Reklama
Górnicy w żałobie
Na flagach przed wejściem do lubelskiej kopalni zawisły wczoraj czarne szarfy. Odwołano górniczą biesiadę. Zamiast niej będzie msza za tragicznie zmarłych kolegów z kopalni na Śląsku. Z samego rana górnicy z Bogdanki wysłali list do załogi \"Halemby”: Jesteśmy z wami pogrążeni w bólu i żalu.
- 22.11.2006 17:58
Do wybuchu metanu w kopalni \"Halemba” doszło we wtorek po godz. 16. W strefie zagrożenia znalazło się 23 górników. Nikt nie przeżył wybuchu. Dziś nad ranem ratownicy dotarli do ciała ostatniej ofiary. Najmłodszy miał 21 lat, najstarszy - 59.
- To, co się stało w \"Halembie”, to tragedia, niewyobrażalna tragedia - mówi Bogusław Szmuc, przewodniczący Związku Zawodowego Górników w Bogdance. - Sporo czasu upłynie, zanim będziemy mogli normalnie pracować, bez paraliżującej myśli, że zawód górnika zawsze i wszędzie jest niebezpieczny.
Po wybuchu cała Bogdanka pogrążyła się w żałobie. Górnicy nie rozmawiali ze sobą wiele. Każdy w myślach przeżywał tragedię, która zebrała śmiertelne żniwo. - To jest taki moment, kiedy każdy zaczyna zastanawiać się nad sensem tej pracy - tłumaczy Szmuc. - Nie rozmawiamy o tym z rodziną, ze sobą też niewiele. Po prostu się modlimy.
Kierownictwo lubelskiej kopalni, w której górnicy zjeżdżają 960 m pod ziemię zapewnia: Bogdanka jest bezpieczna, stopień zagrożenia wybuchem metanu jest u nas minimalny. - Ale nie można powiedzieć, że w ogóle go nie ma, bo ryzyko wybuchu metanu w Bogdance jednak istnieje - dodaje Mirosław Taras, rzecznik Bogdanki. - W każdej kopalni jest też wiele innych zagrożeń naturalnych i tych związanych bezpośrednio z działaniem człowieka.
W naszej kopalni zagrożeniem może być wybuch pyłu węglowego, obwały skał, woda. - Ale można je minimalizować i robimy to - zapewnia Taras.
Do tego dochodzą niebezpieczeństwa związane z pracą człowieka pod ziemią. - Nieostrożność, nieuwaga, brak czujności mogą prowadzić do poważnych wypadków. Tu wszystko zależy od górnika, który zawsze musi pamiętać, że w tej pracy nie ma miejsca na rutynę, ani na chwilę słabości - tłumaczy Józef Przybysz, zakładowy społeczny inspektor pracy w Bogdance.
Bogdanka nie żałuje pieniędzy na bezpieczeństwo swoich ludzi. Rocznie na szkolenia, sprzęt ratowniczy, programy edukacyjne, akcje uświadamiające zagrożenia wydaje ok. 30 mln zł. Do tego inwestycje w nowoczesny sprzęt i maszyny do pracy pod ziemią. - To priorytet. Nasza inwestycja w bezpieczeństwo, w ludzkie życie. A na to nie ma żadnej ceny - mówi Mirosław Taras.
Reklama












Komentarze