Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Za to, że wytrzymałaś ze mną 50 lat...

Nie zawsze było tak pięknie, jak wczoraj: uroczysta msza, błogosławieństwo, kwiaty, medale za wieloletnie pożycie. Nie zawsze było święto. Wytrzymali jednak ze sobą 50 lat. Dziś martwią się o to, by dalsze życie jak najdłużej spędzić razem. By nie odeszła przedwcześnie ta druga połowa...
Kiedy Tadeusz Bednaruk brał ślub z panną Wiesią, miał zaledwie 20 lat. Ona nie miała jeszcze 19 lat. Wcale nie uważali, że są zbyt młodzi. To był 1954 rok. 20-letnia, samotna dziewczyna uchodziła wtedy... za starą pannę. - Dziś wydaje się, że to było zaledwie wczoraj - Bednarukowie siedzą w ciepłym domu z wnuczkami i wspominają tamte lata. - 17 km jeździłem do niej na randki. Rowerem. Albo chodziłem pieszo z Kalinowic do Starego Zamościa. Komu by się tak dzisiaj chciało? - zastanawia się pan Tadeusz. - No, tak długo to nie chodził. Z pół roku przychodził, zanim się pobraliśmy. Trochę mnie oszukał - wyjaśnia pani Wiesia. Bo narzeczony obiecywał jej, że nie wezmą go do wojska. Nie - gdyż ojciec nie żyje a on, jedynak, utrzymuje rodzinę. Ale wzięli. Na 27 miesięcy. Do Kompanii Reprezentacyjnej Wojska Polskiego. - Półtora miesiąca po ślubie zostałam ni to panna, ni to wdowa - wspomina Bednarukowa. Czekała, bo cóż było robić. - Te pierwsze lata małżeństwa są najgorsze: niedotarte, niedograne. Potem pochłania nas praca i dzieci, dorabianie się. W końcu przychodzi ten okres, kiedy jest się najbardziej przywiązanym do współmałżonka - Bednarukowie wiedzą, co mówią. Wychowali dwoje dzieci. Syn mieszkał w Zamościu, chciał się tam budować. Córka wyjechała po studiach do Warszawy, a potem do Ameryki. Bardzo to przeżyli. Sami zostali w Kalinowicach. Pewnego dnia żona zachorowała. Wezwał karetkę. Pogotowie zabrało ją do szpitala \"miejskiego” w Zamościu. Pojechał tam za nią a potem wrócił sam do domu. - Do pustego domu wróciłem. Pustego... - mówi ze łzami. Zrobiło mu się tak przykro, tak źle, że sam się rozchorował. - Zadzwoniłem po syna. Przyjechał, a ja miękki. Syn wezwał karetkę. Żona w jednym szpitalu, ja w drugim - żeby ona nie wiedziała, nie martwiła się... Po tym zdarzeniu syn sprzedał plac i postawił dom obok naszego, żeby być blisko - opowiada Bednaruk. - Wreszcie wnuków mamy na miejscu. Syn ma pięcioro dzieci - cieszy się i chwali zarazem pani Wiesia, parząc herbatę. Mąż siada w kuchni, gotów w każdej chwili do pomocy. Wspomina aktora Marka Perepeczkę. - Gdyby żona z nim była, wezwałaby pomoc, kiedy zasłabł. On by z tego wyszedł, nie umarłby - twierdzi. Boi się samotności. Uważa, że dzieci są dobre, wnuki też, ale... - Ale nikt się mną nie zaopiekuje tak, jak żona - stawia kropkę nad \"i”. - Jej też nikt nie umie tak pomóc, jak ja. Kiedy mówię: mama się źle czuje, to syn to rozumie. A ja to czuję całym sobą... •W niedzielę w kościele w Płoskiem odbyła się bardzo miła uroczystość - 50-lecia pożycia małżeńskiego 18 par z gminy Zamość. Ksiądz powiedział: Ogień ludzkiego uczucia jest silniejszy, niż nam się wydaje. Ten ogień może długo ogrzewać serca, albo wszystko spalić. Ich serca ogrzewa. Jesteście przykładem dla młodego pokolenia - mówił kapłan. Bednaruk przymknął oczy. 50 lat mignęło pod powiekami. Zażartował do żony: - Za to, że ze mną wytrzymałaś tyle lat, prezydent dał ci medal!Kazimiera i Kazimierz Bębenek z Mokrego Stanisława i Mieczysław Gębala z Zawady Izabela i Czesław Gil z Chyżej Teresa i Kazimierz Gomułka z Wysokiego Marianna i Czesław Harasim z Wysokiego Halina i Franciszek Herc z Płoskiego Krystyna i Marian Kasprzak z Płoskiego Genowefa i Stanisław Kwiatkowska z Płoskiego Helena i Kazimierz Marmaj z Lipska Polesia Teresa i Leonard Ostasz z Płoskiego Daniela i Feliks Paszko z Lipska Lidia i Irydion Pikuzińscy z Płoskiego Stanisława i Krzysztof Rzemieniuk z Siedlisk Czesława i Edward Sioszyńscy z Wólki Panieńskiej Lucyna i Aleksander Sudak z Bortatycz Zofia i Wacław Wicińscy z Sitańca Genowefa i Bogusław Zochniak z Płoskiego.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama