Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Pójdziemy na wojnę z dziećmi?

Sławny już pomysł ministra edukacji na wprowadzenie tzw. godzin bezpieczeństwa budzi w Zamościu kontrowersje.
Jeśli uda się go przeforsować, dzieci nie będą miały prawa bez opieki dorosłych przebywać nocą w miejscach publicznych. Postanowiliśmy sprawdzić czy taki projekt nie jest przypadkiem walką z wiatrakami. Wybraliśmy się na nocny rekonesans po mieście. - Daj na piwo - rzuciła od niechcenia nastolatka w podcieniach zamojskiego Rynku Wielkiego. Była godzina 22.30. Uczennica siedziała w kilkuosobowym towarzystwie na parapecie okna. Czuć było od niej alkohol. - Chcę pogadać o godzinie policyjnej - odparłem. Nie było odpowiedzi. Potem usłyszałem wiązankę przekleństw. - Dobrze się bawicie? Gdzie kupiliście alkohol? - drążyłem. - Mamy kolegów - śmiała się dziewczyna. Towarzystwo było w dobrym humorze. Dziewczyny bez skrępowania przyznały, że mają po 15 lat i uczą się w gimnazjum. Ich trzej towarzysze chwalili się, że mają już... dowody osobiste. Wszyscy stali naprzeciwko siedziby Straży Miejskiej. - Co nam godzina policyjna zrobi? - złościł się 18-letni Tomek. - Będziemy robić swoje. 14-letni Szymon także był bardzo rozmowny. Wybiła godzina 23. Szedł przez miasto z papierosem w zębach. - Godzina policyjna młodzież rozłości - stwierdził z przekonaniem. - To wszystko robi się chore... Chcą nam ograniczyć wolność. Zamojskie puby nie były w tym czasie oblężone. Tam gimnazjalistów nie spotkaliśmy. - To nie znaczy, że nie próbują wejść - mówi Andrzej Gwiazdowski, właściciel pubu Piąta Strona Świata. - Po kilka razy podchodzą do baru zamawiając piwo. A gdy żądamy dowodów osobistych... złoszczą się. Musimy ich wypraszać. Czy tzw. godziny bezpieczeństwa coś zmienią? - Nie można wszystkich młodych ludzi wrzucać do jednego worka - denerwuje się Andrzej Turzyniecki z Zamościa. - Takich, którzy piją lub źle się zachowują, jest znikomy procent. To prawda, że to ich widać, ale nie wolno popadać w skrajności. Jeśli wydamy wojnę własnym dzieciom, to będzie porażka. - To, co się dzieje w zamojskich blokowiskach, jest straszne - denerwuje się tymczasem Andrzej Kowalski. - Młodzi ludzie na klatkach schodowych piją, ćpają i zaczepiają porządnych ludzi. Doszło do tego, że boimy się wyjść z domu. Można przecież oberwać... puszką z piwem czy kamieniem. Były takie przypadki. Co na to nauczyciele? - Restrykcje nie przyniosą dobrych skutków - zapewnia Iwona Okoń, nauczycielka z Ciotuszy Starej. - Młodzież będzie czuć się zaszczuta. Co zrobić? Rozmawiać z nimi: o negatywnych skutkach agresji, narkomanii i przemocy. W ten sposób da się do młodzieży dotrzeć.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama