Reklama
Wszystkie pierwszaki w jednej ławce
\"Wszyscy lekcje odrabiamy, śpiewając rock and rooooool” - śpiewali tańcząc uczniowie. Tak wesoło obchodzono pierwsze szkolne święto - ślubowanie uczniów klasy pierwszej. Ślubowanie poszło raz dwa, bo pasowano... dwie uczennice
- 12.10.2006 16:43
Zerówka to Magda, Kuba, Damian, Dawid i Jasiek. Pierwsza klasa - dwie Ole. Druga: Sylwia, Eryk, Daniel, Paulina i Zuzia. Trzecia: Łukasz, Piotrek, Konrad i Jarek. W sumie cała szkoła liczy 16 uczniów. Lekcje zaczynają się o ósmej. Dzieci uczą się w dwóch grupach: zerówka z pierwszakami, a klasa druga z trzecią. Pracuje tu dyrektor i dwie nauczycielki, które dojeżdżają z Puław.
- Mała szkoła to bardzo dobre rozwiązanie. Mam czas na indywidualną pracę z każdym dzieckiem, mam czas dla każdego z moich uczniów - mówi Joanna Chmielewska, nauczycielka.
Bohaterki wczorajszej uroczystości, dwie Ole dodają:
- Szkoła jest bardzo fajna i dużo już umiemy. Znamy literkę \"o”, \"i” jak indyk, \"a”, \"m” oraz \"y”. I dodawać też już umiemy! - wymieniają.
Szkoła w Skowieszynku to nietypowa placówka, bo prowadzi ją nie gmina ale Stowarzyszenie Rozwoju Wsi. Zawiązało się wiosna tego roku, kiedy to na sesji Rady Miasta w Kazimierzu zapadła decyzja o likwidacji szkoły. Wtedy mieszkańcy Skowieszynka wzięli sprawy w swoje ręce i postanowili poprowadzić szkołę. Podpisali umowę z gminą na użyczenie szkolnych pomieszczeń, wypełnili niezbędne formalności, aby otrzymać subwencję oświatową i 4 września, tak jak w pozostałych szkołach, tu też zadzwonił dzwonek. Dzięki temu najmłodsi mieszkańcy Skowieszynka nie muszą dojeżdżać codziennie 5 kilometrów, żeby dotrzeć na lekcje do podstawówki w Kazimierzu.
- Zrobiliśmy niewielki remont wewnątrz budynku, cały czas pracujemy nad elewacją. Myślimy też, aby stworzyć tu bazę noclegową dla szkolnych wycieczek, żeby zdobyć dodatkowe pieniądze na funkcjonowanie szkoły. Kto wie? Może w przyszłości uda się uruchomić także klasy IV-VI? - mówi Bożena Próchniak, przewodnicząca Stowarzyszenia Rozwoju Wsi Skowieszynek.
- To dla nas zupełnie nowe doświadczenie. Ale najważniejsze jest to, że dzieci mogą uczyć się tu, na miejscu. Nie muszą codziennie najpierw pokonywać drogi na przystanek autobusowy, a później dojeżdżać do szkoły - tłumaczy dyrektor Krzysztof Czechowicz.
Z tego, że dzieci mogą dalej uczyć się w Skowieszynku, zadowoleni są rodzice. Oni sami bardzo angażują się w szkolne życie. Pomagają w remontach, przygotowują słodkie poczęstunki na szkolne uroczystości.
- Cieszymy się, że szkoła została, że jest. To dla nas duża wygoda, bo jest blisko, po drodze. Zresztą ja też chodziłam do tej szkoły - mówi pani Marzena, mama Oli, jednej z dwóch pierwszoklasistek.
Reklama












Komentarze