Reklama
Podpis na liście obecności w Urzędzie Marszałkowskim to nie nowość dla urzędników. Ale teraz podpisywać się muszą także członkowie Zarządu Województwa. W czwartek marszałek Henryk Makarewicz zainaugurował nowy obowiązek, składając na takiej liście swój podpis. I był to jedyny podpis tego dnia. O godzinie 15.30, kiedy kończył się dzień pracy, nikt inny swojej sygnatury na liście nie złożył.
– To pomysł wymierzony we mnie – twierdzi Agnieszka Kowal, członek zarządu, ostatnio na cenzurowanym. – Marszałek chce mi udowodnić, że nie przychodzę do pracy. Ale ja tutaj jestem najczęściej. To marszałka nigdy nie ma. I żadnej listy nie będę podpisywała. Podpisuję się na posiedzeniach zarządu i sesjach sejmiku.
Marszałek twierdzi, że musi zdyscyplinować członków zarządu. I nie ukrywa, że ma na myśli Agnieszkę Kowal. – Nie chodzi mi o to, żeby siedzieć cały czas w urzędzie. Ale pani Kowal czasami wcale nie pracowała – mówi Henryk Makarewicz. – Nie będę bezczynnie patrzył na głupoty pani Agnieszki.
Marszałek zapowiada, że będzie karał za nieobecności. – Mogę pozbawić wynagrodzenia za nieprzepracowany czas. Ja podpisywałem z każdym umowę, więc ja jestem pracodawcą. I pewnych rzeczy wymagam.
Reklama













Komentarze