Józef Stec skonstruował energooszczędny zasilacz
do świetlówek oraz urządzenie zabezpieczające akumulatory przed zwarciem. Pomysłów ma w głowie bez liku, ale stracił już nadzieję na ich opatentowanie. Wszystko przez opieszałość stołecznych urzędników.
Bogdan Nowak
06.12.2005 20:09
– Zasilacz do świetlówek zgłosiłem do Urzędu Patentowego w Warszawie w 2000 roku – żali się wynalazca. – To ciekawa i dosyć prosta konstrukcja. Pozwala na oszczędność nawet
do 60 proc energii!
Prace nad zasilaczem (czyli tzw. układem do zasilania lamp wyładowczych) Stec rozpoczął w 1997 r. Umieszcza się go wewnątrz obudowy jarzeniówek, a nie jak do tej pory na obudowie.
To m.in. pozwala na oszczędność energii. Według Steca urządzenie można wykorzystać w każdym domu, ale także w oświetleniu ulicznym. Chce wynalazek opatentować, ale idzie to jak po grudzie.
W przygotowaniu dokumentacji pomogli mu fachowcy z Wojewódzkiego Klubu Techniki w Lublinie. W Urzędzie Patentowym powiedzieli, że opatentowanie urządzenia to nie taka prosta sprawa. I może to nastąpi na początku 2005 r. – Czekałem na sygnał. I nic. Straciłem nadzieję i zapał do wynalazczości – żali się Stec.
– Nie należy się zniechęcać – pociesza Jolanta Stagun, pracownik biura informacyjnego Urzędu Patentowego w Warszawie. – Jesteśmy zasypywani wynalazkami nie tylko z Polski, ale też z innych krajów Unii Europejskiej. Dlatego procedury trwają tak długo. 9 listopada projekt wynalazku pana Steca został oddany do ostatecznej ekspertyzy. Kiedy zostanie rozpatrzony? Jeszcze nie wiadomo. Trzeba być dobrej myśli.
Komentarze