Reklama
• To była wyboista droga, ale dotarliście do domu.
– Szczęśliwie, dotarliśmy. Udało się, bo sami sobie zgotowaliśmy ten los. Do ostatniego meczu walczyliśmy. Trudno było mówić o jakimś stylu, ale najważniejsze są punkty dające utrzymanie, i to bezpośrednie. Nie musimy patrzeć czy ktoś dostanie licencję czy nie, albo czy będzie fuzja czy nie.
• Kupę nerwów to kosztowało.
– I to wszystkich, choć nam, zawodnikom, było akurat najgorzej. Po meczu z Amiką przez trzy dni chodziliśmy ze spuszczonymi głowami i smutni czekaliśmy na decydujące spotkanie.
• Górnik Zabrze słynie z walki, ale wy pod tym względem nie ustępowaliście rywalom.
– W takim meczu nie można ustępować walką, trzeba iść na całego i „wypluwać” płuca.
• Obawy można było mieć spore, bo przed meczem wypadł Maciek Bykowski, a w jego trakcie Bartek Jurkowski oraz Piotrek Bronowicki, obaj z kłopotami zdrowotnymi.
– Nie bałem się, choć wszyscy oni wnoszą waleczność. Ale skład Górnika to dwudziestu zawodników i każdy z nich ma umiejętności, aby wprowadzić do drużyny pozytywną jakość. Chciałbym jednak pogratulować i podziękować Bartkowi oraz „Skuterowi”, że podjęli ryzyko. Sam wiem najlepiej jak się czuli, a mimo to dali z siebie wszystko.
• Miałeś współudział przy golu, bo to ty wrzuciłeś piłkę w pole karne.
– To była niezła piłka, ale cała „zasługa” spoczywa na bramkarzu z Zabrza, który popełnił błąd. Kamil to wykorzystał. Nie licząc spotkań ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki i Zagłębiem Lubin, kiedy Górnik wywalczył awans do ekstraklasy, to był chyba najważniejszy mecz w historii klubu.
• Świętujecie, ale już myślicie o tym, co będzie się działo w klubie po sezonie?
– Do wtorku mamy wolne i jest czas na odpoczynek, a potem trzeba dokonać wnikliwej analizy, nie tylko rundy wiosennej, ale całego sezonu. Powiedzieć co było dobre, a co złe, choć więcej było tego drugiego. Musimy wyciągnąć wnioski i przygotować się do nowych rozgrywek, bo w Łęcznej jest potencjał, aby grać o coś więcej. Ale to zależy już tylko od nas.
• Gdzie jedziesz na wakacje?
– Jeśli trener mnie puści, to 20 maja wybiorę się do Serbii. Chciałbym pojechać na mundial, zobaczyć swoją reprezentację, bo mam nawet bilety. Jednak nie wiem, czy dostanę wizę. A jeśli się nie uda, to polecę do ciepłych krajów – do Turcji albo Tunezji. Szkoda tylko, że nie będę mógł zabrać ze sobą dziewczyny, bo akurat ma egzaminy na uczelni.
Reklama













Komentarze