Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

W czepku, ale za to bez głowy

Ratowników nie ma, bo jeszcze nie sezon. I nie ma zgody na kąpiele, bo woda niebadana. Ale jest pogoda. I to niektórym wystarczy. Setki młodych i starszych osób wypoczywają właśnie nad jeziorami i zalewami. W najlepszym wypadku ryzykują wizytą u dermatologa. W najgorszym - śmiercią. Jezioro Firlej, 50 kilometrów od Lublina. Słoneczne piątkowe popołudnie. Na drewnianym pomoście czerwony napis \"ratownik” (na zdjęciu). Ale ratownika nie widać. Mimo to, w wodzie wesoło baraszkują całe rodziny.
- Wiemy, jak bezpiecznie się pluskać. Może pijanym małolatom opieka ratownika jest potrzebna. My nie narzekamy - mówi Karolina Pankowska, która wraz z mężem i synkiem do Firleja przyjechała aż spod Warszawy. Okrążyliśmy całe jezioro. Nie spotkaliśmy ani jednego ratownika. Firlej nie jest wcale wyjątkiem. Podobnie nad na innymi zbiornikami wodnymi na Lubelszczyźnie. Właściciele ośrodków wypoczynkowych tłumaczą, że... sezon jeszcze się nie zaczął. - W następny weekend kąpielisko będzie już strzeżone. Wcześniej niż rok temu, bo teraz wakacje są przyspieszone - zapewnia Krzysztof Strug, kierownik ośrodka eFeS. Nie wystawił jednak żadnych tablic informujących o tym, że kąpielisko jest niestrzeżone. - Ale o tym świadczy brak białej flagi na maszcie - wyjaśnia. - Kąpiący się wchodzą do wody na własne ryzyko. Ale brak ratownika to narażanie życia i zdrowia ludzkiego - mówi Kazimierz Wierciński, wieloletni działacz Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. - Od początku roku w naszym województwie utonęły już 22 osoby. Najczęściej toną w Wiśle, w jeziorach rzadziej. Większość to osoby dorosłe, które wcześniej piły alkohol - mówi Janusz Wójtowicz, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie. Nie wiadomo nawet, czy woda nadaje się do kąpieli. Ale turyści wcale się tym nie przejmują. - Kąpiemy się tutaj co roku i jakoś nigdy nie potrzebowaliśmy dermatologa. Mamy pełne zaufanie do tego jeziora - deklaruje Rafał Pankowski, mąż pani Karoliny. - Próbki pobieramy tylko na kąpieliskach, które zostały nam zgłoszone przez ich organizatorów. Jeżeli nie ma takiego zgłoszenia, nie mamy podstaw do badań, a kąpielisko wymyka się naszej kontroli - przyznaje Jerzy Kowalczyk, rzecznik Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Lublinie. - Z Firleja mamy już zgłoszenia. I z kilku innych jezior na Lubelszczyźnie. Ale do tej pory nie wydaliśmy jeszcze żadnych decyzji o dopuszczeniu kąpieliska do użytku.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama