Reklama
Chociaż kilkadziesiąt procent mężczyzn i tyle samo kobiet z naszego regionu cierpi na zaburzenia seksualne, województwo lubelskie nie ma ani jednej, publicznej poradni seksuologicznej. Konsultant wojewódzki ds. seksuologii zrezygnował z funkcji, ponieważ jej pełnienie mijało się z celem.
Ostatnie publiczne, czyli bezpłatne gabinety seksuologiczne w Lublinie, Białej Podlaskiej i Zamościu poznikały około dwóch lat temu. – Wysyłałem do funduszu zdrowia pisma, podkreślając potrzebę refundowania porad seksuologicznych. Fundusz nie jest zainteresowany – mówi prof. Grzegorz Jakiel, który pod koniec roku zrezygnował z funkcji wojewódzkiego konsultanta ds. seksuologii. Mówi, że nie miał co i gdzie konsultować. Profesor krytykuje rządzących za obojętność w stosunku do problemów seksuologicznych Polaków.
– W 2006 roku nikt nie zgłosił się na ogłoszony przez nas konkurs w zakresie poradnictwa seksuologicznego – twierdzi Łukasz Semeniuk, rzecznik prasowy Narodowego Funduszu Zdrowia w Lublinie – Dlatego zrezygnowaliśmy z tego konkursu. Ale jeśli byliby chętni, jesteśmy otwarci.
Zdaniem profesora kilkadziesiąt procent mężczyzn na Lubelszczyźnie ma problemy ze wzwodem. Kłopoty zaczynają się już około 40. A często znacznie wcześniej, co ma związek z tempem życia i rozwojem cywilizacji. Od kilkunastu do kilkudziesięciu procent kobiet z Lubelszczyzny nie odczuwa orgazmu. – Zaburzenia seksuologiczne można wyleczyć, ale trzeba mieć do tego przychodnie – dodaje profesor. – Są gabinety prywatne, ale ojczyzna powinna zapewnić społeczeństwu także darmowe leczenie.
Krzysztof Bojar, seksuolog i ginekolog przyjmuje w prywatnym gabinecie w Lublinie. Największą grupą jego pacjentów są mężczyźni z zaburzeniami erekcji oraz przedwczesnym wytryskiem – To olbrzymia tragedia, że nie ma w regionie wizyt refundowanych. Mieszkańcy są biedni, nie stać ich na prywatne wizyty – ubolewa. – Warszawa, Łódź, Poznań mają publiczne przychodnie.
Za wizytę u seksuologa płaci się od 50 do 100 zł. – A jeszcze leki przy zaburzeniach wzwodu są drogie – dodaje Bojar. – Jedna tabletka kosztuje 40-50 zł. Gdyby wizyty były refundowane, pacjentów zgłaszałoby się więcej.
U studentów też kiepsko
Dwa lata temu naukowcy przeprowadzili wyrywkowe badania wśród studentów z Lubelszczyzny i Wielkopolski. Okazało się, że co trzeci student może mieć problemy ze spłodzeniem dziecka. Spada jakość nasienia męskiego poprzez zmniejszanie się liczby i ruchliwości plemników. Przyczyny to: niehigieniczny styl życia, zanieczyszczenie powietrza, gleby, wody, nieleczone infekcje układu moczowo-płciowego.
Reklama












Komentarze