Byli esbecy żyją \"jak u pana Boga za piecem\". Mają wysokie emerytury, działają w sporcie, biznesie i administracji. PiS chce ich pozbawić przywilejów, a Służbę Bezpieczeństwa PRL uznać organizację przestępczą.
- Projekt ustawy \"antyubeckiej\" to nie zemsta, ale sprawiedliwa reakcja demokratycznego państwa na krzywdy, jakie wyrządziła SB. Jej byli funkcjonariusze nie powinni pracować w instytucjach publicznych - stwierdził wczoraj minister kultury Kazimierz Michał Ujazdowski. Ustawa ma być gotowa w najbliższych tygodniach.
Marian Król, szef regionu \"S\" i członek lubelskiej Grupy \"Ujawnić prawdę\", demaskującej esbeków, uważa że to właściwa droga. - Dawni esbecy mają ponad przeciętne emerytury, a ci co walczyli o wolną Polskę, żyją bardziej niż skromnie.
Choć działacze \"Ujawnić Prawdę\" konsekwentnie wyciągają na światło dzienne sprawki b. esbeków, to zdają sobie sprawę, że wszystkich nie uda się zdemaskować. - Przesłuchujący nas esbecy nie przedstawiali się nam. Dopiero dziś ich twarze możemy łączyć z nazwiskami. Wiem, że niektórzy zmienili nazwiska, powyjeżdżali do innych miast. Gdzie znajdowali pracę? Zostawali prezesami związków wędkarskich, związków łowieckich, wielu z nich ulokowało się w sporcie... - mówi Ryszard Blajerski, represjonowany w stanie wojennym działacz lubelskiej \"Solidarności\".
No niektórych dotarliśmy. Marian Rapa, były oficer kontrwywiadu SB w Lublinie, jest dziś prezesem Lubelskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej. Podkreśla, że po zmianie systemu przeszedł pozytywną weryfikację, a od 1992 roku jest na emeryturze.
- Jakie to ma znaczenie, co ja myślę o ustawie \"antyubeckiej\"? Jeśli zapadną jakieś decyzje, to będę się zastanawiał, jak prawnie bronić swoich dóbr - mówi Rapa. - Przecież SB nie była organizacją samozwańczą, działała w oparciu o ustawę, nie pracowali w niej sami przestępcy.
Inny oficer służb, kapitan Marek Jędruszczak, p.o. naczelnika wydziału śledczego w Chełmie, po Wyższej Szkole KGB, był ostatnio znany jako wiceprezes zamojskiej Delii (w likwidacji). Z kolei Jan Ł. pracuje w delegaturze Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego w Zamościu. W SB pracował pod innym nazwiskiem (zmienił je \"ze względów osobistych\". Zapewnia, że był szeregowym pracownikiem, ale nie chce powiedzieć, co robił.
Byli esbecy już tracą stanowiska. Tak stało się z Piotrem Jelonkiem, zastępcą Wojewódzkiego Inspektoratu Inspekcji Handlowej, a w PRL pracownikiem służb w Krasnymstawie. Kiedy grupa \"Ujawnić Prawdę\" przypomniała przeszłość Jelonka, wojewoda zadecydował o jego odwołaniu. (PAP)
Reklama
Komentarze