Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Drugie miejsca Adama

Jedenaście konkursów Pucharu Świata i dziesięć zwycięstw. I tylko jedno drugie miejsce, w Harrachowie, za Adamem Małyszem. Ten sezon należy do Janne Ahonena.
Fin deklasuje pozostałych skoczków, eliminując z kamienną twarzą z poszczególnych imprez emocje. Innym zawodnikom pozostawia jedynie rywalizację o drugie miejsca. Tak było wczoraj na Bergisel w Innsbrucku. Z tej walki zwycięsko wyszedł Małysz, który również awansował na drugie miejsce w klasyfikacji generalnej Turnieju Czterech Skoczni. Tylko kataklizm mógłby pozbawić Janne Ahonena końcowego sukcesu w TCS. Fiński skoczek wygrał w Innsbrucku już trzeci konkurs, a wcześniej zwyciężył także w zawodach w Oberstdorfie oraz Garmisch-Partenkirchen. Nad drugim Adamem Małyszem zgromadził już prawie pięćdziesiąt punktów przewagi. Aby stracić prowadzenie lider musiałby chyba nie awansować do drugiej serii ostatniego konkursu w Bischofshofen. Ale kto by rozważał na poważnie taką ewentualność... Bardzo prawdopodobne jest natomiast zgoła przeciwne rozwiązanie. 27-letni skoczek ma wielką szansę na powtórzenie wyczynu Niemca Svena Hannawalda, który jako jedyny w historii wygrał wszystkie cztery konkursy Turnieju Czterech Skoczni. Jeszcze większa przepaść dzieli Fina w klasyfikacji Pucharu Świata. Po jedenastu zawodach jego różnica na drugim Jakubem Jandą wynosi ponad pięćset „oczek”, czyli niemal połowę. Małysz w tej chwili jest szósty. Na Bergisel w Innsbrucku Ahonen prowadził po pierwszej próbie, w której wylądował na odległość 128,5 m, za co otrzymał notę 132,3 pkt (ten skok okazał się najdłuższym w konkursie). Drugi był Norweg Sigurd Pettersen – 126,0 m i 126,3 pkt, a Adam Małysz trzeci 123,5 i 122,3 pkt, wygrywając rywalizację w parze z Austriakiem Andreasem Goldbergerem (108,5 m i 90,8 pkt). Do drugiej serii awansował także Robert Mateja, który skoczył tylko 103,5 m i otrzymał notę 81,3 pkt. Zakopiańczyk pokonał w parze Amerykanina Alana Jacoba Alborna (101,5 m, 77,7 pkt). To dało Matei trzydziestą pozycję, a z awansu mógł się cieszyć wyłącznie dzięki systemowi KO. Rywalizację w serii finałowej często przerywał zmienny wiatr. Jednak nie przeszkodził on w niczym Ahonenowi, który utrzymał bezpieczną przewagę lądując na 120,0 m; tak samo jak Małysz. Taka odległość pozwoliła reprezentantowi Polski na awans o jedno miejsce. Również dlatego, że swój skok kompletnie zepsuł Norweg Pettersen. Na trzecią pozycję przesunął się Czech Janda. Po locie aż na 127,5 m Austriak Thomas Morgenstern długo utrzymywał się na prowadzeniu i ostatecznie wskoczył na czwartą lokatę. Mateja zakończył zawody na 28. miejscu. – Teraz już nic nie odbierze Janne zwycięstwa w Turnieju Czterech Skoczni. W czwartek w Bischofshofen musiałby spaść z buli, a i to nie gwarantowałoby tego, żeby ktoś wyprzedził go w klasyfikacji tych zawodów – przyznał Małysz, który nie krył zadowolenia z zajmowanych drugich pozycji w Innsbrucku i TCS.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama