Jeśli Górnik nie przywiezie punktów z Wronek, jego piłkarzom wkrótce mogą zacząć śnić się koszmary. Na razie łęcznianie poza swoim stadionem przegrywają w ekstraklasie mecz za meczem, bez względu na klasę rywala. Czas przerwać czarną serię pięciu kolejnych wyjazdowych porażek.
Na finiszu runda jesienna wreszcie nabrała właściwego tempa – do rozegrania pozostały trzy kolejki. Kto zawali końcówkę, wiosną może już się nie wygrzebać z tarapatów, choć bezpośrednio spada tylko jeden zespół, a drugi będzie bronił się w barażu. Zdecydowanego outsidera na razie nie ma, o czym przekonuje choćby ostatnia wygrana biednego jak mysz kościelna GKS Katowice nad Cracovią. Zresztą podobnych „cudów” będzie wkrótce więcej.
Górnik Łęczna rozczarowuje. Pokonanie Lecha Poznań w ostatniej serii nie może wpłynąć na zmianę tej opinii. To było pierwsze spotkanie z drużyną z Wielkopolski, a w kolejce czekają już Amica i za tydzień Groclin. Do Wronek wcale nie trzeba jechać jak na skazanie, choć w tym miasteczku akurat mieści się chyba najbardziej znane więzienie w Polsce. Z Amiką można wygrać na jej terenie, o czym przekonał się Groclin, zwyciężając w derbach Wielkopolski 3:1. Można też zremisować, tak jak Legia i Górnik Zabrze.
To, co jest niezłe na ligę polską, w żadnym razie nie wystarcza na europejskie puchary. Przekonuje się o tym Amica, która najpierw została rozgromiona przez Glasgow Rangers, a w czwartek poniosła drugą porażkę z Grazer AK (1:3) i o awansie z grupy do dalszej fazy Pucharu UEFA może już raczej zapomnieć. Wszystkie bramki dla Austriaków strzelił Roland Kollmann (32, 61 – karny, 71). To była odpowiedź na prowadzenie wronczan uzyskane w 27 min przez Jacka Dembińskiego. Amica zagrała w składzie: Malarz – Skrzypek, Dziewicki (68 F. Burkhardt), Bieniuk, Dudka, Kikut, Bartczak, M. Burkhardt (46 D. Kucharski), Grzybowski (62 Gregorek), Dembiński, Kryszałowicz.
Amica będzie podmęczona meczem pucharowym i trzeba to wykorzystać. Tak jak trzeba wykorzystywać sytuacje podbramkowe. Musi wreszcie zacząć to robić Sebastian Szałachowski. Bogusław Kaczmarek dotąd konsekwentnie stawiał na młodego napastnika, czy tej konsekwencji nie zabraknie mu również we Wronkach? Sławomir Nazaruk cierpliwie czeka na swoją szansę w ataku. Jutro „Bobo” nie będzie mógł skorzystać z usług kontuzjowanego Ireneusza Kościelniaka oraz pauzującego za kartki Piotra Bronowickiego. Do gry wraca natomiast Bartosz Jurkowski.
Reklama













Komentarze