Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Triumf beniaminka

Ostatnim akordem piłkarskiego sezonu był rozegrany wczoraj w Radzyniu Podlaskim finał Pucharu Polski na szczeblu województwa. Tytuł wywalczył świeżo upieczony beniaminek III-ligowego frontu - Orlęta Spomlek, które pokonały lubelski Motor 2:0 (0:0).
Bramki: Skorupski (48), Chyła (88). Orlęta: Dadasiewicz – Ślusarczyk, Kaczorowski, Troć (80 Kępa), Iwan, Chyła, Pliszka, Borysiuk (70 Gołąb), Piotrowicz, Giza, Skorupski (83 Dziewulski). Motor: K. Styżej – Falisiewicz, Ptaszyński, P. Styżej (68 Sobiech), Żmuda, Maziarz, Drej, Ocholeche (72 Popławski), Syroka (80 Zajączkowski), Prędota, Iracki (59 Kubiak). Żółte kartki: Iwan, Borysiuk, Piotrowicz (O) – Stachyra (M). Czerwona kartka: Żmuda (Motor, w 90 min za faul). Sędziował: Sawa (Chełm). Widzów: 800. Spotkanie nie było porywającym widowiskiem, a optyczną przewagę mieli przyjezdni. Motor częściej utrzymywał się przy piłce, dominował w środku pola, jednak za każdym razem, kiedy zbliżył się pod pole gospodarzy, nie potrafił zakończyć akcji skutecznym strzałem. Z kolei braku skuteczności nie można zarzucić gospodarzom, którzy zaraz po przerwie objęli prowadzenie. W 48 min Dawid Ptaszyński chciał zagrać głową do Kamila Styżeja, uczynił to jednak na tyle mocno, że futbolówka przelobowała bramkarza Motoru. Do piłki dopadł Sławomir Skorupski i umieścił ją w pustej bramce. - Spora w tym zasługa piłkarzy rywala, którzy sami \"wypracowali” tę sytuację. Ja dopełniłem jedynie formalności - przyznał po meczu Sławomir Skorupski. Podopieczni trenera Ryszarda Kuźmy dopiero w końcówce meczu przycisnęli, jednak strzały Karola Dreja czy Marcina Popławskiego padły łupem bramkarza, bądź w ostatniej chwili zostały zablokowane przez miejscowych obrońców. Wynik ustalił Marcin Chyła, który otrzymał prostopadłe podanie z głębi pola od Marka Piotrowicza i nie pomylił się w sytuacji sam na sam z Kamilem Styżejem. - Nie musiałem specjalnie mobilizować zawodników na ten mecz. Oni sami wiedzieli, co muszą zagrać, aby wygrać - przyznał Marek Majka, trener Orląt. - W środku mieliśmy tylko walczącego Dreja, a reszta zawodników bała się włożyć nogę. W końcówce to my popełniliśmy błędy, zamiast, jako doświadczony zespół, zmusić do tego rywala - przyznał Ryszard Kuźma, szkoleniowiec Motoru.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama