Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama NOWY LEXUS RZ: Rewolucja totalna! | DNI OTWARTE 4-9 MAJA

Znowu porażka, znowu po rzucie karnym

Górnik Łęczna może już mówić o prawdziwym kompleksie. W tym roku aż czterokrotnie zmierzył się z Polonią i ani razu nie wygrał. Poniósł trzy porażki,a ostatnią w Pucharze Polski. Przed tygodniem podopieczni Bogusława Kaczmarka przegrali w lidze w Lubinie, tracąc gola w końcówce z rzutu karnego, a teraz spotkało ich to samo z „Czarnymi Koszulami”. W grupie 8 spadli na trzecie miejsce.
Górnik przystąpił do meczu bez Janusza Wolańskiego, Bartosza Jurkowskiego i Piotra Bronowickiego. W pierwszym składzie po dłuższej przerwie pojawili się Artur Kościuk i Grzegorz Wędzyński. A po kwadransie na boisko wybiegł Paweł Bugała, który zmienił kontuzjowanego Cezarego Kucharskiego. Dodajmy na trudnym boisku, bo mecz toczył się w fatalnych warunkach, podczas podającego, marznącego deszczu. Goście pojechali do stolicy po jeden punkt, który praktycznie przesądzałby o awansie do fazy pucharowej. Górnik mądrze realizował swój plan, nie dopuszczając polonistów pod własną bramkę. Bardzo dobrą partię rozgrywał Grzegorz Bronowicki. W 40 min łęcznianie przeprowadzili najładniejszą akcję meczu, ale strzał głową Remigiusza Jezierskiego okazał się nieskuteczny. Polonia zaczęła grać lepiej od chwili, kiedy na boisku pojawił się Jacek Kosmalski. Zawodził za to Konrad Gołoś. W 68 min znowu było groźnie pod bramką „Czarnych Koszul”. Z rzutu wolnego kopnął Grzegorz Wędzyński, ale próbującego dobić piłkę Jezierskiego powstrzymał Piotr Stokowiec. Wiele przemawiało za remisem. W 85 min w polu karnym padł Łukasz Jarosiewicz, ale sędzia uznał, że symuluje i pokazał mu żółtą kartkę. Jednak trzy minuty potem Marek Mikołajewski wskazał już na punkt 11 metrów. Zaczęło się od indywidualnej akcji Sławomira Nazaruka, który mógł podawać do lepiej ustawionego Jezierskiego. Zamiast tego strzelił i Paweł Kieszek wyprowadził akcję. W obrębie „szesnastki” Jarosiewicz starł się z Arturem Kościukiem i sam poszkodowany z rzutu karnego zdobył zwycięskiego gola. – Nie miałem kontaktu z rywalem – tłumaczył potem Kościuk. A Kucharski dodał: – Sędzia miał do wyboru, albo pokazać żółtą kartkę, albo podyktować rzut karny

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama