Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Nie będzie ogon machał psem

• Jak ocenia pan to, co dzieje się w Motorze? - Pojechałem do Świdnika, aby jeszcze raz uważnie przyjrzeć się poczynaniom Motoru i rozstrzygnąć własne wahania, jak mam postąpić. Mam dość atmosfery, sposobu i poziomu gry. Tego wszystkiego, co obserwuję w pierwszym składzie. Odruch smutku i frustracji narasta we mnie od dłuższego czasu i doszedł już do takiego stanu, że należy coś zrobić. Noszę się z zamiarem rezygnacji i odejścia z klubu. Decyzji jednak jeszcze nie podjąłem. Trzyletni nakład pracy i warunki, które zostały przez ten czas stworzone, z jednej strony nie skłaniają do czynienia raptownych kroków i gestów, z drugiej - stworzyliśmy doskonałe warunki. Dużo lepsze niż w innych klubach grających w trzeciej lidze. Kiedy nasze wysiłki są marnotrawione przez piłkarzy, to w końcu musi przyjść zniechęcenie. Kilkakrotnie rozmawialiśmy z zawodnikami, którzy zapewniali nas o poprawie. Za każdym razem brakowało oczekiwanych efektów. Zamiast tego, były kolejne zapewnienia albo żale pod adresem sędziów. Zażądałem od prezesa Waldemara Paszkiewicza zebrania w trybie nadzwyczajnym zarządu. W obecności kadry szkoleniowej bardzo ostro powiedziałem: albo nastąpią diametralne zmiany, albo odchodzę. Proszę natychmiast podziękować zawodnikom, którzy nie dają szansy na jakąkolwiek poprawę swojej gry. W ich miejsce proszę o włączenie do zespołu młodszych wiekiem zawodników, którym będzie chciało się grać. W piątek wracam z posiedzenia Sejmu. Jeśli do tego czasu prośby moje oraz ludzi łożących na utrzymanie Motoru, nie zostaną spełnione, pożegnamy się definitywnie. • Wraz z panem, klub straci najważniejszych sponsorów... - Zdaję sobie sprawę, że wraz ze mną może odejść wielu darczyńców, którzy dzięki temu, że ich prosiłem, namawiałem, wręcz żebrałem, jeszcze są i pomagają klubowi. Ich brak oznacza powolną degrengoladę Motoru i brak środków na utrzymanie trzecioligowego zespołu. Oznacza także uderzenie w grupy młodzieżowe i to mnie jeszcze powstrzymuje przed radykalnym postępowaniem. Pierwszy zespół to w części nieudacznicy i niewdzięcznicy, więc pal ich sześć, szkoda mi tylko tych najmłodszych. Dla nich warto pracować. • Co na to piłkarze? - Przed meczem rewanżowym z Avią poprosiłem kapitana Marcina Syrokę, żeby w szatni powiedział kolegom, że to spotkanie ma inny wymiar. Wszystkie nasze kłopoty zaczęły się jesienią od feralnego meczu ze świdniczanami. Więc to spotkanie, pomijając aspekt derbowy, potraktuję jako sprawdzian ich postawy i honoru. Syroka poinformował mnie po meczu, że postanowił nie przekazywać niczego z moich słów. Nie jest to pierwszy przykład na to, że to co mówię do tych młodych ludzi wpada im jednym uchem, a drugim wypada. Skoro tak, to ja już więcej z nimi rozmawiać nie zamierzam. • Podobno niektórzy zawodnicy nie przestrzegają sportowego trybu życia. Nie każdy w klubie ciągnie \"wózek” w jedną stronę... - Różne rzeczy do mnie docierają. Nawet takie, że część dawnych działaczy i trenerów próbuje tworzyć sytuację na zasadzie: im gorzej, tym lepiej. Nie chcę w to wierzyć. Szkodzenie własnemu klubowi byłoby niemądre. Jeśli prawdą jest, to co mówią niektórzy kibice, że część piłkarzy gra przeciwko obecnej kadrze trenerskiej, to powiedziałem zarządowi: nie ze mną takie numery. Nie będzie ogon machał psem. Nawet gdyby wszyscy zawodnicy, co do jednego, mieli odejść, to trenerzy zostaną. Krawczyk był zły, Dębiński był zły, Kuźma jest zły. Dosyć. Trener nie wybiegnie za piłkarzy na boisko i nie wygra meczu. Może im pomóc i pokierować grą. Kiedy słyszę, że piłkarze źle wypowiadają się o trenerach, to jest to sytuacja nie do przyjęcia. Jesienią trener Roman Dębiński faktycznie zaobserwował \"występy” części zawodników w jednej z lubelskich dyskotek. Posypały się kary finansowe, z których po przyrzeczeniu poprawy zrezygnowano. Plotki i informacje ze strony kibiców i osób bliskich klubowi ciągle są. O dziwo, dotyczą stale tej samej grupy zawodników. Bądźmy poważni. Jesteśmy dorosłymi ludźmi i nikt nikogo nie będzie łapał za rękę. Bez niezbitych dowodów nikomu nie zarzucę braku ambicji i niesportowego trybu życia. Jeśli nie ma oczekiwanych wyników, a inne zespoły, dysponujące mniejszym potencjałem, mają lepsze osiągnięcia, to należy się nad tym głęboko zastanowić. Zakładając, że rozrywkowy tryb spędzania wolnego czasu to plotka, to paradoksalnie... jest jeszcze gorzej. Oznacza, że mamy kilku słabszych wykonawców, a skoro tak, to trzeba się z nim pożegnać i podziękować za grę. • W innych miastach kluby mogą liczyć na pomoc władz samorządowych. Lublin wciąż jest wyjątkiem. - Od trzech lat próbuję się porozumieć z miastem. Oprócz pięknych słów zapewnień i deklaracji tak naprawdę nic się nie dzieje. Na Kresowej chcieliśmy stworzyć warunki dla rozwoju grup młodzieżowych. Tymczasem, żeby pograć w piłkę, dzieciaki muszą jeździć do Pszczelej Woli lub Tomaszowic. Wielokrotnie prosiliśmy o przeniesienie bazaru w inne miejsce. Bezskutecznie. Wracając ze Świdnika patrzyłem jak wygląda ten obiekt po giełdzie. Chlew - to najłagodniejsze słowo, jakie przychodzi mi do głowy. Oczywiście nie można wszystkiego co złe, składać na barki prezydenta Pruszkowskiego. Jego dzień pracy też ma kilkanaście godzin i wszystkiego za swoich urzędników nie zrobi. Nie mam powodu podejrzewać prezydenta o złą wolę. Nie personalizuję zaniedbania sportu w jego osobie. Jest natomiast cała armia urzędników, którzy przez wiele lat, oprócz uśmiechów, deklaracji, kolejnych zebrań i opinii nic nie zrobili. To denerwuje najbardziej. Rozmawiałem z prezydentem i mam wrażenie, że przykład Kielc przemawia do Ratusza. Niedawno otrzymaliśmy deklarację dużego zaangażowania w lubelski sport, w obiekty na Kresowej i Al. Zygmuntowskich. Trzeba poczekać parę tygodni i zobaczyć, co z tego wyniknie. Czy będą to tylko kolejne zapewnienia, czy coś się wreszcie zacznie dziać. Wywiad z posłem Grzegorzem Kurczukiem, uczestniczącym w obradach Sejmu, autoryzowaliśmy telefonicznie. Do rozmowy powrócimy prawdopodobnie w piątek, po spotkaniu Motoru z Tłokami Gorzyce

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama