Ostatnim akordem piłkarskiego sezonu był rozegrany wczoraj w Radzyniu Podlaskim finał Pucharu Polski na szczeblu województwa. Tytuł wywalczył świeżo upieczony beniaminek III-ligowego frontu - Orlęta Spomlek, które pokonały lubelski Motor 2:0 (0:0).
(map)
27.06.2006 23:07
Bramki: Skorupski (48), Chyła (88).
Orlęta: Dadasiewicz – Ślusarczyk, Kaczorowski, Troć (80 Kępa), Iwan, Chyła, Pliszka, Borysiuk (70 Gołąb), Piotrowicz, Giza, Skorupski (83 Dziewulski).
Motor: K. Styżej – Falisiewicz, Ptaszyński, P. Styżej (68 Sobiech), Żmuda, Maziarz, Drej, Ocholeche (72 Popławski), Syroka (80 Zajączkowski), Prędota, Iracki (59 Kubiak).
Żółte kartki: Iwan, Borysiuk, Piotrowicz (O) – Stachyra (M). Czerwona kartka: Żmuda (Motor,
w 90 min za faul). Sędziował: Sawa (Chełm).
Widzów: 800.
Spotkanie nie było porywającym widowiskiem, a optyczną przewagę mieli przyjezdni. Motor częściej utrzymywał się przy piłce, dominował w środku pola, jednak za każdym razem, kiedy zbliżył się pod pole gospodarzy, nie potrafił zakończyć akcji skutecznym strzałem. Z kolei braku skuteczności nie można zarzucić gospodarzom, którzy zaraz po przerwie objęli prowadzenie. W 48 min Dawid Ptaszyński chciał zagrać głową do Kamila Styżeja, uczynił to jednak na tyle mocno, że futbolówka przelobowała bramkarza Motoru. Do piłki dopadł Sławomir Skorupski i umieścił ją w pustej bramce. - Spora w tym zasługa piłkarzy rywala, którzy sami \"wypracowali” tę sytuację. Ja dopełniłem jedynie formalności - przyznał po meczu Sławomir Skorupski.
Podopieczni trenera Ryszarda Kuźmy dopiero w końcówce meczu przycisnęli, jednak strzały Karola Dreja czy Marcina Popławskiego padły łupem bramkarza, bądź w ostatniej chwili zostały zablokowane przez miejscowych obrońców. Wynik ustalił Marcin Chyła, który otrzymał prostopadłe podanie z głębi pola od Marka Piotrowicza i nie pomylił się w sytuacji sam na sam z Kamilem Styżejem.
- Nie musiałem specjalnie mobilizować zawodników na ten mecz. Oni sami wiedzieli, co muszą zagrać, aby wygrać - przyznał Marek Majka, trener Orląt. - W środku mieliśmy tylko walczącego Dreja, a reszta zawodników bała się włożyć nogę. W końcówce to my popełniliśmy błędy, zamiast, jako doświadczony zespół, zmusić do tego rywala - przyznał Ryszard Kuźma, szkoleniowiec Motoru.
Komentarze