Reklama
Chłopcy do bicia
Jesienią \"chłopcy z ferajny”, wiosną chłopcy do bicia. Albo \"Janosiki”, jak wolą inni. Jakby to zwał, w rundzie rewanżowej Górnik Łęczna traci punkty z kim popadnie, gdzie popadnie i przegrywa mecz za meczem. Tym razem ze słabym Górnikiem Polkowice. To już piąta kolejna porażka podopiecznych Jacka Zielińskiego
- 16.05.2004 22:23
BRAMKI
1:0 – Daniel Dubicki (54), 2:0 – Łukasz Nawotczyński (74).
SKŁADY
Górnik Polkowice: Banaszyński – Nawotczyński, Jeziorny, Szymański – Wojtarowicz, Bosanac (46 Gorząd, 61 Szostak), Adamski, Pater, Narwojsz – Pilch (56 Krzyżanowski), Dubicki.
Górnik Łęczna: Mioduszewski 5 – Bożyk 4, Budka 5, Pawelec 5 – Wolański 5, Soczewka 5, P. Bronowicki 5, Bugała 4 (83 Szymanek), G. Bronowicki 6 (83 Wójcik) – Skwara 5, Szałachowski 3 (59 Czereszewski).
Żółte kartki: Grzegorz Pilch, Ireneusz Adamski, Jarosław Krzyżanowski (Górnik Polkowice) – Grzegorz Bronowicki, Piotr Bronowicki, Grzegorz Skwara (Górnik Łęczna). Sędziował: Mirosław Ryszka (Warszawa). Widzów: 3000.
Ocena meczu: 2.
Wyróżniony w Górniku: Grzegorz Bronowicki.
nią, Górnicy z Łęcznej potrafili zwyciężyć grając w dziewięciu. W drugim w jedenastu nie umieli nawet zremisować. Co tylko świadczy o wyjątkowej słabości. Choć znowu nastąpiło sporo roszad. Do pomocy powrócili Janusz Wolański, Paweł Bugała (obaj pauzowali z Lechem Poznań z powodu żółtych kartek) oraz Piotr Bronowicki i Grzegorz Bronowicki (obaj wrócili po kontuzjach). Z linii defensywnej wypadli Piotr Jaroszyński i Ireneusz Kościelniak, dlatego do tyłu zostali przesunięci Mirosław Budka i Mariusz Pawelec. A z lewej strony na prawą powędrował Artur Bożyk.
Broniący się przed degradacją gospodarze, choć zainteresowani wyłącznie zwycięstwem, rozpoczęli bardzo spokojnie. Przy fatalnej aurze łatwo było o błędy o czym bardzo szybko przekonał się ich bramkarz Jacek Banaszyński. Grzegorz Skwara podał do Janusza Wolańskiego, który dośrodkował \"do nikogo” w pole karne. Łatwa piłka - pomyślał chyba łysy jak kolano Banaszyński. Ale zamiast zademonstrować pewny chwyt w rękawice, wypuścił piłkę i złapał dopiero na samej linii. To była jedyna okazja gości w tej części i to raczej wystarcza za cały komentarz. Mecz był słaby. Piłkarze z Polkowic tylko raz przed przerwą zagrozili Robertowi Mioduszewskiemu, który z trudem odbił piłkę po mocnym uderzeniu zza pola karnego Marcina Wojtarowicza.
Druga część rozpoczęła się od mocnego akcentu podopiecznych Wiesława Wojny. W 54 min po szybko rozegranym rzucie wolnym i gapiostwie pomocników gości, Marcin Narwojsz dośrodkował na pole, a Daniel Dubicki urwał się obrońcom i strzelił po koźle piłkę głową do siatki. To był pierwszy gol \"Dubika” w ekstraklasie. Chwilę później groźnie z 14 m kopnął Grzegorz Pater. O kłopotach z odrabianiem strat przez łęcznian wiadomo od dawna. Tym razem również nie mieli pomysłu na stworzenie skutecznej akcji i sforsowanie defensywy rywali. Za obiecującą próbę trudno uznać strzał Bugały z dalszej odległości w 72 min, przy którym nawet zupełne bramkarskie beztalencie nie miałoby kłopotów z pewną obroną.
Dwie minuty później było już wszystko jasne. Z prawej strony z rzutu wolnego zacentrował Pater, a Łukasz Nawotczyński wyskoczył wyżej od Artura Bożyka i zmusił do kapitulacji \"Miodka”. Za moment Pater mógł nawet sam wpisać się na listę strzelców, ale tym razem Mioduszewski popisał się skuteczną interwencją. Dopiero w ostatniej minucie zapachniało honorowym golem dla Górnika Łęczna, lecz Piotr Wójcik minimalnie chybił z rzutu wolnego.
W Polkowicach Górnika Łęczna załatwili trzej piłkarze wypożyczeni z Wisły Kraków - Daniel Dubicki, Grzegorz Pater i Łukasz Nawotczyński. Trzej, a już w piątek do Łęcznej przyjedzie cała ekipa \"Białej Gwiazdy”, lidera tabeli, obecnego i najprawdopodobniej przyszłego mistrza Polski. Strach się bać... Ale mimo wszystko warto wybrać się na stadion, żeby zobaczyć najlepszy zespół w kraju. Bo po łęczyńskim mniej więcej wiadomo, czego można się spodziewać. Chociaż... dopóki piłka w grze...
Już w piątek do Łęcznej przyjedzie Wisła Kraków. Jesienią Górnik został bezproblemowo wypunktowany i mecz zakończył się spokojnym zwycięstwem gospodarzy 4:0. Czy można marzyć o skutecznym rewanżu na „Białej Gwieździe”? Pomarzyć tak. Wystarczy rzut oka na tabelę. A jeszcze lepiej na tabelę wiosny. Wisła jest na jej pierwszym miejscu, a Górnik na ostatnim. To mówi samo za siebie. Oba zespoły dzieli od siebie różnica klas. Choć podobno piłka nożna nie lubi faworytów... Tylko na czym to opierać, skoro pełna miłych wrażeń runda jesienna już dawno poszła w zapomnienie.
Z Wisłą nie da się bronić przez pełne 90 minut. Przekonały się już o tym nie takie firmy jak Górnik. Jednak łęcznianie nie mają czym straszyć. Wiosną zdobyli w sumie cztery gole, to niewiele mniej, niż średnio krakowianie strzelają w jednym meczu (prawie trzy!). A dodatkowo przeciwko liderowi nie będzie mógł wystąpić Grzegorz Skwara, który w Polkowicach ujrzał siódmy żółty kartonik. Jakoś nie ma szczęścia do Wisły filigranowy zawodnik, ponieważ z powodu kartek pod Wawelem również nie mógł wystąpić.
Na pierwszym posiedzeniu Komisji ds. Licencji Klubowych PZPN, dotyczącym przyznania licencji na grę w pierwszej lidze w sezonie 2004/05, zgodę na występy otrzymało sześć klubów, w tym Górnik Łęczna. Pozostałe kluby to: Amika Wronki, Groclin Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski, Górnik Polkowice oraz Świt Nowy Dwór Mazowiecki.
Przyznania licencji odmówiono Widzewowi Łódź, który nie spełnia wymogów dotyczących kryteriów finansowych. Wnioski pozostałych klubów ekstraklasy zostaną rozpatrzone na kolejnym posiedzeniu komisji, którego termin ustalono
21 maja.
Po tym sezonie z ekstraklasy spadną bezpośrednio dwa ostatnie zespoły w tabeli, a trzeci, z dwunastej pozycji, będzie bronił się przed degradacją w spotkaniach barażowych z drugoligowcem. Jednak w czternastozespołowym kształcie pierwsza liga po raz ostatnim wystąpi w przyszłym sezonie.
Od rozgrywek 2005/06 ekstraklasa zostanie powiększona o dwie kolejne ekipy, czyli do szesnastu.
– Taką propozycję otrzymaliśmy ze strony klubów – wyjaśnia Marcin Stefański z PZPN. – Jeśli zostanie ona zaakceptowana przez prezydium, to w przyszłym sezonie z ekstraklasy spadałaby jedna drużyna, a z drugiej ligi awansowały trzy. W tej chwili zastanawiamy się nad odpowiednim systemem premiowania za zajęte w tabeli na koniec miejsca. Aby nie było meczów o nic, należałoby wprowadzić znaczne zróżnicowanie w nagradzaniu.
Jeden do spadku. W Górniku Łęczna powinni chyba się ucieszyć.
Reklama













Komentarze