Po dziewięciu latach nieprzerwanej dominacji Lublina, stolica żeńskiej piłki ręcznej została w sobotę przeniesiona do Gdańska. Po raz pierwszy w historii mistrzostwo Polski zdobyła Nata AZS AWFiS. Bystrzycy grozi rozpad.
Jarosław Klukowski
09.05.2004 22:43
SKŁADY I BRAMKI
Bystrzyca: Chemicz, Pierzchała - Aleksandrowicz 4, E. Malczewska 1, Włodek 7, Damięcka 7, Rola 5, Hipnarowicz, Silantiewa, Luberecka 3, Wolska 6. Kary: 10 min.
EB Start: Charłamowa, Ziajka - Dolegało 4, Lipska 4, Pełka 1, Giejda 1, Pałgan 6, Koniuszaniec 2, Polenz 1, Szklarczuk 3, Korowacka 2, Michdaliowa 2. Kary: 10 min.
Sędziowali J. i M. Szynklarzowie z Opola.
Bystrzyca, żeby przedłużyć swoje szanse złote medale, musiała pokonać EB Start Elbląg. Lublinianki wygrały zdecydowanie, a mecz był wyrównany tylko do przerwy. Po zmianie stron, osłabione brakiem kontuzjowanych Elżbiety Olszewskiej i Justy Steliny przyjezdne wypadły dużo słabiej. Nie potrafiły pokonać Magdaleny Chemicz przez ponad kwadrans - nawet z rzutu karnego czy grając przez cztery minuty w przewadze.
Po końcowej syrenie wszyscy oczekiwali wieści z Lubina, gdzie Zagłębie podejmowało Natę. Tylko zwycięstwo gospodyń przedłużało nadzieje lubelskich kibiców. Niestety, gdańszczanki już do przerwy prowadziły trzema trafieniami, a ostatecznie triumfowały siedmioma bramkami. Okazało się, że czwartkowa porażka Naty w Pucharze Polski z Piotrcovią, nie pokazała prawdziwej formy zespołu trenera Jerzego Cieplińskiego. Gdańszczanki mogą świętować mistrzostwo Polski, a w ostatnim meczu sezonu z Bystrzycą, swoją radością podzielą się z kibicami. Niezależnie od wyniku tego spotkania lubliniankom przypadną srebrne medale, co i tak jest ogromnym sukcesem, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności kończącego się sezonu. Bystrzyca, zakwalifikowała się do turnieju finałowego i może jeszcze zdobyć Puchar Polski. •
• Pożegnalny mecz sezonu w Lublinie wypadł okazale.
- Nie dał nam jednak mistrzostwa. Ale nie to jest najważniejsze. Na 95 procent był to ostatni mecz ekstraklasy w Lublinie na najbliższe pięć lat. Jeżeli w klubie się nic nie zmieni, to na następne mecze w najwyższej klasie poczekamy naprawdę długo.
• Srebrny medal jest w tych okolicznościach sukcesem.
- Tak uważam. Biorąc pod uwagę zawirowania w klubie, szczupłą kadrę, urazy podstawowych zawodniczek oraz długotrwałe kontuzje Doroty Malczewskiej i Małgorzaty Majerek, to nawet duży sukces. Dodajemy jeszcze ogromne obciążenia związane z Ligą Mistrzów, a będzie tego aż nadto. Nata skupiła się na walce o mistrzostwo mając dużo dłuższą ławkę rezerwowych. Najsilniejsze kadrowo Zagłębie Lubin zawiodło na całej linii.
• O mistrzostwie zadecydował przegrany mecz z Natą w Lublinie.
- Nie licząc wcześniejszych wpadek to tak. Nata pokonała nas w Lublinie, więc w pełni zasłużenie sięgnie po mistrzostwo. Tytuł trafia do drużyny, która była od nas w tym sezonie lepsza. Ale czego ja mogłem wymagać od naszych dziewczyn? Miały na głowie wiele spraw. Jak się miesiącami czeka na pieniądze, to trudno skupić się wyłącznie na sporcie. Wiele z nich nie było stać na normalne odżywianie, to co tu mówić o normalnym treningu. Dzięki dofinansowaniom z urzędów przynajmniej na meczach wyjazdowych mogły się najeść. To tragiczne co mówię, ale tak było. Jestem pełen uznania dla tego co zrobiły w tak trudnych warunkach.
• Nie widzi więc pan szans na przetrwanie drużyny?
- One już podjęły decyzję i dłużej nie będą czekać. Odejdzie co najmniej pięć zawodniczek i jest po zespole. Obecnie nie widzę żadnych widoków na poprawę. Daj Boże, żebym się mylił.
Rozmawiał Jarosław Klukowski
Przegrana z Natą Gdańsk walka o mistrzostwo Polski nie jest największym problemem lubelskiej Bystrzycy. Niestety, spadkobierczyni tradycji Monteksu, grozi rozpad. Kilka zawodniczek jest bliskich decyzji o odejściu z klubu.
– Moje szanse na pozostanie w Lublinie oceniam na 30 procent – powiedziała Agnieszka Wolska. – Nie ukrywam, że zastanawiam się czy wybrać ofertę Jelfy Jelenia Góra czy Zagłębia Lubin. W Bystrzycy dostałam tylko trzy wypłaty, a z poprzedniego kontraktu klub mi zalega z 10 wypłatami. Nie chcę dłużej czekać.
Nie trzeba dodawać, że przy skromnej obecnie kadrze odejście jednej piłkarki byłoby katastrofą, a niestety, zanosi się na prawdziwy exodus, podobny do tego sprzed roku. Czy klub zdoła uzupełnić straty? Bardzo wątpliwe. Piłkarki zaprotestowały już przed meczem, wychodząc tylko na ostatnie piętnaście minut rozgrzewki. – Wielu kibicom wydaje się, że odkąd zespół przeszedł do Bystrzycy wszystkie sprawy organizacyjne zostały w ten sposób załatwione – powiedziała Sabina Włodek. – Tymczasem to nieprawda. Od listopada z należnych mi wypłat dostałam trzy i zaliczkę czwartej. – Uznałyśmy z koleżankami, że taka forma protestu zwróci uwagę ludzi na trybunach – dodaje Beata Aleksandrowicz. – Rozgrzewkę przeprowadziłyśmy w bocznej sali, a na halę wyszłyśmy już, żeby porzucać piłkami. – Ostatecznej decyzji o odejściu z Lublina jeszcze nie podjęłam i na pewno dogram w Bystrzycy do końca sezonu – uważa S. Włodek. – Jednak nie mam zamiaru dłużej żyć obiecankami jakimi karmi się nas od miesięcy. Nikt nie chce pracować za darmo, a granie w piłkę ręczną jest moją pracą. Nie ma co ukrywać, że ten zespół jeszcze istnieje, bo tworzymy zgrany kolektyw, jesteśmy koleżankami. Wszystko ma jednak swoje granice... Przerabialiśmy ten temat wcześniej, ale teraz nasza cierpliwość już się wyczerpała. – Przez ostatni czas wiele z nas wpadło w długi – stwierdziła B. Aleksandrowicz. – W takiej formie ten klub nie może dalej funkcjonować. Przestałyśmy wierzyć w kolejne deklaracje. Końcówka sezonu pobudza transferowe spekulacje. Na piłkarki Bystrzycy chętnych nie brakuje. Pozyskaniem Agnieszki Wolskiej zainteresowane są Jelfa i Zagłębie. Oba kluby chętnie widziałyby u siebie Sabinę Włodek i Magdalenę Chemicz. Reprezentantki Polski mają również konkretne oferty z zagranicy. Ewą Damięcką interesują się Jelfa i Nata. Inna Silantiewa może wrócić do Jeleniej Góry, są również inni zainteresowani. (jar)
Komentarze