Reklama
Punkty odjechały koleją
Tym razem nie Piotr Reiss, autor hat-tricka z jesieni, ale Łukasz Madej zapadnie na długo w pamięć łęcznian. Co prawda młody pomocnik Lecha strzelił o jednego gola mniej od \"Reksia”, ale i dwa wystarczyły, aby wywieźć komplet punktów z Łęcznej. Wywieźć pociągiem, bo \"Kolejorz” na Lubelszczyznę przyjechał i do Poznania wrócił - pociągiem
- 09.05.2004 22:01
BRAMKI
0:1 - Łukasz Madej (13), 1:1 - Mirosław Budka (37 z karnego), 1:2 - Łukasz Madej (74).
SKŁADY
Górnik: Mioduszewski 3 - Kościelniak 6 (80 Griszczenko), Jaroszyński 5, Bożyk 6 - Smolak 4 (74 Czereszewski),
Soczewka 6, Budka 7, Pawelec 6 (87 Szymanek), Piotr Wójcik 4 - Szałachowski 6, Skwara 5.
Lech: Piątek - Kryger, Zbigniew Wójcik, Bosacki, Lasocki - Madej (90 Telichowski), Scherfchen, Świerczewski, Goliński (90 Piskuła) - Reiss, Zakrzewski (46 Grzelak).
Żółte kartki: Artur Bożyk i Piotr Wójcik (Górnik) - Rafał Lasocki, Michał Goliński i Krzysztof Kotorowski (Lech). Czerwona kartka: Waldemar Kryger (Lech), 37 min za zatrzymanie ręką piłki zmierzającej do pustej bramki. Sędziował: Piotr Święs (Katowice). Widzów: 6000.
Ocena meczu: 3.
Najlepszy w Górniku:
Mirosław Budka.
Po meczu w Warszawie, gdzie zespół trenera Jacka Zielińskiego uległ Polonii 0:3, trener Górnika stwierdził, że trzeba \"wstrząsnąć tym towarzystwem”, mając na myśli swoich piłkarzy. Te słowa skierowane były do zarządu. Rozmowy, które w ubiegłym tygodniu przeprowadzili prezesi z zawodnikami tylko częściowo przyniosły skutek, bo zespół ponownie zanotował przegraną, ale już w zdecydowanie lepszym stylu, po walce.
Górnik jak zwykle zaczął w innym składzie. Po raz pierwszy w podstawowej jedenastce wyszedł młody Mariusz Pawelec, a po dwutygodniowej przerwie do gry wrócił Mirosław Budka. Obaj zaprezentowali się z dobrej strony. Na korzyść wyszło przesunięcie do środka pomocy \"Budkina”, który umiejętnie rozgrywał piłkę, potrafił ją przytrzymać, nie unikał sytuacji jeden na jeden. No i wytrzymał próbę nerwów, skutecznie egzekwując rzut karny. To był gol po trzystu osiemdziesięciu dwóch minutach niemocy strzeleckiej \"zielono-czarnych” i w ogóle czwarty w tej rundzie. Na ławce usiedli natomiast Sylwester Czereszewski oraz etatowy dotąd piłkarz rezerw Rafał Matysiak.
Lech rozpoczął spokojnie; gospodarze z determinacją, ambitnie. Przy Zbigniewie Zakrzewskim chodził Artur Bożyk, a za Piotrem Reissem jak cień podążał Ireneusz Kościelniak. Szkoda tylko, że kapitan nie miał wielkiego wsparcia w Jakubie Smolaku ogrywanym przez ofensywnie grającego na skrzydle Rafała Lasockiego. Niestety, już pierwsza groźna akcja poznaniaków przyniosła powodzenie. W 13 min Łukasz Madej otrzymał piłkę od Zbigniewa Zakrzewskiego, minął Piotra Jaroszyńskiego i w sytuacji sam na sam z Robertem Mioduszewskim zdobył prowadzenie. Chwilę później rozpędzony Michał Goliński (jego występ do końca nie był pewny) wpadł w pole karne i przy próbie ogrania \"Miodka” padł na murawę. Arbiter uznał, że pomocnik \"Kolejorza” symulował i ukarał go żółtą kartką.
Górnik ruszył do ataków i kilka razy gorąco zrobiło się na przedpolu niepewnego Waldemara Piątka. Najpierw strzał Kościelniaka zablokowali obrońcy, a poprawka Sebastiana Szałachowskiego minęła bramkę. Piotra Soczewkę zatrzymał Zbigniew Wójcik, a Bożyk kopnął nad bramką. Aż przyszła 37 min. Po wreszcie udanej akcji Smolaka i uderzeniu Budki piłkę na linii zatrzymał Waldemar Kryger. Uczynił to ręką. W konsekwencji otrzymał czerwoną kartkę, a łęcznianie karnego. Po pewnym strzale Budki odżyły nadzieje na zwycięstwo. Trwał napór i po rzucie wolnym \"Szałka” niebezpiecznie strzelał piłkę głową. Po przerwie osłabieni personalnie goście wyłącznie ograniczali się do zabezpieczenia tyłów. Łęcznianie dominowali wyraźnie, grali do przodu i wszystko wskazywało na to, że poznańska lokomotywa w końcu się wykolei. Zza szesnastki strzelał Grzegorz Skwara, Szałachowski główkował nad bramką, podobnie jak Budka po świetnej centrze Bożyka.
Lech zaatakował dwukrotnie. Najpierw po podaniu Reissa akcji nie zdążył zamknąć Grzelak. W 74 min piłkę za \"szesnastką” przejął Madej i uderzył w kierunku bramki. To nie był imponujący strzał, ale Mioduszewski popełnił błąd i zamiast 2:1 zrobiło się 1:2. To był cios, po którym łęcznianie nie umieli się podnieść. I goście mogli wygrać jeszcze wyżej. Jednak dwie minuty przed końcem \"Miodek” wygrał okazję sam na sam z Reissem. Już w doliczonym czasie dwie próby zaskoczenia w sobotni wieczór Piątka przez Skwarę były nieskuteczne, a znacznie bliższy powodzenia był jeszcze Czereszewski, powracający po przeszło półrocznej przerwie. Niestety, \"Czereś” z bliska nie potrafił wepchnąć piłki do siatki. Tłumaczył później: Nie spodziewałem się tego. To był rykoszet, po którym piłka spadła mi na nogę i odbiła się od niej. Wykonałem ruch w kierunku piłki, ale była za daleko. Gdyby spadła obok, na trawę, to mógłbym oddać skuteczny strzał.
Z Lechem Górnik zagrał lepiej, niż robił to dotąd na wiosnę. Patrząc jednak na zestaw rywali, którzy pozostali na rozkładzie w końcówce sezonu, trudno być optymistą, iż konto punktowe ulegnie wzbogaceniu...
• Po słabym meczu w Warszawie udowodniłeś, że na odbudowanie odpowiedniej dyspozycji wystarczy ci zaledwie tydzień.
- Prezentuję pewien poziom, poniżej którego raczej nie schodzę. Nie sądzę, aby mecz z Lechem był jakimś wybitnym w moim wykonaniu.
• Pokazaliście, że wciąż potraficie walczyć, nie zasłużyliście na porażkę.
- Pokazaliśmy, że nie tylko potrafimy walczyć, ale i grać w piłkę. Po stracie zawodnika Lech cofnął się, a my umieliśmy zagrać atak pozycyjny. Były takie fragmenty, że te ataki były bardzo dobrze przygotowane, byliśmy w stanie przetrzymać piłkę. Najbardziej szkoda, że zabrakło wykończenia. Punkty pojechały do Poznania, bo Lech miał szczęście. Tylko w takich kategoriach rozpatruję to spotkanie. Szczęście trzeba kleić do siebie przez wiarę w powodzenie i sukces. To subtelna rzecz, ale o to coś Lech był lepszy.
• Mówisz o szczęściu, ale do chwili, kiedy z boiska zszedł Kryger, raczej nie potrafiliście znaleźć sposobu
na Lecha.
- Po takich niepowodzeniach wydawało się naturalne, że nie rzucimy się do hurra-ataków, żeby nie dać się ponieść i nie zapanował chaos.
• Jak skomentujesz zachowanie kibiców, którzy do przerwy obrazili się na was i w ogóle nie kibicowali swojemu zespołowi.
- Kibice to też ludzie. Człowiek ma wiele słabości, cierpliwość też ma swoje granice. Nasza odpowiedź to przywożenie punktów i pokazanie dobrej gry. Tylko w ten sposób możemy się komunikować. Co prawda ciężko się podnieść i wyjść z kryzysu, ale spróbujemy zrobić to już w najbliższym spotkaniu. Wierzę w to. Wierzę, że Górnika z tamtej rundy zobaczymy jeszcze wiosną.
• Lepsza gra z Lechem jest symptomem tego, że kryzys w końcu minie?
- Oczywiście.
• Dwa tygodnie przerwy wyszły chyba na dobre. Zagrałeś niezły mecz.
- Podbudował mnie gol z karnego i kiedy wychodziliśmy na drugą połowę byłem przekonany, że zwyciężymy. Mieliśmy kilka sytuacji, ale stało się inaczej. Posiadaliśmy przewagę, lecz przytrafił się błąd i po raz kolejny, czyli czwarty, przegraliśmy.
• Na dobre Mirosławowi Budce chyba wyszła też zmiana pozycji, a więc powrót do środka pomocy.
- Trudno powiedzieć. Na pewno po przerwie byłem trochę świeższy. Jednak pod koniec meczu było już ciężko, zaczęły łapać mnie skurcze. Jakbym był w ciągłym treningu może byłoby lepiej.
• Po urazie kręgosłupa nie ma już śladu?
- Czasami jeszcze odczuwam ból, jak wykonam zły skręt, czy skłon. Ciągle uważam i nie wszystkie ćwiczenia wykonuję.
• Po trzech meczach zdobyliście wreszcie gola. Kiedy podchodziłeś do piłki ustawionej na 11 metrze czułeś spoczywająca na sobie presję?
- Tak, to była bramka na 1:1. Bardzo ważna, bo pomogła grać jeszcze lepiej. Ale tylko do pewnego momentu.
• Jak się grało bez Pawła Bugały?
- Może gdyby Paweł był, to byśmy wygrali? Na pewno by się przydał.
• Taka interwencja jak po strzale Madeja chyba nie przytrafiła ci się przez cały sezon?
– No, nie przytrafiła się... Cóż mogę powiedzieć? Piłka odbiła się na jakiejś nierówności, trafiła mnie w rękę i wpadła do bramki. Takich goli się nie wpuszcza. Interwencje są na pograniczu ryzyka, tym bardziej kiedy piłka kozłuje. Trzeba wejść na boisko i zobaczyć jak ono wygląda. Będę starał się to odrobić w następnych meczach.
• Była nadzieja na przełamanie...
– Za wszelką cenę chcieliśmy wygrać. Mecz fatalnie ułożył się dla nas. Straciliśmy bramkę, praktycznie w sposób w jaki zawsze tracimy, po sytuacji sam na sam. Udało się wyrównać, ale Lech dobrze się bronił i raz skontrował.
• W Polkowicach ciężko będzie się przełamać, bo te wygrały w Wodzisławiu i znowu będą grały o życie.
– Nie pozostaje nic innego. Też graliśmy o życie przed własną publicznością. Niestety, przegraliśmy, choć szczęście było blisko. Piłka nożna jest grą przewrotną.
– Grałem już w takich meczach, w dziesięciu na jedenastu. I właśnie w takich spotkaniach pokazuje się prawdziwy charakter drużyny. Pomimo straty jednego zawodnika w dalszym ciągu wierzyłem w korzystny wynik.
• Drugi pański gol to kunszt strzelca, czy błąd bramkarza?
– Jest wielu zawodników, którzy osiemdziesiąt procent bramek strzelają w sposób przypadkowy. Do końca nie można winić bramkarza Górnika, bo boisko w tym miejscu było trochę nierówne. Uderzyłem, piłka wpadła do siatki, a jak – to już się nie liczy.
• Jest pan ojcem zwycięstwa.
– Gdyby nie pozostali koledzy, to tego zwycięstwa by nie było.
• Mecz rozpoczęliście bardzo spokojnie. Już w podświadomości oszczędzaliście się na Puchar Polski?
– Nie, to Górnik ruszył na nas. W każdym meczu gramy o zwycięstwo i nie było żadnego oszczędzania.
• Coraz częściej słychać głosy, aby Paweł Janas sprawdził Łukasza Madeja. Dwa gole to już takie głośne pukanie do reprezentacji z pana strony?
– Przyjdzie jeszcze mój czas. Dopiero mam 22 lata. Każdy piłkarz o tym marzy, ale najpierw muszę ustabilizować formę na odpowiednim poziomie. Spokojnie podchodzę do tematu.
• Po sezonie znowu powróci temat sprzedania Łukasza Madeja?
– To pytanie nie do mnie. Wiem, że mi się kończy kontrakt za rok i szefowie klubu będą musieli coś zrobić, albo mnie sprzedać, albo przedłużyć kontrakt. W przeciwnym razie byłoby to stratą pieniędzy.
Reklama













Komentarze