Szlagierem weekendowej kolejki spotkań rozgrywek ekstraklasy piłkarek ręcznych będzie bez wątpienia dzisiejszy mecz Naty AZS AWFiS Gdańsk z SPR Lublin. Podopieczne Edwarda Jankowskiego stawią czoła aktualnym mistrzyniom Polski, które w tabeli plasują się tuż za lubliniankami mając o cztery „oczka” mniej.
Nic więc dziwnego, że SPR do Gdańska udał się w bojowych nastrojach zdając sobie sprawę z tego, że stoi przed olbrzymią szansą odskoczenia rywalkom, a przy okazji zniwelowania straty do prowadzącego EB Start Elbląg. Z pewnością oba zespoły są „w gazie” o czym świadczą ligowe wyniki. Gospodynie ponadto z powodzeniem rywalizują w tegorocznej edycji Pucharu EHF, gdzie dwukrotnie odprawiły z kwitkiem Lokomotivię Zagrzeb.
– Na pewno nie będzie łatwo. Wszyscy wiemy, że Nata nie zwykła przegrywać na swoim parkiecie. Będziemy musieli zagrać wysoko w obronie, a przy okazji uważać na groźne kontry – powiedział Edward Jankowski, szkoleniowiec lubelskiej ekipy. Poza taktyką istotna będzie również psychika, na którą szczególną uwagę zwraca rozgrywająca SPR Dorota Malczewska. – Jesteśmy bardzo skoncentrowane i jedziemy wyłącznie po wygraną. Spodziewamy się trudnego meczu. Myślę, że oba zespoły będą odpowiadały bramką za bramkę i jeśli uda nam się wytrzymać to obciążenie psychicznie, to do Lublina powinnyśmy wracać z tarczą – powiedziała zawodniczka. Smaczku temu spotkaniu dodaje fakt, że w zespole rywalek zaprezentują się zawodniczki, które swego czasu grały w Kozim Grodzie. Mowa o Agnieszce Wolskiej, Hannie Strzałkowskiej i Agnieszce Truszyńskiej.
Do Gdańska SPR wyjechał wczoraj rano. Podobnie jak w poprzedniej kolejce drużyna odbyła wieczorny trening.
Wczoraj okazało się, że ekstraklasa żeńska została uszczuplona. Z rozgrywek wycofała się bowiem Gościbia Sułkowice. Zespół, który w lidze zajmował 12 pozycję, został wycofany z powodu ogromnych problemów finansowych. O ewentualnych konsekwencjach tej decyzji (anulowanie wyników itd.) zadecyduje Związek Piłki Ręcznej w Polsce.
Reklama













Komentarze