Spokojnie, jeszcze nie czas
Przedsezonowym celem minimum było zajęcie miejsca w czubie tabeli. Założenia zostały wykonane w nadmiarze. Osiem wygranych meczów z rzędu pozwoliło młodzieży TPR przez jedną kolejkę zajmować fotel lidera. Dobra postawa rozpaliła głowy kibiców i choć nikt z kierownictwa klubu nie deklarował chęci awansu do ekstraklasy, piłkarki TPR zostały na awans skazane. Marzenia rozwiały się po ostatnim decydującym o wszystkim spotkaniu we Wrocławiu, które TPR wyraźnie przegrał.
- 08.05.2006 20:12
• Co się stało we Wrocławiu?
- Przydarzyło się coś, czego nie zakładaliśmy. Owszem, złapaliśmy zwycięską passę, która wywindowała nas na wysokie miejsce w tabeli. W ostatnich dwóch tygodniach pojawił się nieoczekiwany \"bonus” w postaci możliwości włączenia się o walkę o awans. W decydującym meczu dziewczyny zostały zjedzone... przez tremę. Patrzyłem na nie i nie rozpoznawałem zespołu, który tak udanie radził sobie w lidze. Mieliśmy może zbyt małe pole manewru do dokonania zmian. W końcówce dopadły nas kontuzje, doszły matury. W konsekwencji to nie był optymalny skład. Zabrakło dojrzałości, ale nie ma się co dziwić. Przecież to są bardzo młode dziewczyny. Gdyby ten mecz był rozgrywany tydzień później dałyby sobie radę z wrocławiankami. Gospodynie udanie wyłączyły z gry nasze najlepsze zawodniczki, skrzydła nie funkcjonowały tak jak zawsze. To wszystko złożyło się na końcowy wynik.
• W opinii wielu komentatorów awans do ekstraklasy byłby w wypadku TPR ponad stan.
- Zgadzam się, byłby ponad stan. Nawet w najśmielszych oczekiwaniach nie zakładaliśmy takiego obrotu sprawy. Zawodniczki mają prawo czuć się rozczarowane. Ale obiektywnie patrząc, nie byliśmy organizacyjnie gotowi. Jednak skoro okazja się przydarzyła, trzeba było spróbować. Nie udało się i nikt w klubie nie płacze teraz nad rozlanym mlekiem. Dzisiaj można rozprawiać, że nie udało się awansować, ale niedawno jeszcze nikt
o tym nawet nie myślał. Same zawodniczki nie są jeszcze gotowe na grę w ekstraklasie. Muszą się jeszcze wiele nauczyć i odpowiednio przygotować. Załóżmy, że mentalnie byłyby nawet gotowe, fizycznie
na pewno nie. Łatwo sobie
wyobrazić, jak skończyłaby się dla nich konfrontacja z Zagłębiem, SPR czy Piotrcovią. Po jednym meczu kontuzjowana byłaby połowa zespołu. Popatrzmy też na przykład Katowic.
To nie sztuka wejść do ligi i przegrać wszystkie mecze.
• Co dalej przed TPR?
- Zarząd klubu musi się spotkać, przedyskutować to, co było i wyciągnąć wnioski. Później przyjdzie czas na określenie celów na następny sezon. Tymczasem będziemy przygotowywać się do nowych rozgrywek i kontynuować pracę szkoleniową. Żadnych nerwowych ruchów. Wszystko w swoim czasie.
Reklama













Komentarze