Reklama
Nie przyjeli dyscyplinarek
Byli członkowie zarządu spółdzielni mieszkaniowej w Lubartowie, którzy wyprowadzili do Szwajcarii pół miliona dolarów, domagają się wysokich odszkodowań za dyscyplinarne wyrzucenie z pracy. Spółdzielnia właśnie otrzymała ich pozwy.
- 11.09.2006 16:50
Spółdzielnię do sądu pozwali Władysław B., były wieloletni prezes i Anna Z., była główna księgowa. W ubiegłym roku prokuratura zarzuciła im niegospodarność, przez co spółdzielnia straciła pięć milionów złotych. Najgłośniejsza firmowana przez nich transakcja dotyczyła wzięcia w banku pół miliona dolarów. Pieniądze potem przesłano do Szwajcarii. Miały być zainwestowane na giełdzie papierów wartościowych, a po roku wrócić z zyskiem. Spółdzielnia przelewała też pieniądze na konto firmy założonej przez w raju podatkowym przez Annę Z. Ponadto wydała setki tysięcy złotych na zaciągnięcie jeszcze większych kredytów. Trafiły do firm doradczych, które miały podpowiedzieć spółdzielni jak załatwić gwarancje kredytowe i rozmawiać z zagranicznymi bankami.
Władysława B. i Annę Z. wyrzuciły z pracy nowe władze spółdzielni. Na począt-
ku roku wręczano im dyscyplinarne wypowiedzenia z pracy. Władysław B. został wyrzucony w lutym tego roku. Powód – ciężkie naruszenie obowiązków pracowniczych. Były prezes uważa, że zwolniono go bezprawnie bo... dyscyplinarkę wręczono mu zbyt późno. A jak pisze w pozwie jego prawnik – takie zwolnienie można wręczyć najdalej w ciągu miesiąca, od czasu kiedy pracodawca dowie się o przewinieniu pracownika. Tymczasem rada nadzorcza spółdzielni już w kwietniu 2005 roku wiedziała, że zarząd pozwolił księgowej założyć spółkę w Szwajcarii. A ponadto wielokrotnie informowano ją o działaniach zarządu.
Władysław B. domaga się 32,6 tys. zł odszkodowania – czyli tyle ile wynosiłaby jego sześciomiesięczna odprawa. Anna Z. chce wyprocesować 12,5 tys. zł albo wrócić do pracy na poprzednich warunkach. W sierpniu 2005 r. przestała być główną księgową, została zwykłym pracownikiem działu finansowego. W lutym tego roku otrzymała zwolnienie dyscyplinarne. Była główna księgowa twierdzi, że przed 20 lat zatrudnienia w spółdzielni pracowała dobrze i nie zgadza się z postawionymi jej zarzutami.
Kilka dni temu pozwy Władysława B. i Anny Z. trafiły do spółdzielni. – Oczywiście, że nie uznamy powództwa – zapowiada Jacek Tomasiak, obecny prezes spółdzielni mieszkaniowej w Lubartowie. – Postawione im zarzuty są zasadne. A ponadto nowa rada nadzorcza w lutym dowiedziała się o nowych faktach, które ich
obciążają.
Reklama













Komentarze