Reklama
• Motor Lublin – Kmita Zabierzów 3:1 (Stachyra 3 i 38, Popławski 59 – Bagnicki 64)
• Kolejarz Stróże – Avia Świdnik 1:1 (Bergier 45 – Mazurek 90)
• Sandecja Nowy Sącz – Hetman Zamość 2:0 (Florian 6, A. Ciastoń 22)
• Stal Stalowa Wola – Stal Sanok 0:1 (Kosiba 64)
• Wierna Małogoszcz – Pogoń Leżajsk 3:0 (Piwowarczyk 21, H. Drej 50, Grzyb 61 z karnego)
• Górnik Wieliczka – Tłoki Gorzyce 4:0 (Suchan 43, Kozieł 68 i 72, Musiał 88)
• Wisła II Kraków – Hutnik Kraków 0:1 (Lipecki 60)
• Stal Rzeszów – AKS Busko Zdrój 1:2 (K. Wójcik 16 – Gil 35 z karnego, Fatyga 82)
Aktualna sytuacja:
1. Kmita Zabierzów 24 47 45-27
2. Avia Świdnik 24 45 33-19
3. Stalowa Wola 24 44 24-15
4. Stal Rzeszów 24 41 36-26
5. Górnik Wieliczka 23 40 35-20
6. Motor Lublin 23 37 39-19
7. Hutnik Kraków 24 36 32-32
8. Sandecja N. Sącz 24 32 26-26
9. Hetman Zamość 24 30 23-23
10. Stal Sanok 23 28 29-28
11. Busko Zdrój 23 25 22-33
12. Kolejarz Stróże 24 24 28-40
13. Tłoki Gorzyce 23 21 21-47
14. Pogoń Leżajsk 24 21 17-38
15. Wierna Małogoszcz 22 19 25-33
16. Wisła II Kraków 21 14 19-28
13–14 maja: Avia – Wierna • Hetman – Rzeszów • AKS Busko – Motor • Sandecja – Stal S. W. • Kmita – Wisła II • Hutnik – Górnik • Tłoki – Kolejarz • Pogoń – Sanok.
Bramki: Stachyra (3 i 38), Popławski (59) - Bagnicki (64).
SKŁADY
Motor: Studziński - Kubiak, Turkowski, Styżej, Żmuda - Maziarz, Drej, Lenart (84 Ocholeche) - Stachyra (90 Iracki), Prędota, Popławski (84 Koczon).
Kmita: Wilczyński - Gawęcki, Kaliciak, Jędrszczyk (62 Kocis), Broź - Bębenek (76 Krauz), Gajek, Zawadzki, Szwajdych (90 Chlipała) - Bagnicki, Ankowski (78 Wasilewski).
Żółte kartki: Maziarz, Popławski (M) - Bębenek, Krauz (K).
Sędziował: Arkadiusz Starobrat (Warszawa). Widzów: ok. 1 tys.
Motor przystąpił do meczu z Kmitą, liderem III-ligowych rozgrywek, z pięcioma młodzieżowcami w podstawowym składzie. W rezerwie pozostali także sami młodzi piłkarzy, co w najmniejszym stopniu nie przeszkodziło lublinianom pewnie i efektownie zwyciężyć faworyzowanych gości. A w roli głównej znowu wystąpił 19-letni Kamil Stachyra. Kilka dni temu strzelił Hutnikowi trzy gole, teraz popisał się dwoma bramkami.
Od meczu z Tłokami Gorzyce oglądamy odmieniony Motor, drużynę, która zaczęła wierzyć w swoje możliwości. Z wielką przyjemnością patrzy się na grę młodych piłkarzy, którzy bardzo chcą pokazać się z jak najlepszej strony. Ambicja, wola walki, coraz lepsze zrozumienie na boisku i dobra skuteczność sprawiły, że podopieczni trenera Ryszarda Kuźmy w trzech wygranych z rzędu spotkaniach zaaplikowali rywalom 14 goli, tracąc tylko 2 (7:0 z Tłokami, 4:1 z Hutnikiem w Krakowie, 3:1 z Kmitą).
Prawdziwą furorę robi wspomniany wcześniej Stachyra, który ostatnio sieje popłoch w szeregach obronnych przeciwników. Młodzieżowiec Motoru dał o sobie znać już w 3 min wczorajszego spotkania. Otrzymał dobre podanie na wolne pole z prawej strony od Marcina Popławskiego i już dobrze wiedział, co zrobić. Mimo ostrego kąta posłał futbolówkę w długi róg, obok zaskoczonego i bezradnego Michała Wilczyńskiego. W 21 min Stachyra znowu popisał się refleksem i szybkością. Po bardzo źle wykonanym wolnym przez Grzegorza Kaliciaka przejął piłkę i popędził z nią do bramki Kmity. Tylko udana interwencja powracającego Rafała Jędrszczyka uchroniła gości od utraty kolejnego gola. Ale co się odwlecze to.... W 38 min Stachyra ponownie nie dał szans przeciwnikom. Najpierw wygrał pojedynek biegowy z Kaliciakiem, później \"zakręcił” Dariuszem Gawęckim i z okolic narożnika pola karnego kapitalnie uderzył na bramkę zabierzowian. W takich sytuacjach 19-latek z Lublina przeważnie strzelał przy drugim słupku, teraz \"zawinął” przy pierwszym. Wilczyński ponownie musiał przełknąć gorzką pigułkę, a Stachyra wraz z zespołem oraz kibicami mógł manifestować radość z następnego trafienia. Tuż przed końcem pierwszej połowy na listę strzelców mógł wpisać się Popławski. On także znalazł się w podobnej sytuacji jak Stachyra, ale po jego uderzeniu piłka odbiła się od słupka, a czyhający na poprawkę Piotr Prędota nie opanował piłki.
W pierwszej części Motor stworzył klarowniejsze okazje, chociaż Kmita momentami lepiej radził sobie w środkowej strefie boiska. Jednak goście tylko przy stałych fragmentach gry zagrażali bramce lublinian. Tak było również po zmianie stron. Czekający na kontry gospodarze podwyższyli na 3:0 za sprawą Popławskiego, który już skuteczniej zakończył akcję, wykorzystując dokładne podanie dobrze grającego Pawła Maziarza. Napastnik Motoru był bezbłędny, uderzając z ok. 10 metrów i zdobywając 11 gola w sezonie. Pięć minut później Kmita zdobył honorową bramkę, autorstwa króla strzelców III-ligowej grupy 4. Mniej aktywny Piotr Bagnicki (14 trafień) wykorzystał przewagę fizyczną, strzelając głową po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Dariusza Zawadzkiego.
Goście zaczęli naciskać na lublinian. Pod bramką Jakuba Studzińskiego częściej dochodziło do spięć, na szczęście bez przykrych konsekwencji. Motor mógł nawet skarcić Kmitę. W 81 min po akcji Stachyra - Maziarz - Prędota, ten ostatni strzelił z kilku metrów, nad poprzeczką. Z drugiej strony szansę miał Bagnicki. Wychodził na dobrą pozycję, postanowił uderzyć z 18 m, ale Studziński pewnie złapał piłkę. W tym meczu nie mogło się przytrafić nic złego. Gospodarze wygrali zasłużenie i nic dziwnego, że zostali pożegnani gromkimi brawami najwierniejszych sympatyków zespołu z Al. Zygmuntowskich.
Artur Toruń
Kurczuk jednak rezygnuje?
Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że do Motoru wpłynęło pismo od posła Grzegorza Kurczuka, który zapowiedział rezygnację z funkcji przewodniczącego rady klubu. Jednym z powodów takiej decyzji jest fakt, że zarząd Motoru nie zrealizował wszystkich postulatów byłego ministra sprawiedliwości, domagającego się m.in. całkowitego odsunięcia od pierwszego zespołu Marcina Syroki i Bartosza Rachowskiego. W jednym ze spotkań obaj pojawili się na ławce rezerwowych III-ligowej drużyny.
– Mam nadzieję, że nie jest to ostateczna decyzja Grzegorza Kurczuka, który wcześniej zrobił wiele dobrego dla klubu – powiedział Waldemar Paszkiewicz. Prezes Motoru nie chciał szerzej komentować listu od byłego przewodniczącego rady klubu. Dodał tylko, że kadrę powinni ustalać trenerzy.
Bramki: Bergier (45) - Mazurek (90)
Kolejarz: Petrykowski - Kowalski, Gołąbek, Cetnarowski, Chrupałła - Frankiewicz, Kucz, Bałuszyński, Leja (65 Ulucki) - Drąg, Bergier (85 Mikrut).
Avia: Gieresz - Wojciechowski, Machnikowski, Czępiński, Dziewulski - Szewc (46 Gromba), Wiącek, Orzędowski, Misztal (70 Zawadzki) - Pranagal, Mazurek.
Żółte kartki: Chrupałła, Frankiewicz, Kucz, Bałuszyński (K).
Sędziował Grzegorz Stęchły (Jarosław).
Obydwie bramki padły w ostatnich minutach pierwszej i drugiej połowy, na dodatek w bardzo podobnych okolicznościach. Z jednej strony świadczy to dobrze o determinacji przednich formacji rywalizujących ze sobą drużyn, z drugiej podaje w wątpliwość umiejętność zachowania koncentracji przez linie obronne do końca zawodów. Świdniczanie wywalczyli cenny punkt dosłownie rzutem na taśmę, przy czym zdobyty przez nich gol był efektem osiągniętej po zmianie stron przewagi.
Pierwsza połowa należała zdecydowanie do miejscowych. Już w 6 min Kolejarz mógł prowadzić, jednak piłka uderzona po rzucie rożnym przez Bałuszyńskiego po rykoszecie opuściła boisko. W 17 min przed szansą stanął Leja, jego główka została zatrzymana przez Łukasza Gieresza. W 24 min Drąg podał do Bergiera, ten jednak strzelił zbyt słabo i bramkarz gości zdołał nogami sparować futbolówkę. Dziesięć minut później Bergier otrzymał kolejną szansę. Z sytuacji sam na sam zwycięsko wyszedł świdniczanin. Bramkarz Avii bronił jak w transie. W 40 min udanie interweniował przy groźnym strzale Frankiewicza. Skapitulował dopiero pięć minut później. Szybką akcję lewą stroną boiska przeprowadził Kucz. Filigranowy rozgrywający Kolejarza podał do Bergiera, który podciągnął z piłką kilka metrów i umieścił ją w okienku bramki Gieresza.
Po zmianie stron inicjatywę przejęli przyjezdni. Przewaga została zaakcentowana dopiero w 63 min groźnym strzałem Rafała Wiącka. Dwie min później Petrykowski \"błysnął” wspaniałą paradą, broniąc uderzenie Łukasza Gromby z pięciu metrów. Szczęścia z najbliższej odległości próbował także Paweł Pranagal, ale i tym razem golkiper Kolejarza był na miejscu. Słynąca z gry do ostatniego gwizdka Avia nie rezygnowała. Wytrwałość podopiecznych Marka Maciejewskiego została nagrodzona w 90 min. Kiedy wydawało się, że sensacja stanie się faktem, świdniczanie podjęli ostatnią próbę. Po dośrodkowaniu Krystiana Zawadzkiego w pole karne gospodarzy, Pranagal sprytnie przepuścił piłkę do Bartłomieja Mazurka. Napastnik żółto-niebieskich precyzyjnym lobem z 16 m pokonał Petrykowskiego, zaliczając premierowe trafienie w barwach Avii.
(greg)
Bramki: Florian (6), Ciastoń (22).
Sandecja: Kozioł – Szczepanik, Szufryn, Kandyfer, Rusin (46 Szczepański) – M. Gryźlak (79 P. Leśniak), A. Ciastoń (79 Peciak), Damasiewicz, Rysiewicz – Świerad, Florian (76 Kubiela).
Hetman: Baranowski – Czerniak, Saramak, Karpowicz, Sawić – Pliżga (76 Szczyrba), Waga, Połeć (46 Reyer), Sadowski – Iwanicki (46 Lipiec), Narwojsz.
Żółte kartki: Ciastoń, Gryźlak, Damasiewicz (S) – Połeć, Karpowicz (H).
Sędziował: Marcin Patyński (Katowice). Widzów: 600.
Piłkarze Hetmana nie sprawili urodzinowych prezentów majowym jubilatom: Waldemarowi Wiatrowi i obrońcy Rafałowi Wadze. Zamościanie zaprezentowali się w Nowym Sączu słabo i ulegli Sandecji 2:0. O porażce zdecydowała zwłaszcza fatalna gra przyjezdnych w pierwszej odsłonie. Po zmianie stron Hetman podwyższył loty, jednak wyniku zmienić nie zdołał. Trener Wiater próbował łatać ubytki w kadrze desygnując do gry od pierwszej minuty powracających do zespołu rekonwalescentów Mariusza Pliżgę i Pawła Sawica. W sukurs kolegom wyruszył nawet świeżo wyleczony Dariusz Reyer (wprowadzony w drugiej połowie). – „Mały” to doświadczony zawodnik, ale pamiętajmy,
że nie grał ostatnio ze względu na kolano. Reyer też jeszcze nie jest gotowy, ale musieliśmy zaryzykować – mówi Waldemar Wiater.
Nadzieje przyjezdnych na korzystny wynik rozwiał już na początku spotkania, strzałem z rzutu wolnego, Dawid Florian. W szóstej minucie, wychowanek Victorii Jaworzno, przymierzył dokładnie z 18 m. Posłana nad murem piłka całkowicie zdezorientowała Marka Baranowskiego, który nie próbował nawet interweniować. Gospodarze nie zamierzali spuszczać z tonu i rozpoczęli oblężenie Hetmana, co przychodziło tym łatwiej, że przyjezdni sprawiali wrażenie pogodzonych z porażką i niezbyt ochoczo przeszkadzali „biało-czarnym”.
Zamojska taktyka gry „na stojaka” została zweryfikowana po raz kolejny w 22 min. Sandecja rozegrała podręcznikową akcję. Doświadczony Janusz Świerad zagrał w uliczkę do Floriana, który choć faulowany przez obrońcę, zdołał odegrać piłkę do Adama Ciastonia. Po strzale z 10 m tego ostatniego, Baranowski po raz kolejny musiał sięgnąć do siatki. W chwilę później na 3:0 mógł podwyższyć Świerad. Strzał głową eksligowca w samo okienko został w ładnym stylu wybroniony przez zamojskiego golkipera.
Choć okazji do podwyższenia wyniku gospodarze mieli co niemiara, to ostra amunicja Sandecji wyczerpała się po dwóch bramkach. Miejscowi kontrolowali przebieg meczu, jednak pod bramką Baranowskiego zdecydowanie zawodzili. Popis strzeleckiej indolencji zaprezentował Świerad. W 45 min popularny „Dino” z 4 m nie zmieścił piłki pomiędzy słupkami, w 60 – pomylił się ponownie, strzelając z 3 m. Do gry lidera dostroili się pozostali snajperzy z Nowego Sącza. Szanse na zdobycz zmarnowali Gryźlak w 62 min oraz Florian w 67 i 75 min.
Przyjezdni sporadycznie przedostawali się w bezpośrednie sąsiedztwo bramki strzeżonej przez Marka Kozioła. Najlepszą okazją, na choćby honorowe trafienie dla Hetmana, była odważna próba przelobowania młodego bramkarza miejscowych przez Marcina Narwojsza. (greg)
Reklama













Komentarze