Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Dziki przewoźnik

Przez kilka miesięcy z Tyszowiec do Tomaszowa Lubelskiego kursował autobus widmo. Pojazd mógł zabrać ponad 50 pasażerów. Jego właściciel woził ludzi bez licencji, rozkładu jazdy i kasy fiskalnej.
Dziki przewoźnik działałby pewnie do dziś, gdyby nie wszedł w paradę hrubieszowskiemu Przedsiębiorstwu Państwowej Komunikacji Samochodowej, które ma kursy na tej samej trasie. We wrześniu ub.r. ukrócono proceder. - Wsiedliśmy jako pasażerowie w Tyszowcach, zapłaciliśmy za kurs. Wysiedliśmy po drodze razem z pasażerami, których poprosiliśmy o złożenie zeznań. W międzyczasie zadzwoniliśmy na policję - opowiada właściciel firmy świadczącej usługi rewizorskie dla PPKS w Hrubieszowie. Policja wraz z pracownikami tomaszowskiego Urzędu Skarbowego przeprowadziła kontrolę na dworcu w Tomaszowie Lub. Niebawem zakończy się postępowanie w sprawie nieuczciwego przewoźnika. - Zbieramy jeszcze zeznania od pasażerów. Co dalej, zależy od wysokości zatajonych dochodów. Jeżeli kwota okaże się wysoka, skierujemy sprawę do sądu. Jeżeli nie, nałożymy karę finansową - mówi Zbigniew Czubek, naczelnik Urzędu Skarbowego w Tomaszowie Lub. To do tej pory najbardziej jaskrawy przypadek łamania przepisów przez prywatnych przewoźników na Lubelszczyźnie. Jednak wykroczenia w prywatnych przewozach samochodowych są na porządku dziennym. Uchybienia wykazuje co trzecia kontrola przeprowadzona przez Wojewódzką Inspekcję Transportu Drogowego. Najbardziej powszechne są odstępstwa od rozkładu jazdy i zmiany trasy przejazdów, ale nie tylko. - Notorycznie przekraczają czas pracy, jeżdżą zbyt szybko. Nie spełniają też wymagań technicznych. Nie dawno np. dzwonił do nas pan, którego córka jechała w zupełnie nieogrzewanym autobusie - mówi Zbigniew Kubik, naczelnik Wydziału Inspekcyjnego WITD w Lublinie. Kara za odstępstwo od rozkładu jazdy wynosi 500 zł, za zmianę trasy 3 tys. zł, a za brak licencji 8 tys. zł. Jednak WITD może sobie pozwolić na wykonanie najwyżej kilkunastu kontroli miesięcznie. Nie dziwią więc narzekania państwowych przewoźników na nieuczciwą konkurencję. - Musimy płacić za utylizację odpadów, odnowienie licencji przy każdej zmianie rozkładu, obsługę techniczną. Nie wiem czy prywatni przewoźnicy ponoszą te koszty. Jak tylko zjawia się u nas kontrola, prywaciarze od razu odjeżdżają ze swojego przystanku i nikt ich nie jest w stanie sprawdzić - mówi Zbigniew Jurczak, wicedyrektor PPKS w Zamościu.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama