Reklama
Prosimy o ciszę, bo jak nie...
Mieszkańcy bloku przy Wierzbowej 1 żądają likwidacji przystanku autobusowego. Grożą pozwaniem gminy do sądu, domagając się odszkodowania za uciążliwe sąsiedztwo.
- 23.10.2005 19:08
Przystanek przy ulicy Wierzbowej służy mieszkańcom osiedla Bobrowniki oraz tym pasażerom, którzy mieszkają na osiedlu Niepodległości. W sumie korzysta z niego kilka tysięcy osób zmierzających do Lublina i Bogdanki. Niedługo zakończy się tu modernizacja zatoczki autobusowej i ulicy dojazdowej.
Tymczasem do Urzędu Miasta wpłynęła petycja, podpisana przez większość lokatorów domu przy Wierzbowej 1, którzy żądają likwidacji przystanku. Dlaczego? Z powodu hałasujących od rana
do nocy autobusów.
– Do domu nie przychodzi się odpocząć, tylko męczyć – mówi Mariusz Nowak z komitetu blokowego, pokazując pół setki podpisów. On sam mieszka na parterze, a okna jego mieszkania wychodzą wprost na plac manewrowy. – Nie da się otworzyć okna. Jest taki hałas i tyle spalin, co na dworcu głównym w Lublinie. Tyle że tu jest środek osiedla.
– Okropnie jest i latem, i zimą – dodaje sąsiadka z pierwszego piętra. – W Łęcznej jest tak dużo przestrzeni, niech władze miasta pomyślą, gdzie go przenieść.
– Nie ma innej lokalizacji – złudzenia protestujących rozwiewa Dariusz Kowalski, zastępca burmistrza Łęcznej. – Możemy pozostawić w Łęcznej jedynie dworzec w centrum miasta, ale nie wiem, co na to powiedzą mieszkańcy np. z ul. Leśnej. By wsiąść do autobusu, będą musieli pokonać kilka kilometrów.
Leszek Filipiuk z ulicy Obrońców Pokoju, który korzysta z przystanku przy Wierzbowej, rozumie zdenerwowanie protestujących. Ale ani jemu, ani jego dzieciom nie uśmiecha się chodzenie na dworzec. – Tutaj wystarczy przestrzegać przepisów. Kierowcy powinni zabierać pasażerów i odjeżdżać. A sam widziałem jak trzy busy stały kilkanaście minut z pracującymi silnikami – mówi Filipiuk.
Władze Łęcznej tłumaczą, że przystanek przy ul. Wierzbowej zlokalizowano na początku lat 90, zaś blok, w którym mieszkają protestujący, zbudowano wiele lat później. I jeżeli ktoś chce odszkodowania, to może pozywać najwyżej spółdzielnię.
W Spółdzielni Mieszkaniowej „Batory” usłyszeliśmy, że nikt oficjalnej skargi nie składał i dopilnowanie, aby autobusy nie grzały silników pod oknami, należy do gestii miasta. – Chyba łatwiej przestawić przystanek niż blok – ironizuje kierownik techniczny „Batorego”. Magistrat widzi rozwiązanie problemu w przedłużeniu ślepej obecnie ulicy Wierzbowej do ul. Lisa Błońskiego. Proponuje, żeby tam był postój busów. Ale może być za kilka lat.
Reklama













Komentarze