Dożynki Wojewódzkie w Świdniku były nie tylko miejscem, gdzie rolnicy dziękowali za plony, a lokalni producenci chwalili swoje wyroby. Wśród tłumów, w namiocie Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji można było porozmawiać o nauce. I to nie byle jakiej, bo o nowoczesnej technologii, która na świecie już się pojawia, a w Polsce jeszcze mocno raczkuje. Profesor Andrzej Krawczyk od lat zajmuje się polem elektromagnetycznym – nie tylko tym związanym z telefonią komórkową, ale również występującym w naszych domach, instalacjach czy w pobliżu linii elektroenergetycznych. Obecnie uczestniczy m.in. w międzynarodowych badaniach prowadzonych wspólnie z naukowcami z Japonii i Niemiec.
Jednym z elementów tych badań jest sprawdzanie, czego właściwie boją się ludzie. I właśnie to pytanie okazuje się bardzo ciekawe
– Jeżeli chcemy przeciwdziałać strachom, to trzeba wiedzieć, czego ludzie się boją – mówi prof. Krawczyk.
„Strefa wolna od 5G”
Strach przed nową technologią nie jest zresztą niczym nowym. W ostatnich latach jednym z symboli nieufności wobec 5G w regionie stał się Kraśnik. Miasto było przedstawiane jako jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w Polsce w kontekście deklaracji dotyczących tworzenia „strefy wolnej od 5G”.
Dyskusja o tym, czy nowe nadajniki są bezpieczne, momentami przybierała bardzo emocjonalny charakter. Jednym z argumentów było to, że skoro anten 5G ma być więcej, to pole elektromagnetyczne będzie większe.
Profesor tłumaczy, że jest dokładnie odwrotnie, niż sugeruje takie rozumowanie.
– Będzie ich znacznie więcej, ale będą mniejsze i będą z mniejszą mocą pracowały. W związku z tym moc pola elektromagnetycznego, czyli energia pola elektromagnetycznego, która jest emitowana, może być mniejsza od tej, która jest obecnie – wyjaśnia.
To właśnie liczba anten może na pierwszy rzut oka niepokoić. W przypadku 5G infrastruktura ma być bardziej rozproszona. Zamiast dużych stacji bazowych mają pojawiać się również znacznie mniejsze anteny, rozmieszczone bliżej siebie.
Nie oznacza to jednak automatycznie większej ekspozycji. Jak wyjaśnia naukowiec, sygnał będzie bardziej ukierunkowany, a same nadajniki będą pracować z mniejszą mocą.
Czy 5G może powodować raka?
To jedno z pytań, które w dyskusjach o nowej technologii pojawia się najczęściej.
Prof. Krawczyk zwraca uwagę, że badania dotyczące wpływu pola elektromagnetycznego na zdrowie prowadzone są od dziesięcioleci. Naukowcy sprawdzali m.in. hipotezy dotyczące chorób nowotworowych czy wpływu pola elektromagnetycznego na organizm.
– Ten związek rzeczywiście z nowotworami był przebadany na wszystkie strony. Te badania są tak szerokie, tak rozliczne i na wszystkich poziomach prowadzone, że nie ma mowy – mówi.
Jednocześnie naukowiec podkreśla znaczenie norm bezpieczeństwa. Jak tłumaczy, zostały one ustalone z dużym zapasem w stosunku do poziomów, przy których może wystąpić efekt cieplny.
Badania prowadzone przez Instytut Łączności i Inspektoraty Ochrony Środowiska pokazuję, że w Polsce rzeczywiste poziomy pola elektromagnetycznego są zdecydowanie niższe od dopuszczalnych norm.
Więcej anten, mniej energii
Jednym z paradoksów 5G jest więc to, że użytkownik może zobaczyć więcej anten i pomyśleć: „Skoro jest ich więcej, musi być gorzej”.
Tyle że technologia działa inaczej.
W 5G sygnał może być kierowany bardziej precyzyjnie do konkretnego urządzenia. W przypadku starszych rozwiązań energia była bardziej rozproszona. Nowa infrastruktura ma pozwalać na bardziej efektywne wykorzystanie sygnału.
– Pole elektromagnetyczne będzie skierowane, będzie punktowe – tłumaczy profesor.
Czyli niekoniecznie „więcej anten = więcej promieniowania”. W technologii, jak w matematyce, intuicja czasami potrafi zrobić człowiekowi psikusa.
To nie tylko szybszy internet
5G kojarzy się przede wszystkim z szybszym internetem. Tymczasem według prof. Krawczyka najważniejsza może okazać się nie sama prędkość przesyłania danych, ale bardzo małe opóźnienie.
Przy 4G opóźnienie wynosiło około 20 milisekund. W przypadku 5G ma być niższe niż 5 milisekund. To z kolei otwiera drogę do rozwoju technologii, które wymagają niemal natychmiastowej reakcji.
Jednym z przykładów są samochody autonomiczne. Jeśli pojazd ma samodzielnie reagować na sytuację na drodze, informacja musi zostać przekazana i odebrana praktycznie natychmiast.
Jeszcze ciekawiej robi się w medycynie.
– Małe opóźnienie powoduje, że można będzie prowadzić operacje zdalne. Już się prowadzi – mówi naukowiec.
W przyszłości lekarz może więc znajdować się setki czy tysiące kilometrów od pacjenta, a robot chirurgiczny wykonywać jego polecenia niemal w czasie rzeczywistym.
Smart city i medycyna przyszłości
Na 5G skorzystać mogą również całe miasta. Szybka transmisja danych i niewielkie opóźnienia mają znaczenie dla rozwoju tzw. smart cities, czyli inteligentnych systemów zarządzania miastem.
Sterowanie ruchem, transportem czy innymi miejskimi usługami może być coraz bardziej zautomatyzowane.
Ale zdaniem profesora 5G wcale nie jest końcem tej technologicznej historii.
– My jesteśmy już sześć lat za światem. Za trzy lata, w roku 2030, wchodzi już 6G – przekonuje.
Technologia szóstej generacji ma jeszcze bardziej zmniejszyć opóźnienia. Wtedy znaczenie zyskają przede wszystkim robotyka, autonomiczne systemy oraz telemedycyna.
Nie uciekniemy od technologii
Czy więc powinniśmy przestać się bać 5G?
Prof. Krawczyk odpowiada zdecydowanie: przede wszystkim powinniśmy wiedzieć, czego właściwie się boimy. Pole elektromagnetyczne nie pojawiło się przecież wraz z telefonami komórkowymi. Towarzyszy nam od dawna, a rozwój kolejnych technologii jest jego naturalnym wykorzystaniem.
– Żyjemy w tym i to będzie się rozwijało, czy chcemy, czy nie chcemy – podsumowuje naukowiec.
I być może właśnie edukacja, a nie kolejne sensacyjne ostrzeżenia, jest najlepszym sposobem na oswojenie nowych technologii. Bo zanim zdążymy na dobre przyzwyczaić się do 5G, świat już puka do drzwi z 6G.

Komentarze