Poszukiwacze zaginionej skody
Do tej pory nie odnaleziono samochodu, który miało przyjąć trzech zamojskich policjantów w zamian za ułatwienie ucieczki groźnemu przestępcy.
- 24.02.2005 22:00
Chodzi o wartą 30 tys. zł skodę octavię typu sedan. Według prokuratury, auto mieli przyjąć w 2000 roku funkcjonariusze, którzy pozwolili uciec z konwoju złodziejowi samochodów, Robertowi Sz. Ta jedna z najgłośniejszych w kraju spraw o łapownictwo w policji toczy się przed Sądem Okręgowym w Zamościu, ale na razie nic nie wskazuje na to, że szybko zakończy się wyrokiem. Rzecz w tym, że ani oskarżyciel, ani sąd nie widzieli do tej pory auto-łapówki.
Samochód, który mieli otrzymać policjanci, pojawił się w zeznaniach Roberta Sz. i wątpliwych świadków, którzy teraz złożyli oświadczenia, że zeznawali nieprawdę. Olśnienia doznał m.in. mieszkaniec Wólki Nieliskiej. Napisał, że teraz jest pewien, że to nie była skoda, ale srebrny nissan. Świadkowie plątali się również w zeznaniach dotyczących rysopisu oskarżonych policjantów. - Ci ze złodziejskich kręgów, którzy twierdzili, że mnie znają, podali nieprawdziwy rysopis. Robert Sz. zeznał, że jestem blondynem, a jego brat Ireneusz Sz., że jestem łysy - powiedział nam Zbigniew Ch., jeden z policjantów oskarżonych o przyjęcie korzyści majątkowej, szatyn.
Takich sprzeczności i niezgodności szczegółów jest w tej sprawie sporo. Oświadczenia świadków oraz dokumenty wykazujące sprzeczności policjanci przesłali do Ministerstwa Sprawiedliwości. Tymczasem zamojski sąd powołuje na świadka kolejnego złodzieja. Czy to pomoże w wyjaśnieniu prawdy, czy jeszcze bardziej zagmatwa sprawę?
We wrześniu 2003 r. prokurator przedstawił trzem stróżom porządku zarzut przyjęcia korzyści majątkowej. Po roku aresztowania, policjantów wypuszczono za kaucją w wysokości 20 tys. zł od każdego.
Reklama
Komentarze