Rodzinne wybory
Siostra Krzysztofa Siczka, w niedzielę jeszcze kandydata, a teraz już radnego Prawa i Sprawiedliwości, siedziała w komisji wyborczej przy ul. Hiacyntowej. To wbrew ordynacji wyborczej.
- 15.11.2006 09:51
Siczek startował z okręgu piątego. W tym samym okręgu, w Szkole Podstawowej nr 4 przy ulicy Hiacyntowej dyrektorem jest Alina Broniowska, siostra działacza PiS. To jeszcze nic złego. Sęk w tym, że Broniowska pracowała w komisji wyborczej, choć zdecydowanie zabrania tego prawo.
Ordynacja wyborcza jest precyzyjna – w komisji nie może zasiadać rodzina kandydata, w tym siostra (art. 19). – To uchybienie. My nic tu w zasadzie nie możemy zrobić. Jednak każdy kontrkandydat czy wyborca może złożyć do sądu protest wyborczy. Czy sąd go uwzględni, to osobna sprawa. Będzie musiał sprawdzić czy zasiadanie tej pani w komisji miało wpływ na wynik. Jeśli doszłoby do matactw, to sprawą zajmie się prokuratura – mówi Andrzej Ślaski, wojewódzki komisarz wyborczy.
– Nikt mi nie mówił, że nie mogę zasiadać w komisji wyborczej. Pracowałam w niej, bo jestem gospodarzem szkoły. Absolutnie nie widzę związku między moim zasiadaniem, a wynikiem wyborczym Krzysztofa Siczka – mówi Broniowska. – Przyznam, że nie wczytywałem się w przepisy ordynacji. Nie wiem, jaka rodzina kandydata nie może pracować w komisji – mówi Siczek.
Siostra radnego pierwszy raz dała się poznać podczas kampanii przedwyborczej. We wrześniu lubelska „Gazeta Wyborcza” opisała jak dyrektor Broniowska wychwalała na apelu swojego brata za remont toalet szkolnych.
Reklama
Komentarze