Reklama
Ta wyborcza niedziela
Kandydaci na prezydentów głosowali z wiarą w zwycięstwo i z ulgą, że już po długiej kampanii. Dziś jedni będą przegranymi, drudzy - zwycięzcami.
- 26.11.2006 20:07
Lewica czy prawica, kobieta czy mężczyzna? - te pytania zadawali sobie wczoraj lublinianie. Do pojedynku na szczycie doszło między Izabellą Sierakowską z Lewicy i Demokratów a Adamem Wasilewskim z PO.
Ta pierwsza podczas głosowania narzekała na skróconą kampanię. - Tragedia, która się zdarzyła, przerwała to, co powinno być najważniejsze w tej kampanii, merytoryczną debatę. Zabrakło spotkań, konfrontacji między dwójką kandydatów, którzy zakwalifikowali się do drugiej tury - mówiła Sierakowska. Kandydatka lewicy nie mogła nawet oddać na siebie głosu, bo mieszka w podlubelskim Radawcu Dużym i tam też poszła na wybory.
Jej przeciwnik Adam Wasilewski mówił: Jestem optymistą, ale bardzo ostrożnym, co do swojego zwycięstwa. Mam nadzieję, że wygram - opierając się na sondażach - ale pamiętam, że Andrzej Pruszkowski (ustępujący prezydent - red.) według sondaży miał wejść do II tury, a nie wszedł.
W tym mieście walka toczyła się pomiędzy kandydatem PiS a urzędującym prezydentem. - Wreszcie niech nastąpi rozstrzygnięcie - mówił Adam Abramowicz z PiS, który głosował w lokalu wyborczym WP nr 2 z żoną Marią, dziećmi oraz rodzicami. - Czekam na wynik wyborów z pokorą. Przeciwnicy używali nieprawdziwych i niegodnych metod. Próbowali wciągać rodzinę do brudnej gry wyborczej. Ulotki były jeszcze rozrzucane w sobotę.
Jego kontrkandydat Andrzej Czapski (urzędujący prezydent) też czuje ulgę po wyczerpującym wyborczym wyścigu. - Nie jestem człowiekiem walki, więc trudno było mi znieść kampanię. Dobrze, że została ogłoszona żałoba narodowa po tragedii górników. Ta wydłużona cisza wyborcza pozwoliła mi przetrwać w spokoju do głosowania - mówił w lokalu wyborczym w Zespole Szkół Zawodowych nr 2, gdzie głosował w towarzystwie córki. Mile przywitała go grupa wyborców - sąsiadów z pobliskiego osiedla domków jednorodzinnych.
Tu, podobnie jak w Lublinie, mieliśmy kolejny damsko-męski pojedynek. Agata Fisz, kandydatka lewicy, wierzyła w zwycięstwo: Wrzuciłam swoją kartkę do urny z głęboką nadzieją, że te wybory wygram. Mam świadomość, że cała rodzina i przyjaciele trzymali za mnie kciuki. Wierzę że wyborcy podjęli dobrą decyzję, przede wszystkim dobrą dla miasta.
Z Fisz konkurował Krzysztof Grabczuk, prezydent Chełma ubiegający się o reelekcję. Jego też nie opuszczał dobry humor. - Wierzę że wygram, a wraz ze mną mieszkańcy Chełma. W ciągu ostatnich czterech lat skupiłem wokół siebie ekipę bardzo sprawnych ludzi. Jeśli ja pozostanę na stanowisku, pozostaną również oni - zapowiedział.
Powiązane galerie zdjęć:
Reklama












Komentarze