Absolutna seria sensacji Euro 2004 w Portugalii trwała do końca. Grecja po raz pierwszy w historii została mistrzem Europy, po finałowym zwycięstwie 1:0 nad gospodarzami. To policzek dla piłkarskich potęg Starego Kontynentu. Po trofeum sięgnęła drużyna najwyżej przeciętna bez gwiazd i indywidualności. Tuż przed turniejem Grecy przegrali przecież... sparing z Polską!
04.07.2004 22:53
Po raz pierwszy w historii finałów mistrzowskich imprez spotkały się zespoły, które zagrały w meczu otwarcie. Skład tego decydującego meczu był zaskakujący. O ile Portugalczycy mieli swoich zwolenników, to na tak duży sukces Greków nie liczył chyba nikt. To absolutny beniaminek na światowych salonach, który wcześniej w finałach ME i MŚ (po raz ostatni 24 lata temu!) nie wygrał ani jednego meczu.
Oba zespoły przystąpili do finałowego meczu bardzo skupione. Uniknięcie błędu w obronie było naczelną zasadą taktyczną, stawka meczu była zbyt duża. Bardziej aktywni Portugalczycy szukali różnych rozwiązań na pokonanie obrony, lecz bez powodzenia. W miarę upływu czasu zespoły zaczęły prezentować to do czego przyzwyczaiły nas już na tych mistrzostwach. Gospodarze, prowadzeni przez Luisa Figo i Cristiano Ronaldo, nacierali z impetem zaś ich rywale uważnie przesuwali szyki obronne. Jak zwykle imponował lewy obrońca Yourkas Seitaridis, który był nie do przejścia dla portugalskich mistrzów dryblingu. Od czasu do czasu Grecy próbowali odgryzać się kontratakami.
Na trybunach było głośno za sprawą dwunastotysięcznej rzeszy kibiców z Grecji, którzy potrafili przekrzyczeć dwukrotnie liczniejszych Portugalczyków. Poziom decybeli osiągnął maksimum pod koniec pierwszej połowy. Jeszcze przed przerwą trener Luiz Felipe Scolari musiał dokonać wymuszonej zmiany. Boisko opuścił kontuzjowany Miguel, a w jego miejsce wszedł Paulo Ferreira.
W 57 min coraz lepiej grający Portugalczycy nieoczekiwanie stracili gola. Do wrzutki z rzutu wolnego wyskoczył nieobstawiony napastnik Werderu Brema Angelos Charisteas i greckie sektory na trybunach oszalały ze szczęścia. Grecy zdobyli trzecią bramkę z rzędu na tym turnieju w identyczny sposób...
Gospodarze rzucili się zaciekle do odrabiania strat. Na boisku pojawili się Rui Costa i Nuno Gomes, których żywiołem jest wyłącznie atak. Ofensywnych akcji nie brakowało, ale obrona Greków była jak ściana od której odbijały się wszystkie piłki. Podopieczni niemieckiego trenera Otto Rehhagela grali pewnie i nie popełniali większych błędów. W nerwowej końcówce, ubarwionej przez wtargnięcie na murawę niepokornego kibica, zabrakło precyzji i szczęścia.
Nie udało się Portugalii wygrać z Grecją w meczu inauguracyjnym, wczoraj historia się powtórzyła.
Portugalia - Grecja 0:1 (0:0)
Bramka: Charisteas 57.
Portugalia: Ricardo - Miguel (43 Ferreira), Carvalho, Andrade, Nuno Valente - Costinha (60 Rui Costa), Maniche, Deco, Figo, Ronaldo - Pauleta (74 Nuno Gomes).
Grecja: Nikopolidis - Seitaridis, Kapsis, Dellas, Fyssas - Giannakopoulos (76 Venetidis), Zagorakis, Basinas, Katsouranis - Vryzas (81 Papadopoulos), Charisteas.
Żółte kartki: Costinha, Valente (Portugalia), Basinas, Seitaridis, Fyssas, Papadopoulos (Grecja).
Sędziował Markus Merk z Niemiec.
(jar)
Komentarze