Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Niezły cyrk z pracą w cyrku

Marcin i Paweł z Lublina chcieli zarobić na wakacje. Trafili do firmy z Sandomierza, która zapewniała pracę we Francji.
Oferta była przyzwoita: 600 euro na rękę za miesiąc pracy w cyrku plus mieszkanie za darmo. Opłata za pośrednictwo: 200 zł. Transport z Lublina nic nie kosztował. Wszystko potwierdził kolega, który wyjechał wcześniej. - Mówił nam, że zajęcie jest ciężkie, ale da się wytrzymać - mówią Marcin (20 lat) i Paweł (23). Zaraz po przyjeździe zagnano chłopców do rozkładania namiotu. Cyrk codziennie zmieniał miejsce postoju. Przez dwa tygodnie wstawali o godz. 6 rano i pracowali nawet do 3 w nocy. Pomieszczenie, w którym spali we dwóch pod jednym śpiworem, miało 3 metry kwadratowe. Był telewizor, ale nie było prądu. Często nie było też wody. - Kiedy o nią poprosiłem, szef powiedział mi, żebym sam sobie kupił - opowiada Paweł, student romanistyki. - Zapytałem, czy mogę wyjść do sklepu, ale odmówił. Zabroniono nam gdziekolwiek wychodzić. Kiedy poprosili o wypłatę, usłyszeli, że nie dostaną ani grosza, bo uciekną. - Dowiedzieliśmy się, że pracowali tam wcześniej inni Polacy, ale uciekali - mówi Marcin, który właśnie skończył technikum. - Nie dzwoniliśmy na policję, bo powiedziano nam, że jesteśmy tu nielegalnie i nikt nawet nie kiwnie palcem. Sfrustrowani i zmęczeni czekali na obiecany przez pośrednika powrotny transport do Polski, ale się nie doczekali. - Atmosfera robiła się nieciekawa i wiedziałem, że musimy uciekać. Zwialiśmy więc o świcie: autostopem dotarliśmy do Paryża, a stamtąd do Polski. Zadzwoniliśmy do firmy \"Hrabia” z Sandomierza, która pośredniczyła w załatwianiu pracy. - Pewnie nie przywykli do ciężkiej pracy i z mojego punktu widzenia po prostu uciekli, nie wywiązując się z umowy. Co do fatalnych warunków: nie byłem tam i nie mogę tego komentować. Jeśli było im tak źle, mogli do mnie zadzwonić, zabrałbym ich. A pieniędzy nie dostali, bo pewnie umawiali się na płatność co miesiąc - mówi Wojciech Szafirowski.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama