Reklama
• Motor Lublin - Kolporter Korona Kielce 0:4 (Bajera 19 i 27, Zabłocki 43, Gołąbek 75).
• Hetman Zamość - Stal Rzeszów 2:3 (Kycko 14, Vukadinović 18 - Kloc 1, Wójcik 43, Grębowski 78).
• Tomasovia - Sandecja Nowy Sącz 2:0 (Tyrkało 48, Iwanicki 58).
• Hutnik Kraków - Siarka Tarnobrzeg 0:0.
• Polonia Przemyśl - Pogoń Staszów 2:2 (Wojtas 56, Quaye 76 - Mężyk 78 i 82).
• Proszowianka - Wisła II Kraków 0:2 (Szałęga 70, Mysiak 73).
• Resovia Rzeszów - Heko Czermno 1:0 (Woźny 57).
• Górnik Wieliczka - Stal Stalowa Wola 2:0 (Zegarek 45, Gruszka 72).
1. Kolporter Korona 25 53 51-19
2. Stal Rzeszów 26 52 41-20
3. Heko Czermno 26 46 43-25
4. Górnik Wieliczka 26 46 41-41
5. Hutnik Kraków 25 42 40-33
6. Wisła II Kraków 26 41 39-31
7. Hetman Zamość 26 36 31-31
8. Stal S.W. 26 34 27-30
9. Motor Lublin 25 32 31-34
10. Polonia Przemyśl 26 30 36-40
11. Sandecja N.S. 25 30 26-30
12. Siarka Tarnobrzeg 26 29 20-35
13. Tomasovia 26 29 25-40
14. Pogoń Staszów 25 28 34-36
15. Resovia Rzeszów 25 26 23-36
16. Proszowianka 26 15 17-44
19 maja (zaległe mecze): Pogoń - Motor • Sandecja - Hutnik • Korona - Resovia.
22-23 maja: Motor - Hutnik • Siarka - Hetman • Pogoń - Tomasovia • Kolporter Korona - Stal S. W. • Heko - Górnik • Wisła II - Resovia • Sandecja - Proszowianka • Stal Rz. - Polonia.
BRAMKI
0:1 - Bajera w 19 min, 0:2 - Bajera w 27 min, 0:3 - Zabłocki w 43 min, 0:4 - Gołąbek w 75 min.
SKŁADY
Motor: Rachowski - Chmura (70 Golisz), Maciejewski, Kucharski, Różański, Nowak (76 Szynkaruk), Maziarz (46 Kubiak), Syroka (77 Malesa), Zajączkowski, Popławski, Prędota.
Kolporter Korona: Mierzwa - Pastuszka, Michalski, Gołąbek, Rutka, Kuzera (63 Kajda), Bilski, Hermes (56 Kaźmierczak), Cichoń, Bajera (81 Małocha), Zabłocki.
Porażka 0:4 Motoru z Kolporterem Kielce właściwie nikogo nie powinna dziwić. Wszakże do Lublina przyjechał lider III ligi, najsilniejsza personalnie drużyna, prowadzona przez byłych reprezentantów Polski - Dariusza Wdowczyka i Andrzeja Woźniaka. A jednak kibice opuszczali stadion zdegustowani. Liczyli, że gospodarze po zwycięstwie nad Siarką w Tarnobrzegu potwierdzą dobrą dyspozycję. Tym bardziej
że Siarka pokonała w środę... kielczan. Ale trzecia liga najwyraźniej rządzi się własnymi prawami i nie wszystkie wyniki można logicznie wyjaśnić.
Przy Al. Zygmuntowskich obejrzeliśmy w sobotę prawdziwego lidera. Kolporter nie dał lublinianom najmniejszych szans i przejechał się po Motorze niczym walec drogowy. Goście potraktowali mecz prestiżowo, chcieli się przełamać, zmazać plamę przegranej z Siarką, zrehabilitować się za kilka słabszych występów. Tak umotywowani rozpoczęli mecz bardzo agresywnie, walcząc o piłkę już pod polem karnym lublinian. Gospodarze nie mogli sobie poradzić z pressingiem rywali, a że przy okazji nie byli w najlepszej dyspozycji, strata goli była tylko kwestią czasu. Motor mógł liczyć tylko na przypadek i w 18 min szczęście mogło się uśmiechnąć do naszych piłkarzy, jednak Marcin Popławski, który wybiegł na pozycję sam na sam z Przemysławem Mierzwą, nie opanował piłki i został zablokowany przez wracającego obrońcę - Macieja Pastuszkę. To był krótki przerywnik w grze prowadzonej pod dyktando Korony. Goście osiągnęli cel w 19 min, kiedy Piotr Bajera (po podaniu z rzutu wolnego Arkadiusza Bilskiego) dosyć łatwo pozbył się opieki naszych defensorów i po raz pierwszy pokonał Bartosza Rachowskiego.
Niestety, od początku sezonu lubelscy obrońcy mają duże problemy z ustabilizowaniem formy. Trener Grzegorz Komor próbuje różnych ustawień w ramach gry w linii, ale żadne nie zdaje egzaminu na dłużej. Kiedy wydaje się, że coś w defensywie zmienia się na lepsze, przychodzi mecz, w którym cały misterny plan ulega rozsypce. Początkowo na środku obrony występował Robert Różański, jednak po kilku wpadkach przeszedł na bok, ale i na tej pozycji nie wnosi do gry zbyt wiele. W sobotę kardynalne błędy popełnił Robert Chmura, kolejny tegoroczny nabytek Motoru, ponoszący odpowiedzialność za utratę przynajmniej jednej bramki. Jako środkowy defensor nadal słabo spisuje się Piotr Kucharski, który być może lepiej prezentowałby się w innej formacji. Rozumiemy, że taki wariant był wymuszony kontuzją Artura Ryczka, jednak czas najwyższy, aby z myślą o kolejnym sezonie, znaleźć inne rozwiązania. Obrona, to nie jedyny słaby punkt lublinian. Może więcej uwag należałoby mieć do środka pomocy, który praktycznie nie istnieje. Roszady w drugiej linii także nie przynoszą efektu i należy się spodziewać, że po sezonie dojdzie do następnych zmian kadrowych, transferów. Oby tym razem trafniejszych.
A Kolporter bezwzględnie wykorzystywał każdy słaby punkt lubelskiego zespołu. W 27 min było już 0:2. Po centrze z rogu Bilskiego i biernej postawie gospodarzy, Bajera dobiegł do opadającej piłki i nogą skierował ją do siatki. Tuż przed przerwą Bajera przeprowadził akcję lewą stroną, podał do Jakuba Zabłockiego, a ten strzałem z bliska podwyższył na 3:0.
Po zmianie stron goście mogli pokusić się o następne trafienia. Z kilku sytuacji (w 50 min Bajera uderzył w słupek) wykorzystali tylko jedną. W 75 min Marek Gołąbek zmusił do kapitulacji Rachowskiego, który wcześniej odbił strzał głową Kajdy. Bramkarz gości tylko dwa razy był w opałach, ale nie dał się zaskoczyć Pawłowi Zajączkowskiemu.
Artur Toruń
W OPINII TRENERÓW
Dariusz Wdowczyk, Kolporter Korona
- Po poprzednim meczu z Siarką, kiedy moi zawodnicy zagrali bardzo słabo, jechałem do Lublina pełen obaw. Na szczęście ta wpadka podziałała na piłkarzy mobilizująco i śmiało mogę powiedzieć, że przeciwko Motorowi zagraliśmy najlepszy mecz w rundzie. Teraz z czystym sumieniem mogę pogratulować chłopakom, chociaż wygraną okupiliśmy kontuzjami. Ale to już moje zmartwienie. Chciałbym też podkreślić, że gospodarze byli wymagającym przeciwnikiem. W ich grze widać znaczny postęp, chociaż kibice nie zawsze to dostrzegają. Trenerowi Komorowi radzę, aby się nie przejmował krytyką z trybun. To samo przeżywam w Kielcach. •
Grzegorz Komor, Motor
- Moja drużyna czuje się tak, jakby przejechał po niej walec. Korona była o klasę lepsza i z tak grającym zespołem nie mieliśmy szans. Goście zaprezentowali atuty, których tylko mogę pozazdrościć. Wcześniej pewnie pokonaliśmy Siarkę, ale nie można jej porównywać
z Kolporterem. Poza tym każdy mecz jest inny. Jeżeli chodzi o krytykę pod moim adresem, to już się do nie przyzwyczaiłem, ale sposób w jaki potraktowano Bartka Rachowskiego jest skandaliczny. Z tego chłopaka robi się kozła ofiarnego, a przecież w meczu z Koroną nie ponosi winy za stracone gole. Niestety, od początku nie był darzony sympatią kibiców i niektórych działaczy. •
BRAMKI
1:0 Witalij Tyrkało 48, 2:0 Jacek Iwanicki 58
SKŁADY
Tomasovia: Krawczyk - Bilewicz, Wachowicz, Anioł, Rochecki, Żurawski (70 Gęśla), Głuszko (78 Dunin), Korzeń, Cisek, Iwanicki (88 Pieniążek), Tyrkało.
Sandecja: Jachowicz - Szczepanik, Łukasik, Kandyfer (56 Zagórski), Gryzlak (84 Nowak), Szczepański, Damasiewicz, Ciastoń (69 Zachariasz), Krupa, Świerad
(76 Ciastoń), Policht.
Żółte kartki: Iwanicki (Tomasovia), Kandyfer, Świerad (Sandecja). Sędziował: Andrzej Mrowiec (Katowice). Widzów: 1500.
Piłkarze Tomasovii dobili szczęśliwie do kolejnej przystani pokonując Sandecję Nowy Sącz 2:0 w drodze do portu, jakim jest utrzymanie w gronie trzecioligowców. W lidze padają zaskakujące wyniki, ale tomaszowianie stosują się do starej prawdy: umiesz liczyć - licz na siebie i nie oglądając się na rywali skrzętnie gromadzą punkty. Zachowują się jak doświadczone wilki morskie, choć są ligowymi beniaminkami (używając terminologii morskiej - majtkami).
W pierwszym etapie podróży po trzy punkty gospodarze mieli pod wiatr i ciężko im było dojść do klarownych sytuacji strzeleckich, ale Sandecja też z rzadka zagrażała bramce Jacka Krawczyka. Mimo to Tomasovia miała dwie okazje, po których mogła uraczyć kibiców golem. Dwukrotnie przed szansą stanął Stanisław Anioł, ale najpierw jego strzał głową obronił Piotr Jachowicz, a tuż przed końcem połowy z metra, także głową, przestrzelił.
Druga część gry zaczęła się dla podopiecznych Tomasza Orłowskiego jak marzenie i ich łupem padły dwie bramki w ciągu dziesięciu minut. Najpierw w 48 min Witalij Tyrkało dostał dokładne podanie z prawej strony od Marcina Żurawskiego, niewiele się zastanawiając uderzył z pierwszej piłki w długi róg bramki przeciwnika i piłka zatrzepotała w siatce tuż pod poprzeczką. Dziesięć minut później akcję Ukraińca skopiował Jacek Iwanicki. Tym razem podającym był Bogdan Głuszko. Od tego momentu załoga Tomasovii nie dała rywalom wedrzeć się na swój pokład i odebrać sobie skarbu, jakim były cenne trzy \"oczka”. Co prawda przewagę optyczną mieli goście, ale tomaszowianie spokojnie kontrowali wydarzenia na boisku.
- Sandecji dobrze wiodło się na naszym terenie, zremisowała przecież w Zamościu i Lublinie. Tak jak my nie ma za wiele punktów, dlatego zwycięstwo z nią jest dla nas bardzo ważne - mówi Tomasz Orłowski, szkoleniowiec Tomasovii.
Za tydzień kolejna ważna wyprawa gospodarzy wczorajszego meczu. Klub z Zamojszczyzny udaje się do Staszowa na spotkanie z również zagrożoną degradacją Pogonią Staszów. Kibice liczą na pomyślne wiatry.Paweł Balcerek
BRAMKI
0:1 – Kloc (1), 1:1 –Kycko (14), 2:1 – Vukadinović (19), 2:2 – Wójcik (43), 2:3 – Grębowski (78)
SKŁADY
Hetman: Mańka – Walewski, Sawic, Waga – Pliżga, Vukadinović, Kocis, Kapłon, Kycko (46 Sobczyk) – Albingier (60 Głąbicki), Szepeta.
Stal: Pomianek – Papierz (88 Łuczyk), Rzucidło, Mosur – Sierżęga, Szeliga, Grębowski (81 Rusin), Kloc, Janik – Imiołek (64 Pacuła), Wójcik.
Żółta kartka: Walewski (Hetman). Sędziował: Włodzimierz Milczewski (Piotrków Trybunalski). Widzów: 1000.
Faworyzowana Stal mog-ła wyjechać z Zamościa nawet bez jednego punktu. Jednak do tego potrzebna była choćby przyzwoita skuteczność zawodników Hetmana. Ci jednak pudłowali nawet w wymarzonych sytuacjach, ułatwiając tym samym zadanie rywalom.
– Ze Stalą chcieliśmy powalczyć przynajmniej o jeden punkt, ale w tej sytuacji, kiedy z powodu chorób i kontuzji drużyna trochę się rozsypała, obawiam się o końcowy wynik – przyznał przed meczem z wiceliderem zamojski trener Dariusz Kmiecik. Tylko częściowo miał rację, bo pomimo to Hetman nie tylko mógł, ale nawet powinien stać się sprawcą niespodzianki. Po spotkaniu zamojski szkoleniowiec był przybity postawą swoich podopiecznych.
Zaczęło się fatalnie. Jeszcze zanim publiczność zdołała skupić się na boiskowych wydarzeniach, gospodarze już stracili gola. Przy biernej postawie defensorów Bogusław Sierżęga dośrodkował z prawej strony, a niepilnowany Paweł Kloc z pięciu metrów strzelił w 37 sekundzie (!) pierwszego gola. W odpowiedzi Marian Kocis kopnął z dystansu. Do wyrównania doszło w nieprawdopodobnych okolicznościach. Sasza Vukadinović dośrodkował z rzutu rożnego, ale wprost do bramkarza Rafała Pomianka. Ten jednak wypuścił piłkę z rąk i Mariusz Kycko z najbliższej odległości wepchnął ją do siatki. Hetman ruszył za ciosem i w 19 min Vukadinović popisał się pięknym uderzeniem z dystansu. Prowadzenie podwyższyć mógł Marcin Walewski, ale przymierzył tylko w boczną siatkę. Niestety, tuż przed przerwą znowu nie popisali się defensorzy. I znowu asystował Sierżęga, który podał do Karola Wójcika. Napastnik Stali stał tyłem do bramki, lecz zdołał się odwrócić i doprowadzić do wyrównania.
Druga połowa rozpoczęła się od niebezpiecznego uderzenia Sławomira Szeligi. A później dwie wyborne okazje sknocił Bartosz Szepeta, okazje, które nawet adept futbolu powinien wykorzystać, a co dopiero mówić napastnik trzecioligowy. Najpierw Szepeta przestrzelił w sytuacji sam na sam, a w 74 min z dwóch metrów nie pocelował w piłkę, choć nie było przy nim ani jego rzeszowianina. Ripostą gości był strzał Kloca z rzutu wolnego (piękna parada Marcina Mańki) oraz pudło Marcina Pacuły znajdującego się tylko przed bramkarzem Hetmana. W 78 min wreszcie przyszły wymierne „efekty”. Źle wyprowadzoną piłkę przejęli zawodnicy Stali, ta powędrowała między dwóch „obrońców” i Danielowi Grębowskiemu wystarczyło przystawić nogę. Za moment znowu mógł być remis, ale kiedy Pliżga znalazł się już oko w oko z Pomiankiem, nie potrafił opanować piłki. Na zakończenie Mańka znowu zademonstrował próbkę nieprzeciętnych umiejętności broniąc uderzenie Szeligi.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że porażka Hetmana była z gatunku tych na własne życzenie.
(ogor)
Reklama













Komentarze