Taniec \"złotek” z gwiazdami
Kiedy Rafał Mroczek wraz z Anetą Piotrowską wygrywali popularny program rozrywkowy „Taniec z Gwiazdami”, piłkarki ręczne SPR ICom na parkiecie w Lubinie też wykonywały taniec – radości. Podopieczne trenera Edwarda Jankowskiego w dramatycznych okolicznościach obroniły tytuł sprzed roku i tym samym wywalczyły jedenaste mistrzostwo w historii. Lublin stolicą Polski żeńskiego szczypiorniaka!
- 16.05.2006 14:00
To był prawdziwy horror z happy endem. O tym, która z ekip zdobędzie w tym sezonie tytuł nie zadecydował wynik w regulaminowym czasie gry. Ani nawet dwie dogrywki! Do wyłonienia mistrzyń kraju potrzeba było rzutów karnych, które celnie wykonywały piłkarki SPR ICom. – To była prawdziwa gra nerwów. Nigdy nie ćwiczyliśmy tego elementu, ponieważ nie było sensu – przyznaje teraz Magdalena Chemicz. Bramkarka lubelskiej „siódemki” obroniła karnego wykonywanego przez Karolinę Semeniuk, dzięki czemu nasz zespół ponownie stanął na najwyższym stopniu podium.
Dlatego trudno dziwić się wielkiej fecie w drodze powrotnej do Lublina. I chociaż z Dolnego Śląska na Lubelszczyznę jest kawał drogi, to upłynęła ona naszym piłkarkom w prawdziwie szampańskim nastroju. – Dla mnie był to jeden z ważniejszych tytułów jakie wywalczyłam – przyznaje Sabina Włodek, kapitan SPR ICom, która po raz dziesiąty w swojej karierze odbierała złoty krążek. – To mistrzostwo wyszarpałyśmy, mimo wiatru w oczy. Przecież tylu kontuzji, które dotknęły zespół, już dawno nie było. Sama pauzowałam przed dłuższy okres, jednak ani przez moment nie wątpiłam w to, że uda nam się wywalczyć złoto – dodaje piłkarka. Szczególne powody do zadowolenia ma także Iwona Kot, która w tym sezonie dopiero debiutowała na parkietach ekstraklasy. Ale za to z jakim skutkiem. – Jest super! Wciąż nie mogę w to uwierzyć, jestem w szoku. Cieszę się ogromnie. To niesamowite uczucie grać w najlepszym polskim klubie – przyznała wczoraj Iwona Kot, która sportową karierę rozpoczynała w TPR Lublin.
– Jak się wygrywa, to inaczej się wraca – mówi wyraźnie ochrypniętym głosem Ewa Damięcka. – Krzyczałam jak nigdy. Takiego finału chyba długo nie będzie. W życiu czegoś takiego nie przeżyłam. Było fantastycznie – dodała po powrocie do Lublina kołowa SPR ICom. A świeżo upieczone mistrzynie Polski do Koziego Grodu wróciły w poniedziałek nad ranem. – Głowy są w porządku – podkreślała Izabela Puchacz, zapytana o „klimat” w drodze powrotnej. – Owszem, była zabawa i wesoła atmosfera. Poświętowałyśmy przy kolacji i szampanie.
Z pewnością identyczny nastrój będzie towarzyszył fecie, jaką klub przygotowuje na najbliższy czwartek. O godz. 18 w lubelskiej hali MOSiR zaplanowano imprezę, która podsumuje tegoroczny sezon. Sezon, który rozpoczęliśmy z wielkimi obawami, a który nasze „złotka” zakończyły tańcem z gwiazdami...
Reklama













Komentarze