Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Zabili, bo musieli

Magdalena P., Marek Z. i Mirosław Sz. zabili, ale sądy stanęły po ich stronie. Uznały, że bronili własnego życia. Gdyby nie to, cała trójka na wiele lat trafiłaby do więzienia. Zdarzenie trwa zwykle chwilę. Zaatakowany musi błyskawicznie zdecydować, czym i jak się bronić. I to pod wpływem wielkiego stresu, w obawie o życie.
Często nie tylko swoje, ale i najbliższych. A potem prokurator i sąd drobiazgowo analizują, czy napastnik rzeczywiście był niebezpieczny, a może wystarczyłoby go tylko obezwładnić lub zranić. Mirosław Sz., strażnik ze stawów pod Kraśnikiem, był traktowany w areszcie jak niebezpieczny bandyta. Latem ub. roku śmiertelnie postrzelił złodzieja ryb, który zaatakował go wraz z kompanami. Strażnik trafił do aresztu, a prokurator postawił mu zarzut zabójstwa przy użyciu broni palnej. Najniższa kara – 12 lat więzienia. Po kilku miesiącach Sąd Apelacyjny wypuścił Mirosława Sz. na wolność. W kwietniu prokuratura ostatecznie umorzyła sprawę. Uznała, że zabił w obronie koniecznej. Nawet jeśli zaatakowany posunął się za daleko, to i tak może uniknąć kary. We wrześniu ub. roku dom Marka Z. z Lublina naszło trzech mężczyzn. Mieli pretensje do jego syna. Pobili gospodarza. Chwilę później Marek Z. z nożem w ręku dopadł ich na ulicy. Zadał dwa ciosy. Ugodzony ostrzem zmarł na miejscu. Sąd Okręgowy w Lublinie uznał, że Marek Z. co prawda przekroczył granicę obrony, ale działał pod wpływem strachu. Nie wymierzył mu więc kary. Kilka dni temu tak samo potraktował Małgorzatę P., która w mieszkaniu przy ul. Kunickiego w Lublinie zadała śmiertelny cios nożem agresywnemu konkubentowi. I Markowi Z. i Małgorzacie P. groziło co najmniej osiem lat więzienia. Wyroki nie są prawomocne. Orzeczenie dotyczące Marka Z. zaskarżyła prokuratura. – To bardzo trudne sprawy – podkreśla Jarosław Matras, sędzia Sądu Apelacyjnego w Lublinie. – Sąd musi ustalić, co zamierzał zrobić napastnik i czy odpowiedź na jego atak była adekwatna do zagrożenia. – Podejście wymiaru sprawiedliwości do obrony koniecznej w dużej mierze zależy od koniunktury politycznej – uważa adwokat i były poseł Krzysztof Kamiński. – Gdy rządzi lewica, wybronić takiego oskarżonego jest trudniej niż za rządów prawicy. Sędziowie i prokuratorzy nieoficjalnie przyznają, że teraz odważniej stosują przepisy dotyczące obrony koniecznej. To właśnie efekt nowego podejścia do tych spraw przez Ministerstwo Sprawiedliwości. – Najlepiej byłoby, gdyby w kodeksie karnym był jasny zapis, że dopuszczalna jest obrona przed każdym bezprawnym atakiem i to przy użyciu każdego środka – mówi mecenas Kamiński. – Wówczas wynik takich spraw nie zależałby od tego, jaka opcja rządzi. •

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama