Zima zaatakowała ślizgawicą
Gołoledź sparaliżowała ruch na drogach Lubelszczyzny. A zapowiada się, że to nie koniec problemów.
- 27.12.2006 17:47
Drobny deszczyk i przygruntowe przymrozki dadzą się nam jeszcze we znaki.
Piesi z trudem poruszali się wczoraj rano po oblodzonych chodnikach. W samym Lublinie karetki kilkadziesiąt razy wyjeżdżały do połamanych przechodniów. - W niektórych przypadkach niezbędna jest operacja - mówi Henryk Gałan, z Zamojskiego Szpitala Niepublicznego.
W stolicy regionu jeden z pieszych wylądował w szpitalu ze złamanym kręgosłupem. W części placówek służby zdrowia na pomoc trzeba było czekać dość długo, bo sporo lekarzy wzięło sobie urlopy na czas między Bożym Narodzeniem a Sylwestrem.
Ślizgawica zaczęła się wczesnym rankiem, tuż po godz. 4. Wtedy na ulice Lublina wyjechało zaledwie 16 piaskarek. Autobusy i trolejbusy stały w korkach, na wzniesieniach i w poprzek drogi. Najgorzej było na Drodze Męczenników Majdanka, ul. Abramowickiej, Benardyńskiej, Kosmowskiej i Doświadczalnej. - Dopiero po godzinie 11 nasze pojazdy zaczęły kursować zgodnie z rozkładem - mówi Stanisław Wojnarowicz, rzecznik MPK Lublin. Na lubelskim dworcu PKS odwołano kilkanaście kursów. Opóźnionych było dwukrotnie więcej.
Posypały się stłuczki. - Od rana otrzymaliśmy zgłoszenia o 15 kolizjach - mówi Tomasz Jachowicz z Komendy Miejskiej Policji w Lublinie. - Na pewno było ich więcej. Ale w większości były to drobne stłuczki i kierowcy dogadywali się między sobą - dodaje. Stłuczki miało aż 6 pojazdów MPK. W Zamościu na ul. Szczebrzeskiej ksiądz jadący polonezem skosił trzy znaki drogowe.
Do najtragiczniejszego zdarzenia doszło w Alojzowie (pow. hrubieszowski), gdzie jadący fordem escortem 49-latek wypadł z zakrętu i rozbił się na drzewie. Zginął na miejscu. (DRS, LEW)
Reklama












Komentarze