz uratował sytuację, wybiegając przed pole karne, gdzie uprzedził rywala i wybił piłkę. Po tych wpadkach goście opanowali sytuację i zaczęli grać z ulubionej kontry. W środkowej strefie rządził Sasza Vukadinović. Właśnie ten piłkarz doprowadził do remisu w 17 minucie. Wszystko działo się przy biernej postawie defensywy Staszowa przyglądającej się najpierw dośrodkowaniu Mariusza Pliżgi, a potem główce Serba. Po utracie gola Pogoń straciła także animusz. Teraz Hetman występował w roli profesora. Na efekty nie trzeba było czekać zbyt długo. Co prawda w 33 minucie Bartosz Szepeta pomylił się o milimetry, ale chwilę potem Hetman prowadził. Damian Kot pozwolił uciec prawą stroną rywalowi, który strzelił, a tuż przed linią bramkową do piłki dopadł zamykający akcję Pliżga i ustalił wynik meczu. Po zmianie stron Hetman w pełni kontrolował przebieg wydarzeń na boisku.(art)

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

ReklamaNOWY LEXUS RZ Odkryj Steel-By-Wire | DNI OTWARTE 4-9 MAJA
Reklama
Reklama